W czasie jednej z dyskusji pojawiła się opowieść o tym, że Ukraińcy, znajdujący teraz schronienie na Zachodzie, bywają zszokowani poziomem niemieckiej czy francuskiej biurokracji, podczas gdy w ich kraju kwestie związane na przykład z działalnością gospodarczą załatwia się błyskawicznie –tym razem w swoim felietonie Łukasz Warzecha pisze o Europe Liberty Forum.

Fot. PAP/Artur Reszko

Europe Liberty Forum (ELF) miało się odbyć w Kijowie, ale ze zrozumiałych powodów musiało zostać przeniesione i ostatecznie odbyło się w Warszawie w mijającym tygodniu. To impreza, gromadząca kilkaset osób z całego świata – z całej Europy, z Ukrainy, z USA, a nawet z Nowej Zelandii. Spotkania od lat organizuje Atlas Network.

Nazwa sieci, znanej wcześniej jako Atlas Economic Research Foundation, założonej w 1981 r. przez Sir Anthony’ego Fishera, nawiązuje do tytułu powieści Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (Atlas shrugged), biblii libertarian. Metaforycznym Atlasem z powieści Rand są przedsiębiorcy, którzy – niczym mitologiczny bohater – dźwigają na swoich barkach świat, a gdy ich zabraknie – świat zaczyna się walić.

Atlas Network zrzesza dzisiaj kilkaset organizacji z całego świata, opowiadających się za wolnym rynkiem – to podstawa członkostwa. W detalach mogą być różnice. W Polsce to m.in. Instytut im. Ludwiga von Misesa czy Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Warto zauważyć uderzający kontrast. Mniej więcej w podobnym czasie odbywały się dwa spotkania: Impact22 oraz właśnie ELF. Z Impact22 relacji było sporo. Nic dziwnego – brylowali tam przedstawiciele spółek skarbu państwa, politycy obozu władzy, prezesi dużych spółek, także ludzie z wielkich korporacji, takich jak Google. Dla opozycyjnej strony politycznego sporu atrakcją była główna gwiazda, czyli Juwal Noach Harari, prorok lewicy, przeciwnik hodowli zwierząt, klasyczny rozdęty ponad miarę autorytet, sprzedający kolejne książki wypełnione natchnionym bełkotem. Właściwie równie dobrze mógł się tam pojawić Slavoj Žižek – dużej różnicy jakościowej by nie było. Z Hararim spotkał się pan premier Morawiecki, który wygłosił podczas kongresu wystąpienie, w którym zawarł tezy… powiedzmy, że skądś już znane (np. z książek Klausa Schwaba) o konieczności zorganizowania nowego światowego porządku. Fragmenty tego wystąpienia opublikowała nawet na oficjalnym profilu Kancelaria Premiera.

O ELF było właściwie cicho. Nie widziałem tu ani jednej osoby związanej choćby luźno z obozem władzy, a i z opozycji niemal nikogo nie było. Wątpię, czy politycy w ogóle mieli świadomość, że taka impreza się odbywa. Gdyby ci z obozu rządzącego przyszli, mogliby nie czuć się komfortowo, bo z racji swoich polskich organizatorów ELF miało rys polityczny: w jednej z debat występował prof. Leszek Balcerowicz, gościem drugiego dnia był Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy. Jego wystąpienie było dokładnie o niczym, a przypuszczam, że zdecydowana większość uczestników nie miała pojęcia, że pan Trzaskowski nie jest, najdelikatniej mówiąc, fanem wolności osobistej czy wolnego rynku. Polityka, którą realizuje w Warszawie, nie ma z tymi kwestiami wiele wspólnego.

Hermetyczność ELF można być może tłumaczyć tym, że jest to zjazd przede wszystkim dla członków organizacji zrzeszonych w Atlas Network, a nie impreza otwarta na publiczność. Chyba jednak szkoda – szczególnie że o szerzenie wolnościowych idei warto zadbać.

Gdybym miał wskazać mielizny ELF, to były one głównie właśnie natury politycznej. Kiepskie wrażenie robili związani z opozycją Węgrzy, otwarcie krytykujący własny rząd czy nawet za niego przepraszający (słyszałem taką wypowiedź). Fakt, że rząd Orbána z liberalizmem zbyt wiele wspólnego nie ma, ale za granicą powinna obowiązywać – w miarę możliwości – zasada right or wrong, my coutry.

Mnóstwo miejsca poświęcono wojnie na Ukrainie. Nic dziwnego – spotkanie miało się odbyć w Kijowie, a w Atlas Network zrzeszone są ukraińskie organizacje. Prominentne postaci z wolnościowej sieci są zaangażowane bardzo mocno w pomoc walczącemu państwu, z osobistym dostarczaniem pomocy włącznie. Co jednak ciekawe, od jednego z Polaków, zajmujących się tymi właśnie sprawami, usłyszałem, że odechciewa się trochę działać w ten sposób wobec problemów, jakie sprawiają na granicy ukraińscy celnicy. Co dyskretnie przypomina, że Ukraina ma wciąż gigantyczny problem z korupcją. Wojna czy nie wojna.

Występujący na otwarciu imprezy Tom G. Palmer – szeroko znany publicysta liberalny, podpisujący się także pod ideami libertariańskimi – wygłosił wystąpienie, w którym jako przeciwnika wyznaczył sobie prof. Johna Mearshimera, wybitnego przedstawiciela realizmu asertywnego. Mearshimer nie ma w Polsce dobrej prasy jako analityk wskazujący, że Rosja została niejako sprowokowana do podjęcia działań ofensywnych. Nie jest to jednak analiza etyczna – co trzeba podkreślić – ale opisanie mechanizmu, który zdaniem Mearshimera wywołał obecną sytuację. Mearshimer mówił to zresztą od dawna, przewidując rosyjski atak. Przyznać trzeba przy tym, że swoją polemikę Palmer poprowadził z klasą, podkreślając swój szacunek dla oponenta – całkiem inaczej niż wygląda to w Polsce, gdzie również prof. Mearshimer jest obrzucany mianem „ruskiej onucy”.

Jednak odrzucenie realistycznego spojrzenia na ład międzynarodowy na rzecz podejścia całkowicie indywidualistycznego, za czym optował Palmer, jest trudne do zaakceptowania. Świat tak po prostu nie wygląda, rzeczywistość międzynarodowa to gra hobbesowskich państwowych aktorów, a nie indywidualnych obywateli.

Interesujące było natomiast przewijające się w różnych wystąpieniach spojrzenie na Ukrainę jako na kraj wolności – lecz właśnie tej wolności ważnej dla klasycznych liberałów, a nie jedynie wolności w sensie suwerenności państwowej, jak chcieliby wyłącznie rozumieć wolność rządzący w Polsce. Takie podejście może mieć uzasadnienie, jeśli wziąć pod uwagę kozackie korzenie naszych sąsiadów. Kozaczyzna to przecież właśnie przede wszystkim wolność i swoboda. W czasie jednej z dyskusji pojawiła się opowieść o tym, że Ukraińcy, znajdujący teraz schronienie na Zachodzie, bywają zszokowani poziomem niemieckiej czy francuskiej biurokracji, podczas gdy w ich kraju kwestie związane na przykład z działalnością gospodarczą załatwia się błyskawicznie. O Polsce mowy w tym kontekście nie było.

Wojna na Ukrainie jest dla nas problemem, zaś wypowiedzi wielu uczestników ELF pokazywały, że nie rozumieli oni w pełni jego natury i głębokości. Jednak wskazanie Ukrainy właśnie jako potencjalnego rozsadnika upodobania do osobistej wolności – gdybyśmy mieli szukać plusów niewesołej generalnie sytuacji – było chyba najbardziej godnym uwagi wątkiem ELF.

Łukasz Warzecha

Poprzedni artykułJaponia uderza w rosyjskie banki
Następny artykułUE zakaże hodowli zwierząt? Pierwszy krok już jest