Dla małych i średnich firm brytyjskich skończył się normalny handel z krajami europejskimi. Po brexicie rzucane są im tylko kłody pod nogi. Biznes z krajami unijnymi stanął na granicy opłacalności, więc firmy albo się przerejestrowują i zaczynają działalność na terenie Unii, albo stopniowo rezygnują z handlu ze Starym Kontynentem wchodząc na całkiem nowe rynki.

Unia mści się na brytyjskich firmach za brexit

Niektórzy brytyjscy przedsiębiorcy całkowicie zawiesili swoje biznesy z europejskimi kontrahentami. Inni przenoszą działalność na terytorium Unii Europejskiej. – Musieliśmy przenieść całą stronę eksportową naszej brytyjskiej działalności do UE – mówi dla Deutsche Welle Antoon Murphy, producent gryzaków dla psów ze Szkocji. – Po prostu nie byliśmy już w stanie w Wielkiej Brytanii skutecznie zapewniać naszym europejskim klientom wszystkich dodatkowych świadectw zdrowia i wymaganych dokumentów.

Powróciła biurokracja

Wymagań stawianym brytyjskim firmom po brexicie jest bez liku. Eksporterzy do Europy kontynentalnej muszą wypełniać całe stosy dokumentów dotyczących źródeł pochodzenia i standardów dla danego towaru, celnych i związanych z podatkiem VAT. Jeśli przedmiot zawiera komponenty pochodzenia zwierzęcego, czy – nie daj Boże – spożywcze, musi tych dokumentów wypełnić o wiele więcej i to wcale nie wirtualnych, tylko na ogół papierowych.
Żeby wesprzeć handel z UE, brytyjski rząd uruchomił fundusz dla MŚP w wys. 20 mln funtów brytyjskich, pomagając firmom nadal eksportującym produkty do krajów unijnych. Interweniował także w sprawie poważnych problemów z transportem. Wysyłka zamówień do takich krajów, jak Belgia, Holandia, Francja czy Polska, stała się już często droższa niż nawet do najbardziej odległych części Wielkiej Brytanii. Opłaty celne wynoszą dodatkowo 20-40 proc. wartości towaru. Przedsiębiorcy brytyjscy są przekonani, że są one całkowicie przypadkowe, uznaniowe i wynikają także ze złośliwości unijnych izb celnych wobec firm z UK.

Najgorzej było zaraz po brexicie. Wtedy system spedycyjny i transportu prawie całkowicie się „zawiesił”. Przez pierwszy rok blisko jedna trzecia brytyjskich firm straciła przesyłki w tranzycie na kontynent, a 70 proc. alarmowało rząd i organizacje przedsiębiorców o opóźnieniach w dostawach. W rezultacie prawie jedna czwarta firm zaprzestała wówczas wysyłania towarów do Europy.

Inne problemy, ale także i szanse

Problemem są też tzw. bariery pozataryfowe, w efekcie których eksport do Unii Europejskiej spadł o prawie 20 proc. w pierwszym kwartale 2021 r. – w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Z kolei wolumen towarów importowanych z Europy do Wielkiej Brytanii zmniejszył się o ponad jedną piątą.

– Wraz ze zmianami w podatku VAT, w regułach pochodzenia towaru, dokumentach celnych związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii z unii celnej i jednolitego rynku, przechodzimy ogromną zmianę w naszych stosunkach handlowych z UE – powiedział Deutsche Welle  James Sibley, szef działu International Sprawy w Federacji Małych Przedsiębiorstw (FSB).

Pomimo obstrukcji ze strony rządów i organów celnych UE, brytyjskie firmy radzą sobie, jak tylko mogą. Dwie trzecie firm będących członkami FSB handluje już z krajami spoza Unii. Chociaż nowe rynki, takie jak Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone i Japonia, na razie nie rekompensują strat wynikłych z zaprzestania lub znacznego ograniczenia handlu z krajami unijnymi, to mobilizują małe, ale mobilne firmy do zwiększonego wysiłku. Przede wszystkim do poszukiwania zbytu w kolejnych krajach i do dopasowywania do nich swojej oferty.