fot. Wikipedia

Dziś widzimy, że to wszystko, to zwyczajne mrzonki naiwnych utopistów. Z zażenowaniem obserwujemy niemoc Unii Europejskiej wobec pandemii koronawirusa. Przywódcy kolejnych państw coraz głośniej mówią o tym, że Wspólnota zawiodła i nie stanęła na wysokości zadania, chociaż tak wielu na nią liczyło. Zawiodło przede wszystkim unijne przywództwo złożone z lewicowych ideologów, ludzi, którzy zajmują się wyimaginowanymi problemami i ściganiem suwerennych państw za to, że pewne rzeczy chcą robić po swojemu. Ludzie ci są niezdolni do stawienia czoła prawdziwym wyzwaniom, chyba zwyczajnie ich one nie interesują. Kiedy dzieje się coś złego chowają się w swoich gabinetach, udając, że ich nie ma i czekając, aż zagrożenie minie. Przykre jest to, że dano im potężną władzę i gigantyczne przywileje. Teraz warto postawić pytania: na co im ta władza i z jakiego tytułu owe przywileje?

Unia obrasta regulacjami, kuriozalne przepisy ingerują coraz bardziej w nasze życie i gospodarkę. To ulubione zajęcie eurokratów, pisanie kolejnych dyrektyw i rozporządzeń, regulujących wszystko i wszędzie. Kiedy jednak przychodzi co do czego, okazuje się, że ten ocean przepisów nikomu nie jest do niczego potrzebny. Jedynie krępuje i pozbawia sterowności władze suwerennych państw, które chcą działać na rzecz swoich obywateli, kiedy ci oczekują pomocy.

Po przedstawieniu przez polskie władze założeń tarczy finansowej wartej 100 miliardów złotych podniosły się głosy pytające: co na to Unia, czy aby nie przekroczono przepisów o pomocy publicznej, może te środki trafią nie tam, gdzie trafić powinny w myśl tej czy innej dyrektywy? A może komuś w Komisji Europejskiej ten pakiet się nie spodoba i zażąda wyjaśnień?

Sam fakt, że tego typu wątpliwości się pojawiają, ukazuje skalę absurdu sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Gdyby faktycznie jakiemuś urzędnikowi przyszło do głowy zadawanie takich pytań, odpowiedź polskiego rządu powinna być jednoznaczna: nic wam do tego! Zrobimy to, co będziemy musieli zrobić, aby ratować polską gospodarkę, koniec dyskusji. Dosyć tłumaczenia się, jeśli Unia nie chce bądź nie umie pomóc, niech chociaż nie przeszkadza tym, którzy próbują coś zrobić.

Żeby sprawa była jasna, integracja europejska to fantastyczna idea. Jest sprawą racji stanu i zdrowego rozsądku jej wspieranie. Ale nie w takim kształcie, jak ma to miejsce obecnie. Gospodarka, głupcze! – takie powinno być motto unijnej odnowy. Nie bełkot nieudolnych lewicujących komisarzy, ale wolność ekonomiczna. Nie regulacyjne chomąto, ale warunki do uczciwej i zdrowej konkurencji. Nie pouczanie i nakazywanie, ale współpraca suwerennych państw narodowych. Tak to powinno wyglądać. Z jakiegoś jednak powodu europejski projekt został przejęty przez ideologów z rozrzewnieniem świętujących rocznicę urodzin Marksa.

Tak, Szanowni Państwo, były przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker bronił w 200. rocznicę urodzin ojca komunizmu jego dorobku! Podobnie myślących ludzi jest w tej instytucji znacznie więcej. Do poduszki czytają „Kapitał” i śnią o tym, co by tu jeszcze zmienić, żeby żyło się lepiej… Strach się bać.