Rosnące ceny żywności w Polsce to nie tylko wina inflacji i drożejących surowców energetycznych. Duży wpływ na aktualną sytuację rynku spożywczego ma to, co dzieje się na Ukrainie. Kraj ten często nazywany jest spichlerzem Europy, głównie ze względu na niezwykle duże areały bardzo urodzajnych czarnoziemów.

FritzTheCa/Pixabay

W tak rozwiniętym technologicznie świecie często zapominamy o tym, jak ważną rolę odgrywa – wydawałoby się, że przez wielu zapomniany – sektor rolniczy. Debatujemy o surowcach energetycznych i rozgrywkach ideowych na geopolitycznym szczeblu, pomijając kwestię, bez której, chcąc nie chcąc, nie jesteśmy w stanie się obejść. Wydaje się jednak, że jeśli sytuacja się nie poprawi, to będziemy zmuszeni przyłożyć ponownie większą wagę do uprawy ziemi.

Nowoczesne społeczeństwa rzadko buntują się przeciw władzy. Jedynym powodem, który tak radykalnie zmienia nastroje, jest sytuacja gospodarcza. Szalone podwyżki cen energii, jeszcze przed rosyjską agresją na Ukrainę, doprowadziły do niemałych zamieszek w Kazachstanie. Nie odniosły totalnego sukcesu. Jak wielu jednak twierdzi, takie rewolucje trzeba prowadzić do skutku – aż wszyscy ludzie wyjdą na ulice, gdy zabraknie im środków na przysłowiowy bochenek chleba.

Ceny żywności

Ceny żywności skaczą jak oszalałe. Nowe prognozy ekonomistów z Narodowego Banku Polskiego wskazują, że do 2024 roku ceny żywności wzrosną o 25 procent. Sławomir Butka, prezes Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarnictwa RP, w połowie marca mówił o podwyżkach średnich cen chleba z 5 do 6 złotych, nie wykluczając dalszego ich wzrostu w najbliższych miesiącach (oscylowałyby na granicy 9–10 zł!).

Głównym winowajcą wszystkich podwyżek jest oczywiście wszechobecna inflacja. Jednak oprócz pandemii COVID-19 i obranej taktyki opierającej się na dodruku pieniądza nie można w analizie pominąć bardzo silnych, negatywnych szoków podażowych. Nie tylko wzrost cen surowców energetycznych zachwiał całym rynkiem, a w szczególności najbardziej zauważalnym jego segmentem, tj. piekarniami. Wiele zmieniła sytuacja za naszą wschodnią granicą, której odzwierciedleniem – od lat – są ceny na półkach w polskich sklepach.

Kolejne zabezpieczenie Putina

Rosja, będąc ogromnym graczem na rynku produkcji rolnej, od lat zmaga się z wieloma ograniczeniami w wolnym handlu z Europą, co wpływa na życie każdego z nas. Sankcje, mające trzymać tę potęgę w ryzach, nie pomogły. Coraz bardziej radykalne próby oddziaływania na gospodarkę Rosji instytucjonalnymi narzędziami odczujemy – mocniej niż kiedykolwiek – i my, a szczególnie nasze domowe budżety. Możliwe, że jest to kolejne zabezpieczenie Putina.

W obliczu wycofywania się większości firm z Rosji mieszkańcom tego kraju grożą (tak jak i nam) ogromne podwyżki cen żywności. Jednak kraj moskiewski posiada zabezpieczenie w postaci wielu surowców, nie tylko energetycznych. Rosja jest największym na świecie eksporterem pszenicy, nawozów oraz wielu innych kluczowych produktów. Fakt ten daje jej silną pozycję, nie tylko poprzez wpływ na ceny na światowych rynkach, lecz także dzięki możliwości zabezpieczenia Rosjanom przyzwoitych cen żywności. Istnieje ryzyko, że w celu wywarcia presji i zabezpieczenia obywatelom żywności, Putin w ogóle zablokuje eksport produktów rolnych.

Ukraina spichlerzem Europy

W ostatnich latach, też zresztą po części za sprawą sankcji z wcześniejszych lat, coraz większy udział w rynku europejskim konsekwentnie zdobywała Ukraina. W 2019 roku największymi eksporterami żywności z tego kraju były: Holandia, Hiszpania, Włochy, Niemcy oraz Polska. W stosunku do 2015 roku był to kolosalny wzrost. W przypadku naszych zachodnich sąsiadów aż o 281 procent! Nie ma się więc co dziwić, dlaczego w niemieckich gazetach wrze po informacjach o kolejnych dwucyfrowych falach podwyżek cen w supermarketach.

Produkty, które trafiają na rynek europejski z Ukrainy, to głównie zboża, oleje, rośliny oleiste i odpady przemysłu spożywczego. Podobną strukturę mają zresztą inne regiony importujące z kraju nad Dnieprem. Są to podstawowe produkty, których braki błyskawicznie powodują wzrost całych indeksów cenowych. Najlepszym przykładem jest z pewnością wzrost cen mięsa wywoływany wzrostem cen pasz.

Słabe uwarunkowanie instytucjonalne Ukrainy

Silna pozycja Ukrainy na międzynarodowym rynku rolnym jest zasługą jednych z najlepszych gleb na świecie. Pas urodzajnych czarnoziemów euroazjatyckich rozpoczyna się na terenie Polski, na Wyżynie Lubelskiej, gdzie posiadamy najżyźniejsze gleby, a kończy dopiero w Kazachstanie. Ukraińska gleba jest dla rolników czarnym złotem.

Mimo tak dobrych predyspozycji – można by rzec – technicznych, nie możemy zapomnieć o pytaniu o prawa własności. Przy złej organizacji, nawet w najżyźniejszych regionach jak ten, może zaistnieć klęska głodu, co dobrze znamy z czasów rządów ZSRR. Niestety otoczenie instytucjonalne na Ukrainie dla rozwoju gospodarki rolnej były – jeszcze do 1 lipca ubiegłego roku – dalekie od ideału.

W 2001 roku u naszego wschodniego sąsiada na nowo podjęto temat praw własności gruntów rolnych. Ze względu na brak przygotowania, strach przed wykupem przez zagraniczny kapitał, jak też obawy przed stworzeniem gigantycznych korporacyjnych przedsiębiorstw wstrzymano decyzję o wprowadzeniu wolnego obrotu ziemią. Przez poprzednie 10 lat „wolnej” Ukrainy udało się jedynie rozdzielić państwowe kołchozy pomiędzy prawie 8 milionów osób. Nieszczęsne moratorium na sprzedaż ziem rolnych było przedkładane w parlamencie każdego roku – aż do zwycięstwa obecnego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, gdy w końcu zostało zniesione.

Te prawie 20 lat doprowadziło do specyficznej ścieżki rozwoju gospodarstw rolnych. Prowadzone były one ekstensywnie, bez odpowiednich nakładów inwestycyjnych. Wyjątkowa na skalę świata regulacja była także jednym z czynników, które spowodowało dominację upraw zbóż i roślin oleistych, gdyż nie potrzebowały one większych nakładów kapitałowych.

Reforma i szanse na rozwój

Zniesienie moratorium jest etapem stopniowym i zakończy się w pełni dopiero w 2024 roku. Jak bywa z wielkimi zmianami, wokół wielu przepisów zawartych w reformie znajdziemy sporo kontrowersji, jak chociażby poprawka wniesiona po protestach, mówiąca o ograniczeniu areału posiadanej przez jeden podmiot ziemi z pierwotnych 230 tys. hektarów do 10 tys. hektarów.

Mimo to wprowadzone zmiany są wręcz rewolucyjne i otwierają Ukrainie szansę na stanie się spichlerzem nie tylko Europy, ale i całego świata. Zintensyfikowane i różnorodne rolnictwo oraz hodowla będą z pewnością wielką ulgą także dla polskich konsumentów. Co więcej – jest to szansa dla naszych przedsiębiorców na inwestycje w niesamowicie urodzajne czarnoziemy.

Poprzedni artykułStopy procentowe znowu w górę
Następny artykułOlbrzymi wzrost opodatkowania Amerykanów