Największy problem polega na tym, że niewiele zrobiono w kraju, a oczekuje się jedynie bezwarunkowej pomocy ze strony UE – pisze Francisco Marhuenda w “La Razon”.
.

Fot. Pixabay

Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego dotyczące hiszpańskiej gospodarki są katastrofalne. Było oczywiste, że recesja w kształcie litery V nie będzie możliwa, ani teoria lampy Aladyna autorstwa José Luisa Escrivy (wskaźnik MACD). Premier Pedro Sánchez opisał „ponury horyzont” odczuwalny jako największy spadek wśród głównych gospodarek światowych. Jest to spadek o 12,8% PKB, deficytu o 13,9% i długu publicznego o 124,1%. Trzeba przyznać, że wielu Hiszpanów jest jednak nieco bardziej pesymistycznych, ponieważ potrzeby finansowe są ogromne, a polityka rządu opiera się na sprzyjaniu większemu zadłużeniu przedsiębiorstw i rodzin.

Prognozowanie jest zawsze wróżeniem z fusów, dlatego nigdy nie powinno się przestać powtarzać, że ekonomia nie jest nauką ścisłą. Ekonomiści byli zwykle prawnikami, historykami i filozofami. Stare szkoły biznesu nie tak dawno temu przekształcono w kierunki ekonomiczne. Pewność zawsze odnajdujemy w późniejszej analizie wydarzeń, typowej dla historyków, podczas gdy przewidywanie jest raczej dobrowolnym ćwiczeniem.

Na pewno wszyscy zdawali sobie sprawę, że bezprecedensowy paraliż gospodarki przez kilka miesięcy będzie katastrofą. Różne instytucje jedynie potwierdzają to, co oczywiste – nadchodzi intensywny wybuch, który prowadzi kolejnego stanu alarmowego. W takim przypadku powstały scenariusz spowodowałby spektakularny wzrost długu publicznego, z którym Bank Centralny może mieć ogromne problemy, biorąc pod uwagę jego ograniczenia prawne. Ogromny zakup obligacji pozwolił Hiszpanii nie przeżywać kryzysu zadłużeniowego i związanego z nim gwałtownego wzrostu ryzyka. Prawdą jest, że czegoś się nauczono. Tworzona jest rezerwa strategiczna, która zapobiegnie niedoborowi urządzeń medycznych, które są obecnie niezbędne. Zadłużenie w spółkach spowoduje, że wiele poniesie straty, a wszyscy będą musieli ograniczyć swoje możliwości inwestycyjne i wypłatę dywidend. Do tego dochodzi spadek konsumpcji, spektakularna utrata dochodów zapewnianych przez ponad 80 milionów zagranicznych turystów oraz spadek zdolności eksportowych.

Ta ponura sytuacja spowodowała konieczność zalania gospodarki pieniędzmi i dokonania ważnych reform. Problem polega na tym, że niewiele zrobiono i rząd Hiszpanii oczekuje teraz jedynie bezwarunkowej pomocy ze strony UE.

Źródło: Francisco Marhuenda/La Razon