Chociaż wakacje już za pasem, branża hotelarska nie dostrzega wzmożonego zainteresowania rezerwacjami – większość obiektów hotelowych ma na razie obłożenie nie sięgające nawet trzydziestu procent. Jest przy tym coraz drożej – bo przedsiębiorcy wyższe koszty przygotowania bazy turystycznej przerzucają na klientów. Optymistyczne jest to, że branża swoją sytuację – pomimo trwającej wojny za wschodnią granicą – już teraz ocenia jako lepszą niż podczas koronakryzysu.

Fot. Pixabay

Chociaż według danych Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego (IGHP) kwiecień był kolejnym miesiącem poprawy wyników w stosunku do kwietnia ub.r. i – jak dotąd – najlepszym miesiącem w tym roku, to okres Świąt Wielkanocnych oraz początek tzw. długiego weekendu majowego, które tradycyjnie ściągają ludzi do miejsc turystycznych, nie były dla branży hotelarskiej dobre. Ponad dwa lata pandemii, inflacja, a teraz wojna na Ukrainie niekorzystnie oddziałują na branżę HoReCa. Jeszcze trzy-cztery lata temu o atrakcyjniejsze miejsca noclegowe w święta czy długi weekend klienci niemal się bili. Teraz satysfakcjonujący poziom obłożenia, powyżej 50 proc., uzyskała zaledwie nieco ponad połowa hoteli.

Pomogli Ukraińcy

W takim zapełnieniu obiektów pomogli Ukraińcy. W kwietniu w 43 proc. ankietowanych hoteli – jak czytamy w oficjalnym przekazie – przebywali obywatele Ukrainy. Według powielanej w mediach informacji były to przede wszystkim matki z dziećmi – łącznie podawana jest liczba 6,4 tys. osób. Niby nie tak dużo w skali całego kraju. Niemniej daje to średnią 100 osób na przyjmujący hotel. Z dostępnych informacji nie wynika jednak, kto pokrywał (czy pokrywa) rachunki za te pobyty. Można tylko przypuszczać, że nasi wyjątkowi goście w dużej części płacili sami za siebie (do Polski dotarła wszak znacząca grupa zauważalnie zamożnych uciekinierów z Ukrainy).

W maju też nie jest rewelacyjnie. Nieco ponad 30 proc. hoteli mówi o obłożeniu poniżej 30 proc. Taki sam odsetek obiektów podaje, że ma powyżej 50 proc. zajętych miejsc. Z perspektywy maja, zwłaszcza jego początku, prognozy rezerwacji na lipiec jawią się branży jako bardzo słabe.

– Stawia to pod znakiem zapytania sezon wakacyjny w Polsce i rodzi obawę, że podobnie jak weekend majowy, będzie on słabszy niż rok temu – uważa Marcin Mączyński, sekretarz generalnego IGHP.

Jest coraz drożej, bo koszty i wojna

Tajemnica niezadowalającej frekwencji turystów, a przede wszystkim pesymistycznych prognoz na lato, tkwi tym razem nie w obawie przed koniecznością wypełnienia restrykcyjnych zaleceń pandemicznych (których już niemal nie ma) czy przed zarażeniem się (trudno zarazić się czymś, o czym już nawet media nie informują, że nadal istnieje). Tym razem chodzi o to, że jest morderczo drogo. Potencjalni goście nauczyli się już w perfekcyjny sposób porównywać ceny i oferowane warunki pobytu i w wielu przypadkach wolą wybierać destynacje zagraniczne.

O utrzymującym się trendzie wzrostu cen mówią otwarcie także sami hotelarze. Aż 70 proc. przedsiębiorców hotelowych przyznało, że jest wyraźnie drożej, zwłaszcza w stosunku do przedpandemicznego 2019 r. Ale ceny wzrosły nawet w relacji do kwietnia zeszłego roku, o czym mówi aż 80 proc. przedsiębiorców prowadzących obiekty turystyczne oraz gastronomiczne. Konieczność podnoszenia cen uzasadniają dynamicznie rosnącymi kosztami towarów i usług, w tym przede wszystkim nośników energii – gazu, energii elektrycznej, ale także wynagrodzeń.
– Ekonomiczne konsekwencje wojny na Ukrainie są kolejnym czynnikiem wymuszającym te wzrosty – twierdzi IGHP, chociaż jakiegoś wyjątkowego mechanizmu powodującego przełożenie się tej wojny na ceny już nie pokazuje.

Widać światełko w tunelu

Dobrym miernikiem kondycji branży jest poziom spodziewanych w niej inwestycji. Według Barometru EFL dla HoReCa na II kwartał 2022, niemal sto procent przedsiębiorców prognozuje podobny poziom inwestycji co kwartał wcześniej, połowa spadek sprzedaży, a 40 proc. przewiduje pogorszenie płynności finansowej. I jest to, niestety, najwięcej negatywnych wskazań pośród sześciu badanych sektorów gospodarki. Niemniej, nie wszyscy wstrzymują się ze zwiększeniem inwestycji.

– HoReCa najgorzej ocenia swoją obecną sytuację, a opinie na temat sprzedaży czy inwestycji są najbardziej negatywne ze wszystkich badanych branż. Jednak w porównaniu do pierwszego tegorocznego pomiaru, jest lepiej. I liczę, że piętnaście procent optymistów, którzy spodziewają się lepszej sytuacji w najbliższych miesiącach, to właśnie jest ta przysłowiowa „jaskółka” – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.

Wpływ wojny toczącej się na terenie Ukrainy odczuwany jest przez HoReCa oczywiście negatywnie. Koronakryzys i związane z nim lockdowny były jednak dla tego sektora wyraźnie gorsze. Aż 96 proc. restauratorów i hotelarzy uważa, że COVID-19 dał im się mocno we znaki – o negatywnym oddziaływaniu wojny na ich działalność gospodarczą mówi znacznie mniej przedsiębiorców.

Hotelarze i restauratorzy co prawda nie planują nowych inwestycji, ale też nie porzucają wcześniej zaplanowanych. Nie jest więc aż tak źle – a może być lepiej. Wobec tego nie wydaje się, by rząd skonstruował dla nich jakiś rodzaj tarczy finansowej, na podobieństwo wdrożonej podczas pandemii koronawirusa.

Poprzedni artykułAmeryka wraca do Azji, chce odpowiedzieć na rosnące wpływy Chin
Następny artykuł„Żeby nie było śladów” – 39. rocznica pogrzebu Grzegorza Przemyka