Walka o prezydenturę trwa w najlepsze. Liczy się każdy głos, a to oznacza, że rośnie też ochota do składania hojnych obietnic. Rafał Trzaskowski deklaruje, że podniesie kwotę wolną od podatku nawet do 30 tysięcy złotych (dla najmniej zarabiających) oraz da każdej rodzinie 10 tysięcy złotych na tak zwany ekoremont.

Wartość tych propozycji to dziesiątki miliardów złotych. Skąd wziąć na to pieniądze? To już chyba słodka tajemnica kandydata. Czyni to jednak jego deklaracje mało wiarygodnymi, zważywszy że jednocześnie prezydent Warszawy odżegnuje się od podnoszenia podatków oraz ograniczenia świadczeń w rodzaju 500 plus.

Są jednak obietnice, które kosztują niewiele, przynajmniej jeśli chodzi o środki, które musiałyby przeznaczyć na nie budżet państwa. Jedną z nich jest uproszczenia prawa, szczególnie zaś przepisów regulujących kwestie podatkowe. To postulat znany od lat i konsekwentnie zgłaszany przez środowiska biznesowe. Wzór mamy i wcale nie jest on daleko od nas. Najlepszym przykładem do naśladowania jest tutaj Estonia, małe nadbałtyckie państwo, które robi furorę w międzynarodowych rankingach biznesowych, szczególnie w odniesieniu do podatków. Tamtejsza ustawa o podatku VAT liczy 50 stron, podatek dochodowy od osób fizycznych reguluje akt prawny spisany na 48 stronach. Nic dziwnego, że Bałtowie tak dobrze wypadają w czołowych światowych notowaniach. U nas te i podobne ustawy liczą po kilkaset stron. Nie powinno zatem zastanawiać, że polski przedsiębiorca musi spędzać ponad 300 godzin w roku, aby rozliczyć się z fiskusem, tak przynajmniej wynika z rankingu Doing Business.

Nad polskim systemem podatkowym trzeba zatem solidnie popracować. To zadanie, które wymaga determinacji i zaangażowania, ale jednocześnie nie kosztuje tyle ile obietnice Rafała Trzaskowskiego. Problemem w naszym kraju wcale nie jest wysokość danin publicznych, największą trudność wciąż stwarza niejasne prawo, którego często nie rozumieją sami urzędnicy. To tutaj przydałoby się wsparcie ze strony prezydenta, który mógłby wspólnie z rządem zabrać się za zmianę tej sytuacji. Ale zmianę na poważnie, polscy przedsiębiorcy nie czekają na kosmetykę i zastąpienie jednego labiryntu przepisów innym. Potrzebny jest reset, dobrze skonsultowany z przedsiębiorcami, przemyślany i taki, który przetrwa dłużej niż okres vacatio legis. Prawo musi być stabilne, ale aby takim było, nie można go pisać na kolanie. Nie liczyłbym zatem, że zupełnie nowe ustawy podatkowe uda się uchwalić w pierwszych stu dniach nowej kadencji głowy państwa. Niech proces ich przygotowania potrwa. W zasadzie musi potrwać. Tyle że owo oczekiwanie powinno przynieść określony efekt. Nie 300 ale 30 godzin rocznie na rozliczenie podatków, taki cel warto sobie postawić. Trudne, ale nie niemożliwe.

To praca dla całego rządu, z resortami finansów i rozwoju na czele. I tutaj współpraca prezydenta i większości parlamentarnej przynieść może znakomite efekty. To byłoby takie 500 plus dla przedsiębiorców. Może warto wysłać do nich jasny sygnał w tej sprawie, wielu z nich pewnie na to czeka.