Nowy limit transakcji gotówką – w kwocie 20 tys. złotych dla osób prywatnych i 8 tys. dla przedsiębiorców – miał wejść w życie już od 1 stycznia 2023 roku. Argument podstawowy elit finansowych „globalżerców” oraz serwilistycznych wobec nich polityków jest jeden: to jest nowoczesne i przeciwdziała szarej strefie. Dzięki głosom krytyki pomysł ten odłożono na rok, ale wiadomo – czas płynie szybko.

Fot. Pexels

Lobby bezgotówkowe związane z Fundacją Polska Bezgotówkowa, ZBP i „banksterską” częścią decydentów politycznych forsuje nowe, obniżone limity na płacenie gotówką w ramach kulawego, wielokrotnie krytykowanego Polskiego Ładu. Tu ustawy działają dobrze: lobby zgodziło się na odroczenie tych ograniczeń, jednak tylko o rok (chyba najwyższy czas sprawdzić, jaki dokładnie kapitał stoi zwłaszcza za tą pierwszą organizacją?)

Fałsz działań prokonsumenckich

Największym fałszem, naznaczonym dodatkowo ironią, jest chyba to, że walka z gotówką odbywa się w ramach… ustaw mających bronić konsumentów. A zatem: w ustawie o prawach konsumenta, a konkretnie w art. 7b ma pojawić się taki zapis: „Konsument jest obowiązany do dokonywania płatności za pośrednictwem rachunku płatniczego, jeżeli jednorazowa wartość transakcji z przedsiębiorcą, bez względu na liczbę wynikających z niej płatności, przekracza 20 000 zł lub równowartość tej kwoty, przy czym transakcje w walutach obcych przelicza się na złote według średniego kursu walut obcych ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień dokonania transakcji”.

Jest to wyjątkowo bezczelny lobbing. Naigrywający się z działań NBP, który stworzył i prowadzi strategię obrotu gotówką oraz z tzw. ustawy prezydenckiej, która gwarantuje nieskrępowane płatności gotówką na terenie całego kraju. Lobbyści świata wirtualnego pieniądza, posadowieni także w obecnym rządzie i resorcie finansów, robią swoje na powszechnie znanej i prostej zasadzie: „psy szczekają, karawana jedzie dalej”.

Argumenty za światem bez gotówki

Na promocję obrotu bezgotówkowego idą rokrocznie „ciężkie” miliardy (dolarów). Sączone są treści, które z czasem, dla młodszych już pokoleń, mają stać się aksjomatami. Jak mantra powtarzane jest, że „płatności bezgotówkowe są elementem nowoczesnej gospodarki cyfrowej i walki z szarą strefą”. Gdy o tym myślimy, o tej „szarej strefie”, mają nam stanąć przed oczami ponure gęby szefów karteli narkotykowych, handlarzy bronią czy dziećmi oraz przebiegłych biznesmenów, chcących uciec przed daninami fiskalnymi.

Mamy tak myśleć. Ale o co w rzeczywistości chodzi w tym dopychaniu kolanem świata bez gotówki? Nikt nigdy nie przedstawił niewątpliwych dowodów na to, że płatności gotówkowe sprzyjają szarej strefie i przestępczości. Nigdzie takich dowodów nie ma, pomijając oczywiście kilka podejrzanych badań na zamówienie takich organizacji jak VISA czy MasterCard.

Tak naprawdę chodzi o to, że wirtualny obrót pieniądzem pozostawia wiele śladów – w systemach bankowych, w dokumentacji firm i wreszcie w rejestrach gospodarczych, do których swobodny dostęp otworzyły sobie urzędy skarbowe. W ten oto prosty sposób mają nas wszystkich „na widelcu” i w razie potrzeby mogą „grillować” na sposoby, które ogranicza tylko wyobraźnia.

NBP protestuje w liście do MF

Dotarliśmy do najnowszego listu w tej sprawie Narodowego Banku Polskiego do Ministerstwa Finansów. Czytamy w nim m.in., że „w ocenie NBP propozycja ta budzi istotne wątpliwości”. Bardzo słusznie szef banku centralnego zauważa, że „brak jest realnych powodów do wymuszania na uczestnikach obrotu użycia instrumentów bezgotówkowych, a (…) wprowadzenie limitu będzie m.in. oznaczało zmuszanie osób, które nie mają konta w banku (11,5 proc. Polaków) do otwierania rachunków bankowych oraz posiadania karty płatniczej. Dodatkowo nastąpi głębsze niż dotychczas ich wykluczenie finansowe i być może również społeczne, polegające na ograniczeniu możliwości nabywania dóbr i usług przekraczających ustalony limit”.

Adam Glapiński i jego otoczenie dostrzegają to, że „płacenie instrumentami bezgotówkowymi przez konsumentów oznaczać może nie tylko monitorowanie ich zakupów przez władzę publiczną, ale również ograniczenie ich prywatności wobec sprzedawców, ponieważ daje większe możliwości gromadzenia przez nich informacji o swoich klientach, a zatem rejestrowania, co i za ile kupują, co następnie może się wiązać z wykorzystywaniem tych danych niekoniecznie zgodnie z wolą konsumenta i za jego wiedzą (np. do celów profilowania klientów)”. A to już zupełnie nie ma nic wspólnego z ochroną konsumentów.

W ślad za listem prezesa NBP do Ministerstwa Finansów przytoczmy jeden z istotnych zapisów Konstytucji RP mówiący o tym, że „władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym”. Także Adam Glapiński to widzi (co jest miłą niespodzianką), że „limitowanie konsumentom możliwości pozostania anonimowymi przy dokonywaniu zakupów należy rozpatrywać w kontekście ograniczania wolności jednostki”.

Nigeryjski eksperyment

Na razie najdalej posunięte eksperymenty przeprowadza się na Nigeryjczykach, którym pozwolono wybierać z bankomatu maksymalnie równowartość 45 dolarów dziennie. Tygodniowe wypłaty gotówki limitowane są do kwoty 100 tys. naira (ok. 225 USD) dla osób fizycznych i 500 tys. naira (ok. 1125 dolarów) dla firm. Jeśli ktoś weźmie jednak więcej (a można, przynajmniej na razie), od nadwyżki zapłaci już 5 lub 10 proc. wybieranej kwoty. Klienci są zachęcani do korzystania z – jak to głoszą – „wygodnych” alternatywnych kanałów (bankowość internetowa, mobilne aplikacje bankowe, karty/POS, eNaira itp.). Nigeryjski eksperyment trwa już od 2012 roku i jest mocno zaawansowany. Media cały czas wmawiają obywatelom tego kraju, że odejście od fizycznej gotówki zwiększy wydajność jej systemu płatniczego, obniży koszty usług bankowych i poprawi skuteczność polityki pieniężnej (i zapewne nigeryjskiej gospodarki?). Nigeria jest też jednym z pierwszych krajów na świecie, który wprowadził pieniądz cyfrowy banku centralnego (CBDC) i to na jego upowszechnianie w ostatnim czasie przestawiony został celownik propagandowy.

Nie miejmy złudzeń co do tego, że tylko pod pretekstem walki z szarą sferą ogranicza się prawa obywateli tresując nas do momentu całkowitej rezygnacji z pieniądza gotówkowego. Ponieważ nie da się tego zrobić z dnia na dzień, stosowana jest jedna z popularnych chińskich technik manipulacyjnych – dwa kroki do przodu, jeden w tył, trzy do przodu, dwa do tyłu itd. Piorąc mózgi, zwłaszcza młodszych, nastawionych wyłącznie na wygodę pokoleń, elity konsekwentnie realizują swój program posuwając się cały do przodu. Od sześciu lat limit transakcji pomiędzy przedsiębiorcami jest (z małymi tylko przerwami na proces adaptacji i akceptacji społecznej) wciąż obniżany. Czy nie podobnie będzie z ograniczaniem możliwości płacenia gotówką przez „zwykłych” obywateli?

 

Poprzedni artykułChiny otwierają się turystycznie i znoszą kwarantannę dla podróżnych
Następny artykułDuchy świąt bogate i biedne