Ustawa o maksymalnych cenach energii nie leczy przyczyn choroby, jaką są wysokie ceny energii, tylko łagodzi objawy — tłumaczy Krzysztof Kilian, były prezes Polskiej Grupy Energetycznej.

Czy kolejne regulacje rząd PiS doprowadzą do destabilizacji systemu energetycznego w Polsce? W rozmowie z serwisem businessinsider.com.pl Krzysztof Kilian mówi, że ustawa uderzy w wielu przedsiębiorców, bo zasady, które wprowadza, mogą sprawić, że wiele firm zajmujących się obrotem energią nie przeżyje najbliższej zimy.

Jego zdaniem ustawa pomija najważniejsze ogniwo, jakim są wytwórcy energii i sposób kalkulowania ceny krańcowej. Nowe przepisy nie tylko odrywają polski rynek od rynku europejskiego, ale mogą też zniszczyć delikatny i bardzo skomplikowany system zarządzania elektroenergetyką.

W Polsce energia wytwarzana jest z gazu tylko w 3-7 proc. W 75 proc. produkowana jest z węgla. Na koszty składa się przede wszystkim koszt paliwa i unijny podatek za emisję dwutlenku węgla. Przed wojną na Ukrainie cena węgla dla energetyki wynosiła 200 zł za tonę. Do czerwca 2022 r. wzrosła do 346 zł za tonę. Z kolei uprawnienia do emisji CO2 wahają się w granicach 60-70 euro (ok. 282–329 zł). Problem w tym, że w Europie Zachodniej znacznie większa część energii generowana jest ze znacznie droższego gazu. I tamtejsze wysokie ceny energii wywindowały ceny energii również w Polsce.

– Podstawą wypłaty rekompensat ma być (…) miesięczna cena referencyjna, którą publikować ma Towarowa Giełda Energii. To oznacza, że rekompensaty nie pokryją w pełni poniesionych strat. Ustawa doprowadzi do tego, że 150 przedsiębiorstw obrotu może nie przeżyć realizacji tych umów – zwraca uwagę Kilian.

Poprzedni artykułPolskie start-upy zielonych energii
Następny artykułWódka i zakąska. Maspex wyhoduje nowe odmiany warzyw