fbpx
piątek, 14 czerwca, 2024
Strona głównaBiznesUnijna strategia „Od pola do stołu”, czyli topór w rękach kata. Polska...

Unijna strategia „Od pola do stołu”, czyli topór w rękach kata. Polska wśród najbardziej poszkodowanych krajów

Strategia „Od pola do stołu” jest częścią Zielonego Ładu, który stanowi długofalową strategię dla europejskiego rolnictwa. Jest to jednocześnie strategia, która może zniszczyć to rolnictwo, nadszarpnąć jego silną pozycję na rynku globalnym i wpędzić w niemałe problemy wielu rolników – przede wszystkim rolników z naszego kraju.

Z tego też powodu europejskie organizacje rolne zrzeszone w Copa wezwały Komisję Europejską do niezwłocznego przedstawienia potencjalnych skutków ekonomicznych strategii „Od pola do stołu”. Organizacja – i słusznie – jest zdania, że Unia Europejska na siłę stara się przepchnąć rozwiązania, które mogą zniweczyć lata pracy przedsiębiorstw sektora rolno-spożywczego ze Starego Kontynentu. Unia Europejska zdaje się nie zauważać zagrożeń, na które wskazują eksperci.

Na czym to „Od pola do stołu” właściwie polega?
Podstawowe założenia propozycji Komisji Europejskiej są nie do przyjęcia dla rolników. KE chciałaby – i jest to scenariusz jak najbardziej realny – aby aż 25 proc. gruntów rolnych obowiązkowo przeznaczonych zostało na produkcję ekologiczną. Jakby tego było mało, 10 proc. gruntów należących do gospodarza rokrocznie ma być wyłączone z użytkowania. To jednak nie koniec. Komisja Europejska najprawdopodobniej narzuci także rolnikom ograniczenie względem stosowania nawozów i środków ochrony roślin, których ma być w użyciu o 30 do 50 proc. mniej.

Skutki wejścia w życie tych pomysłów będą fatalne w skutkach. Widzą to rolnicy, ale nie instytucje unijne. Dodatkowo strategia zdaje się realizować postulaty organizacji prozwierzęcych, które w ubiegłym roku obarczały rolników niemal wyłączną winą za zmiany klimatyczne, co nie znalazło oparcia w żadnych badaniach. Te oskarżenia doprowadziły do wyjścia rolników na ulice największych europejskich krajów i zorganizowania licznych protestów, które miały wyrazić niezgodę na sztucznie narzucany nowy kształt europejskiego rolnictwa.

Kto ucierpi?
Na nowych regulacjach najbardziej ucierpi Polska. Nasze państwo jest w o tyle niekorzystnej sytuacji, że będąc jednym z czołowych europejskich producentów artykułów rolno-spożywczych, jest jednocześnie krajem w zasadzie pozbawionym struktur spółdzielczości rolnej oraz państwem o niezwykle niskim udziale produkcji ekologicznej w ogóle w produkcji rolnej. Uprawy ekologiczne w Polsce notują odwrotną tendencję niż w innych państwach Unii Europejskiej. Ogólna powierzchnia ich areału we Wspólnocie wynosi 12,5 mln hektarów, co stanowi około 7 proc. użytków rolnych UE. W naszym kraju średnia ekologicznych użytków rolnych wynosi natomiast niecałe 3,4 proc.

W tym samym czasie, kiedy w Unii Europejskiej ten areał zanotował 25 proc. wzrost, w Polsce zmniejszył się on o taką samą wartość. Co ważne, Polska będzie miała zatem do przebycia znacznie większy dystans niż – szczególnie zachodnie – państwa Unii Europejskiej.

Polska jest też jednym z czołowych unijnych producentów nawozów i środków ochrony roślin, szczególnie opartych na azocie, a rynek ten ma zostać uszczuplony nawet o połowę. Nasz kraj, zwiększając areał upraw ekologicznych do poziomu 25 proc., będzie zmuszony do sprzedaży tak pozyskanych surowców na rynku krajowym. Produkcja ekologiczna wiąże się z ograniczeniem podaży, która – biorąc pod uwagę znikomy odsetek gospodarstw funkcjonujących w naszym kraju w formie zorganizowanej – pozbawi nas możliwości eksportowych.

Już zatem nie tylko pandemia, ale także nieodpowiedzialne decyzje Komisji Europejskiej będą miały wpływ na – co pewne – obniżenie wskaźników eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski. Ograniczenie eksportu pogłębi wzrost importu produktów ekologicznych do naszego kraju, który obserwowany jest od kilku lat. Uprawy ekologiczne w Polsce cierpią przede wszystkim właśnie z powodu niespotykanej dotąd dynamiki wzrostu importu. W roku 2014 r. wynosił on 4,5 mln ton, by w cztery lata potroić swoją wartość do aż 14 mln ton.

Co ta strategia oznacza dla Unii?
Naturalną konsekwencją wprowadzenia nowego ustroju rolnego Unii Europejskiej przełoży się na spadek produkcji rolnej w unijnych gospodarstwach. To z kolei oznacza wzrost importu towarów spoza Unii. Zyskają zatem Ukraina, Brazylia, Chiny czy USA.
Kto jeszcze zyska? Na pewno nie Polska, szczególnie gdy pod uwagę weźmiemy ochocze nastawienie Komisji Europejskiej względem prób forsowania niekorzystnych dla Europy umów międzynarodowych.

*autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej

Jacek Podgórski
Jacek Podgórski
Dyrektor Forum Rolnego Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Członek zespołu problemowego ds. ubezpieczeń społecznych oraz zespołu problemowego ds. międzynarodowych Rady Dialogu Społecznego. Były dyrektor Forum Podatkowo-Regulacyjnego w Departamencie Prawa i Legislacji ZPP. Wieloletni dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej. Autor licznych publikacji z zakresu funkcjonowania gospodarki rolnej Polski i Unii Europejskiej. Były dziennikarz i felietonista.

INNE Z TEJ KATEGORII

Branża noclegowa liczy długi i wypatruje gości

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.
5 MIN CZYTANIA

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Jak uzdrowić krajową legislację?

W Polsce o procesie legislacyjnym trudno dziś mówić bez emocji. Złośliwie można by powiedzieć, że jest to wprawdzie proces, ale nie stanowienia prawa, tylko jego masowej produkcji. I to produkcji marnej jakości. Nie pozostaje to bez znaczenia dla biznesu, który o legislacji myśli z uzasadnioną trwogą.
6 MIN CZYTANIA

Obudzić z marazmu polski rynek pracy!

Polski rynek pracy w niedalekiej przyszłości będzie borykać się z niedoborem pracowników znacznie przewyższającym dzisiejsze, sygnalizowane przez przedsiębiorców, problemy. Wskaźniki demograficzne nie pozostawiają tu złudzeń. Pozostaje tu zatem pytanie – co robić?
5 MIN CZYTANIA

Polska powinna mieć swoją rakiję

Produkcja destylatów to element tradycji i kultury wielu regionów świata. Polska wcale nie jest tu białą plamą na mapie świata, ale od innych miejsc w samej choćby Unii Europejskiej odróżnia nas to, że wytwarzanie trunków o „słusznym” woltażu w domowych warunkach jest nad Wisłą po prostu nielegalne.
4 MIN CZYTANIA