Pomysły, takie jak podatek od mięsa czy wprowadzenie zakazu jego reklamy, popierane są dziś nie tylko przez środowiska aktywistów, ale także przez coraz szersze grupy lewicowych polityków.

ustawowy wegetarianizm grafika wpisu dot. podatku od mięsa - grafika wpisu

Szerokim echem we francuskich mediach odbiła się informacja o decyzji mera Lyonu zakazującej podawania w tamtejszych szkolnych stołówkach potraw zawierających… mięso. Nietrudno się domyślić, że Gregory Doucet, bo o tym polityku mowa, reprezentuje szeroki, skrajnie lewicowy nurt ideologiczny. Jest on bowiem przedstawicielem wciąż niezwykle popularnych we Francji Zielonych. Okazuje się, że w tym przypadku nad zdrowym rozsądkiem wzięła górę ideologia, która pozbawia dzieci dostępu do pełnowartościowej diety. Pozbawia ich jednak także wyboru, do którego tak one, jak i ich rodzice powinni mieć pełne prawo.

Polityczna burza

W sprawę aktywnie zaangażował się francuski minister do spraw rolnictwa, który zdecydowanie potępił decyzję Douceta. Stwierdził on, że wprowadzany metodami politycznego nacisku wegetarianizm może mieć fatalny wpływ na zdrowie dzieci i realnie wpłynąć na zaburzenia ich rozwoju. Sprawą, na polecenie ministra rolnictwa, zająć ma się teraz prefekt Rodanu, a sama sprawa stanowiła zarzewie protestów rolniczych, które odbyły się pod ratuszem w Lyonie.

Także francuski minister spraw wewnętrznych, Gerald Darmanin, określił decyzję mera jako skandaliczną podkreślając, że jest to policzek wymierzony środowisku francuskich rolników i rzeźników oraz wyraz pogardy dla ich ciężkiej pracy, która jest tak istotna w czasie pandemii koronawirusa. Zaznaczył też, że narzucanie wegetarianizmu decyzjami politycznymi w zasadzie pozbawia dzieci z biedniejszych rodzin możliwości spożywania mięsa, ponieważ większość z nich ma do niego dostęp tylko w szkolnych stołówkach.

Pokrętne tłumaczenia i kwestia muzułmańska

Zdaje się, że Zieloni nie widzą absurdu decyzji podjętej przez Douceta. Sam mer, kiedy już jego decyzja zalana została falą krytyki tłumaczył, że motywacją była tu wyłącznie kwestia dostępności produktów, a taka – jego zdaniem – działa na korzyść produktów roślinnych. To oczywiste kłamstwo, bo nawet mimo zaawansowanego poziomu epidemii ptasiej grypy Francja nie ma znaczących problemów z dostawami pełnowartościowej żywności.
Dalej jeszcze poszli jego koledzy z partii; byli oni bowiem oburzeni krytyką twierdząc, że przecież produkty odzwierzęce na stołówkach dostępne będą – nie wspomnieli jednak, że wyłącznie w postaci jaj i ryb.

Ideologiczną hipokryzję francuskiej lewicy obnażyło jednak – najpewniej nieuzgodnione z „górą” partii – oświadczenie medialne kilku polityków, według którego zakaz podawania dzieciom mięsa miał na celu promowanie tolerancji wobec środowisk… muzułmańskich, które nie powinny być narażone na obcowanie z żywnością, która nie jest… halal.

Dziś sami francuscy politycy, śmiejąc się przez łzy twierdzą, że czują się, jakby mieszkali nie we Francji, jednym z najważniejszych ośrodków rozwoju chrześcijańskiej cywilizacji europejskiej, a w… Arabii Saudyjskiej.
Wiadomo już też, że batalia sądowa z decyzją Douceta nie jest wcale taka prosta, stąd trudno przewidzieć finał sprawy.

W Polsce jest inaczej? Niekoniecznie

Polska, która uchodzi za jeden z bastionów tradycyjnych europejskich wartości, wcale nie jest wolna od podobnych problemów. W narracji organizacji „ekologicznych”, funkcjonujących na gruncie polskiego prawa, co rusz pojawiają się tezy wskazujące na destrukcyjny wpływ produkcji mięsnej na środowisko, wyliczające rzekomo prozdrowotne następstwa wykluczenia mięsa z diety, czy – w ich opinii – barbarzyńskie podejście hodowców do kwestii dobrostanu zwierząt.

Pomysły, takie jak podatek od mięsa, zakaz chowu i hodowli klatkowej, zakaz uboju rytualnego czy wprowadzenie zakazu reklamy mięsa popierane są dziś nie tylko przez środowiska aktywistów, ale także przez coraz szersze grupy lewicowych polityków – zarówno w polskim, jak i europejskim parlamencie.
Kwestią czasu jest powielenie w Polsce kampanii, jakie na szeroką skalę realizowane były w Stanach Zjednoczonych przez aktywistów organizacji PETA, a ukierunkowanych na grupę najmłodszych odbiorców; przekonywano ich wówczas, że spożywanie mięsa przyczynia się do rozwoju poważnych chorób, a picie mleka jest przejawem… białej supremacji.

Te argumenty powinny przestać wywierać na nas wrażenie absurdalnych i przyczynić się do wreszcie poważnego potraktowania kwestii zagrożenia ideologicznego, które może realnie zachwiać także wieloma sektorami gospodarki.