Już od 1 stycznia 2021 roku więcej podatników będzie mogło płacić podatek dochodowy w formie ryczałtu. Dotyczy to m.in. prawników, doradców podatkowych, audytorów, agentów ubezpieczeniowych, tłumaczy czy psychologów. Wzrośnie także limit przychodów uprawniających do ryczałtu.

Na posiedzeniu 28 września rząd przyjął projekt budżetu państwa i dwie ważne nowelizacje podatkowe; jedna dotyczy tzw. estońskiego CIT-u, druga zmienia przepisy o podatkach dochodowych i (poza wprowadzeniem m.in. opodatkowania CIT-em spółek komandytowych i niektórych spółek jawnych) przynosi także ważne zmiany w opodatkowaniu ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych.

Niższe stawki i wyższe limity

W przeciwieństwie do zmian planowanych w obszarze CIT i PIT zmiany te wydają się korzystne. Przede wszystkim z 250 tys. do 2 mln euro ma od 1 stycznia 2021 roku wzrosnąć limit przychodów uprawniający do płacenia podatku dochodowego w formie ryczałtu (prawo do niego traci się po przekroczeniu limitu). To nie jedyna korzystna zmiana. Równocześnie obniżone zostaną wszystkie stawki tego podatku. Zmieni się także zakres usług opodatkowanych poszczególnymi stawkami.

Obecnie obowiązuje aż siedem stawek ryczałtu: 20, 17, 12,5, 8,5, 5,5, 3 i 2 proc. Od 1 stycznia stawka 20 proc. ma być obniżona do 17, a stawka 17 proc. do 15. Nowa stawka 10 proc. obejmie usługi w obszarze kupna i sprzedaży nieruchomości na własny rachunek (obecnie nie można płacić w tym przypadku ryczałtu). Dla najmu pozostaną stawki 8,5 proc. do 100 tys. zł przychodu i 12,5 proc. od nadwyżki ponad ten limit. Nie zmieni się stawka 8,5 proc., ale więcej usług będzie można nią opodatkować. Nic się nie zmieni natomiast w zakresie stawek 5,5, 3 i 2 proc. Ważna zmiana dotyczy także definicji wolnych zawodów.

Więcej wolnych zawodów na ryczałcie

Dotychczas z opodatkowania ryczałtem mogą korzystać tylko nieliczne wolne zawody, czyli lekarze, stomatolodzy, weterynarze, technicy dentystyczni, felczerzy, położne, pielęgniarki, tłumacze oraz nauczyciele w zakresie świadczenia usług edukacyjnych polegających na udzielaniu lekcji na godziny. A i to tylko wtedy, gdy swoje usługi świadczyli wyłącznie na rzecz osób fizycznych. Działalność musi też być wykonywana osobiście. Stawka ryczałtu wynosi dla nich 20 proc. od uzyskanych przychodów.

Od 1 stycznia 2021 roku grupa wolnych zawodów, które mają prawo do opodatkowania ryczałtem miałaby powiększyć się o: psychologów, fizjoterapeutów, tłumaczy, adwokatów, notariuszy, radców prawnych, architektów, inżynierów budownictwa, rzeczoznawców budowlanych, biegłych rewidentów, księgowych, agentów ubezpieczeniowych, agentów oferujących ubezpieczenia uzupełniające, brokerów reasekuracyjnych, brokerów ubezpieczeniowych, doradców podatkowych, doradców restrukturyzacyjnych, maklerów papierów wartościowych, doradców inwestycyjnych, agentów firm inwestycyjnych i rzeczników patentowych.

Z nowej definicji ma przy tym wynikać, że za osobiste wykonywanie wolnego zawodu uważa się wykonywanie działalności bez zatrudniania na podstawie umów o pracę, umów zlecenia, umów o dzieło oraz innych umów o podobnym charakterze osób, które wykonują czynności związane z istotą danego zawodu. Doradca podatkowy nie będzie zatem mógł zatrudnić innego doradcy, ale już zatrudnienie sekretarki, recepcjonistki czy sprzątaczki do biura, prawa do ryczałtu go nie pozbawi.
Co więcej, nowelizowane przepisy zakładają obniżenie stawki ryczałtu dla wolnych zawodów z 20 do 17 proc.

Ważne jak wysokie są koszty

Czy to się jednak opłaca? Wszystko zależy od indywidualnych warunków, na których prowadzona jest działalność. A ściślej od tego, jak wysokie koszty ponosi taki przedsiębiorca. Załóżmy, że prawnik zarabia około 10 tys. zł miesięcznie, a jego koszty to około 20 proc. przychodu. W takim przypadku, do opodatkowania zostaje kwota 8 tys. zł, co przy podatku liniowym (19 proc.) daje 1 520 zł podatku. Korzystając z ryczałtu, ten sam podatnik musiałby zapłacić 17 proc. podatku od 10 tys. zł, czyli 1 700 zł. A zatem zapłaciłby o 180 zł miesięcznie (2160 zł rocznie) więcej niż korzystając z podatku liniowego. Dla uproszczenia w przykładzie tym pomijam oczywiście składki ZUS i zdrowotną, które dla obydwu form opodatkowania są identyczne.

Zauważmy, że aby stopień opodatkowania podatkiem liniowym i ryczałtem był w przypadku takiego podatnika podobny, ponoszone przez niego koszty powinny być nie wyższe niż 1 053 zł miesięcznie, czyli wynosić nieco ponad 10 proc. W takim przypadku, podatek liniowy wyniesie bowiem 1 700 zł. Tyle co ryczałt.

Każdy kto prowadzi własną działalność i leasinguje np. samochód wie jednak, że uzbieranie 1 000 zł kosztów, nie jest specjalnie trudne. Oczywiście im większe koszty, tym różnica robi się większa na niekorzyść ryczałtu. Ale równocześnie im wyższe przychody, tym ponoszone koszty mogą stanowić mniejszy procent uzyskiwanego wynagrodzenia. Gdyby bowiem ten sam podatnik zarabiał 20 tys. zł a koszty miał nadal na poziomie 2 tys. zł, to podatek liniowy wynosiłby 3 420 zł, a ryczałt 3 400 zł. Ryczałt jest zatem najbardziej opłacalny przy dużych zarobkach i niskich kosztach.

Na ryczałcie skorzysta fiskus

W takiej sytuacji, jedyną zaletą ryczałtu pozostaje uproszczona księgowość. Nie trzeba bowiem zbierać faktur kosztowych i wyliczać dochodu, a wystarcza jedynie prosta ewidencja przychodów. Nie zmienia to jednak faktu, że dla wielu osób ryczałt nie jest opłacalną formą opodatkowania i taką nadal pozostanie.

Wiele osób kieruje się jednak nie rachunkiem ekonomicznym a chęcią uproszczenia swoich rozliczeń z fiskusem, w tym perspektywą uniknięcia w ten sposób sporów z urzędnikami m.in. o to, czy dany wydatek został słusznie zaliczony do kosztów podatkowych. I na to pewnie liczy resort finansów. Im więcej bowiem przedstawicieli wolnych zawodów wybierze ryczałt z pozornie niższym opodatkowaniem, bo opartym na niższej stawce, tym większe środki trafią do budżetu. A ryczałt jest tanim i wygodnym rozwiązaniem dla fiskusa. Łatwiej go np. skontrolować.