Ze względu na problemy z zakupem węgla Polacy ruszają do lasów w celu pozyskania drewna na opał – dowiadujemy się z Radia ZET.

Zbieranie tzw. gałęziówki to pomysł wiceministra środowiska Edwarda Siarki, który kilka dni temu zasugerował, aby biedni Polacy ratowali się przed zimnem przez palenie chrustu z lasów. Jeśli dojdzie do tego na większą skalę, to wkrótce chrustu też może zabraknąć. Według Radia ZET dlatego właśnie niektóre nadleśnictwa zaczęły wprowadzać limity na drewno wynoszone z lasu.

Rozgłośnia przypomina, że drewno na opał można zbierać wyłącznie za zgodą leśniczego, który wskazuje odpowiednie miejsce oraz wyjaśnia, jakie gałęzie można zbierać. Zasady są proste, bo można podnosić gałęzie leżące na ziemi i nie grubsze niż 7 cm. Przyjście do lasu z siekierą jest zakazane i może zostać uznane za kradzież drewna.

– Nie możemy pozyskać z lasów więcej niż wskazują nam plany. To oznacza, że powierzchni, na których można zbierać chrust, nie będzie więcej, a na nich jest określona ilość leżącego drewna. Nie każde drewno też można zebrać, część musi zostać, by wzbogacać glebę. Jest tego ograniczona ilość – powiedział w rozmowie z Radiem ZET rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach Marek Mróz. – Przy dużym zainteresowaniu drewna na opał w lasach może zabraknąć – ostrzegł.

Źródło: Radio ZET

Poprzedni artykułChińskie firmy sektora AGD zainteresowane Polską. Powstaną nowe fabryki?
Następny artykułRynki się zamykają. Czy świat poradzi sobie z kryzysem żywnościowym?