Strategia „Od pola do stołu” jest częścią Zielonego Ładu, który stanowi długofalową strategię dla europejskiego rolnictwa. Jest to jednocześnie strategia, która może zniszczyć to rolnictwo, nadszarpnąć jego silną pozycję na rynku globalnym i wpędzić w niemałe problemy wielu rolników – przede wszystkim rolników z naszego kraju.

Z tego też powodu europejskie organizacje rolne zrzeszone w Copa wezwały Komisję Europejską do niezwłocznego przedstawienia potencjalnych skutków ekonomicznych strategii „Od pola do stołu”. Organizacja – i słusznie – jest zdania, że Unia Europejska na siłę stara się przepchnąć rozwiązania, które mogą zniweczyć lata pracy przedsiębiorstw sektora rolno-spożywczego ze Starego Kontynentu. Unia Europejska zdaje się nie zauważać zagrożeń, na które wskazują eksperci.

Na czym to „Od pola do stołu” właściwie polega?
Podstawowe założenia propozycji Komisji Europejskiej są nie do przyjęcia dla rolników. KE chciałaby – i jest to scenariusz jak najbardziej realny – aby aż 25 proc. gruntów rolnych obowiązkowo przeznaczonych zostało na produkcję ekologiczną. Jakby tego było mało, 10 proc. gruntów należących do gospodarza rokrocznie ma być wyłączone z użytkowania. To jednak nie koniec. Komisja Europejska najprawdopodobniej narzuci także rolnikom ograniczenie względem stosowania nawozów i środków ochrony roślin, których ma być w użyciu o 30 do 50 proc. mniej.

Skutki wejścia w życie tych pomysłów będą fatalne w skutkach. Widzą to rolnicy, ale nie instytucje unijne. Dodatkowo strategia zdaje się realizować postulaty organizacji prozwierzęcych, które w ubiegłym roku obarczały rolników niemal wyłączną winą za zmiany klimatyczne, co nie znalazło oparcia w żadnych badaniach. Te oskarżenia doprowadziły do wyjścia rolników na ulice największych europejskich krajów i zorganizowania licznych protestów, które miały wyrazić niezgodę na sztucznie narzucany nowy kształt europejskiego rolnictwa.

Kto ucierpi?
Na nowych regulacjach najbardziej ucierpi Polska. Nasze państwo jest w o tyle niekorzystnej sytuacji, że będąc jednym z czołowych europejskich producentów artykułów rolno-spożywczych, jest jednocześnie krajem w zasadzie pozbawionym struktur spółdzielczości rolnej oraz państwem o niezwykle niskim udziale produkcji ekologicznej w ogóle w produkcji rolnej. Uprawy ekologiczne w Polsce notują odwrotną tendencję niż w innych państwach Unii Europejskiej. Ogólna powierzchnia ich areału we Wspólnocie wynosi 12,5 mln hektarów, co stanowi około 7 proc. użytków rolnych UE. W naszym kraju średnia ekologicznych użytków rolnych wynosi natomiast niecałe 3,4 proc.

W tym samym czasie, kiedy w Unii Europejskiej ten areał zanotował 25 proc. wzrost, w Polsce zmniejszył się on o taką samą wartość. Co ważne, Polska będzie miała zatem do przebycia znacznie większy dystans niż – szczególnie zachodnie – państwa Unii Europejskiej.

Polska jest też jednym z czołowych unijnych producentów nawozów i środków ochrony roślin, szczególnie opartych na azocie, a rynek ten ma zostać uszczuplony nawet o połowę. Nasz kraj, zwiększając areał upraw ekologicznych do poziomu 25 proc., będzie zmuszony do sprzedaży tak pozyskanych surowców na rynku krajowym. Produkcja ekologiczna wiąże się z ograniczeniem podaży, która – biorąc pod uwagę znikomy odsetek gospodarstw funkcjonujących w naszym kraju w formie zorganizowanej – pozbawi nas możliwości eksportowych.

Już zatem nie tylko pandemia, ale także nieodpowiedzialne decyzje Komisji Europejskiej będą miały wpływ na – co pewne – obniżenie wskaźników eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski. Ograniczenie eksportu pogłębi wzrost importu produktów ekologicznych do naszego kraju, który obserwowany jest od kilku lat. Uprawy ekologiczne w Polsce cierpią przede wszystkim właśnie z powodu niespotykanej dotąd dynamiki wzrostu importu. W roku 2014 r. wynosił on 4,5 mln ton, by w cztery lata potroić swoją wartość do aż 14 mln ton.

Co ta strategia oznacza dla Unii?
Naturalną konsekwencją wprowadzenia nowego ustroju rolnego Unii Europejskiej przełoży się na spadek produkcji rolnej w unijnych gospodarstwach. To z kolei oznacza wzrost importu towarów spoza Unii. Zyskają zatem Ukraina, Brazylia, Chiny czy USA.
Kto jeszcze zyska? Na pewno nie Polska, szczególnie gdy pod uwagę weźmiemy ochocze nastawienie Komisji Europejskiej względem prób forsowania niekorzystnych dla Europy umów międzynarodowych.

*autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej