Komisja Europejska ujawniła plany wprowadzenia w krajach unijnych cyfrowego identyfikatora. Wirtualne tożsamości mają być zasilane rosnącą liczbą informacji i danych pozwalających na zweryfikowanie np. naszego stanu zdrowia, wieku, uprawnień do kierowania pojazdami, karalności, a w przyszłości także zdolności kredytowej. Do przyspieszenia prac nad tą inicjatywą popchnęło eurokratów udane wprowadzenie cyfrowych certyfikatów COVID-19.

BlenderTimer/Pixabay

Unia chce, by obywatele krajów UE dysponowali cyfrowym portfelem identyfikacyjnym w postaci aplikacji, którą będzie można ściągnąć z domeny publicznej. Jeśli uda się w tej sprawie osiągnąć potwierdzony umową konsensus między krajami członkowskimi, start systemu planowany jest już przed październikiem 2022 roku.

To co jest, jest „niezadowalające”

Cyfrowe dowody tożsamości, z zawartą w nich obecnie raczej mniejszą niż większą liczbą informacji, ma już czternaście krajów unijnych korzystających z dziewiętnastu systemów eID. Ich wykorzystanie biznesowe jest – w opinii urzędników unijnych – jeszcze „niepełne” i „niezadowalające”.

Zadanie dostarczenia cyfrowych dowodów przypadnie rządom poszczególnych krajów. Chociaż urzędnicy brukselscy zapewniają, że nie chodzi o stworzenie paneuropejskiego dowodu osobistego, projekt zmierza jednak właśnie w tym kierunku.
– Wszystkie dotychczasowe rozwiązania stosowane przez Unię Europejską były dotąd, w mniejszym lub większym stopniu, rozproszone i nie działają w dużej skali – mówił na jednej z konferencji Andrus Ansip, były komisarz ds. cyfrowych oraz eurodeputowany, który już od kilku lat intensywnie zabiega o wprowadzenie nowego identyfikatora cyfrowego dla obywateli krajów UE.

Wszystko o nas w smartfonie

Cyfrowy dowód osobisty, zainstalowany dzięki ściągniętej aplikacji, ma mieć nadany europejski numer tożsamości cyfrowej. Unijni urzędnicy liczą na to, że sami użytkownicy będą zasilać go informacjami o sobie. Rzeczywiście – łatwo to sobie wyobrazić widząc, jak ludzie chętnie i bez obaw udostępniają w mediach społecznościowych nawet najbardziej osobiste informacje o sobie i innych.

W cyfrowym dowodzie osobistym będzie możliwość wyboru tych danych, które ktoś zechce udostępnić. Nowa tożsamość będzie musiała być przy tym honorowana zarówno przez instytucje publiczne, jak i firmy. Komisarze unijni z pewnością wiedzą o tym, że część ludzi będzie niechętna posiadaniu takiego identyfikatora cyfrowego. Zapewniają więc, że jego używanie nie będzie obowiązkowe.

A jeśli informacje jednak wypłyną?

Projekt unijny teoretycznie daje prawo do przeprowadzania przy pomocy cyfrowego dowodu osobistego całkowicie anonimowych transakcji. Czy tak naprawdę będzie? Pisaliśmy o tym ostatnio, że powiązani ze Światowym Forum Gospodarczym globaliści nie tolerują anonimowości w sieci i chcą jej likwidacji pod pretekstem walki z cyberprzestępczością.

Istnieje też poważne ryzyko, że zbyt wiele osób uzyska dostęp do certyfikowanych – i tylko teoretycznie szczelnie chronionych w cyfrowym dowodzie osobistym – informacji oraz danych. Mogą wejść w ich posiadanie ci, którzy już kilka razy poważnie zawiedli, jeśli chodzi o zachowanie prywatności informacji, wykorzystując je w celach biznesowych. Dość wspomnieć aferę Cambridge Analytica z udziałem Facebooka i wykorzystanie przehandlowanych danych w celu wpływania na opinie oraz decyzje polityczne wyborców. Z kolei Google całkowicie legalnie udostępnia informacje o użytkownikach sieci branży reklamy ukierunkowanej.
Coraz trudniej mówić tu o jasnej przyszłości. Gdzie brakuje pełnego zaufania – zarówno do rządów, jak i do instytucji ponadnarodowych – naprawdę trudno ją dostrzec.

(o nowym planie UE wprowadzenia cyfrowego dowodu osobistego przeczytamy wszystko w: link)