fbpx
piątek, 1 marca, 2024
Strona głównaFelietonW oparach absurdu najlepiej buduje się (nie)sprawiedliwość

W oparach absurdu najlepiej buduje się (nie)sprawiedliwość

Może się to wydawać dziwne, a nawet i dziwne w stopniu lekko perwersyjnym, ale bardzo lubię obserwować batalie parlamentarne okresu przejmowania władzy przez nową ekipę polityczną. Jest to jedyny czas, nie licząc oczywiście dość rzadkich okresów ujawniania afer dotyczących osób sprawujących władzę, gdy na chwilę światło oddzielone zostaje od ciemności i możemy poznać prawdę o tym, jak sprawuje się władzę w Polsce.

Co jeszcze ciekawsze, okres ten ujawnia niemal wszystko co powszechnie klasyfikowane jest pod szerokim pojęciem, jakże permanentnie używanym, patologii sprawowania władzy.

Treść tych batalii sejmowych przywodzi na myśl to, co wyraził już 24 wieki wcześniej jeden z dwóch najwybitniejszych filozofów w historii – oczywiście mowa o Platonie – w swoim ustrojowym dziele „Państwo”. W usta Glaukona, nota bene rodzonego brata autora, polemizującego z Sokratesem, filozof wkłada niezwykle adekwatne do tej sytuacji słowa: „Bo istotnie będą mówili o niesprawiedliwym, że prawda jest po stronie jego roboty, i on nie żyje dla opinii, on nie chce się wydawać niesprawiedliwym, tylko chce nim być. Więc naprzód, żeby władzę objąć w państwie, budując na opinii swej nieskazitelności, a potem żonę wziąć, skąd by mu się podobało, i córki wydawać, za kogo by chciał, i wiązać się, i żyć z kim by chciał, a oprócz tego wszystkiego zarabiać grubo, nie martwiąc się tym, że zysk nieuczciwy”.

Jeżeli ktoś wsłuchiwał się w treść wypowiedzi posłów, które padały podczas wtorkowych i środowych debat, nie mógł nie zauważyć nadużywania dwóch słów: myśmy i wyście. W pewnym momencie stopień natężenia tych dwóch wyrazów, wypowiadanych w każdej z możliwych form ekspresji głosowej i przy każdej możliwej do wykonania mimice, stawał się do tego stopnia męczący, że nawet wrodzonym stoikom trudno było utrzymać nerwy na wodzy. Jednak kto przetrwał tę kumulację emocji, mógł się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy deklarowanych, stosownie do porzekadła: „z obfitości serca usta mówią”.

Nie wdając się w szczegóły (gdyż wymieniać multum w zdecydowanej większości zasadnych zarzutów i przytaczanych na ich poparcie okoliczności padających pod adresem ekipy, która niedawno zwolniła ster rządów, zajęłoby nam cenny czas przeznaczony na zdecydowanie ciekawsze rzeczy, a i Czytelnika pozbawiłoby przyjemności osobistego poznania tego, co przez większość czasu trwania kadencji organów władzy państwowej zakryte jest dla przeciętnego oka), warto podsumować, iż całkiem nieźle wychodzi się na szafowaniu słowem sprawiedliwość. Kwoty, które wpadają do kieszeni tym wszystkim, którzy przywracają sprawiedliwość, są tak onieśmielające zwykłego wyrobnika na co dzień ciułającego na imponujące jeszcze PKB, że wcale się nie dziwię, iż powszechnie panuje przekonanie o tym, jak trudno jest tę sprawiedliwość w ramach porządku prawnego przywrócić. I nie mówię tutaj o groszowych sprawach, jak wynagradzanie w kwocie po 500 zł za, jak to określają niektóre media, każdy, pojedynczy, ale jednocześnie ukierunkowany w stronę przeciwników politycznych „hejt” poza łamami mediów, z którymi publicysta normalnie miał zawartą umowę. Rekordzista podobno zarobił na tym procederze nawet 30 tys. zł. Bardziej pobudzająco działa wizja tych wszystkich wynagrodzeń za pełnienie określonych funkcji w mediach publicznych bądź, co niedawno ujawniła NIK, olbrzymich darowizn ze spółek Skarbu Państwa dla utworzonych specjalnie przez te podmioty fundacji. I moglibyśmy na to patrzeć tylko przez pryzmat zniesmaczenia lub zazdrości, gdyby nie fakt, że to są właśnie te miliardy deficytu spędzające sen z powiek nawet naszym rządzącym. Te pieniądze, których nie udało się ściągnąć bezpośrednio z pieniężnego ekwiwalentu za naszą pracę, ale dodatkowo trzeba było się na nasz rachunek zapożyczyć.

Jedno jest pewne. Szafarze sprawiedliwości sprawujący władzę w czasach Platona z pewnością nie mieli ani takiej finezji, ani też takowego rozmachu. Za to w naszych czasach ten sam stosunek, a nawet rzekłoby się model sprawowania władzy, cechuje każdą ekipę, niezależnie czy prowadzoną przez męża opatrzności, czy męża przywracającego praworządność, ale która u władzy utrzyma się dostatecznie długo, że czując się pewnie, zacznie obok samej przyjemności sprawowania władzy delektować się jej innymi, tymi zatrutymi owocami. Oczywiście do czasu, gdy los demokracji padnie na kogoś innego i będziemy świadkami odświerzającej nasz pogląd na klasę polityczną kolejnej batalii parlamentarnej w okresie przejmowania władzy.

Jednak drugie posiedzenie Sejmu powoli przechodzi już w fazę normalną, czyli czas „ciężkiej”, a opisywanej już przeze mnie zwykłej pracy naszych przedstawicieli, co z pewnością możemy odczytać po unoszących się dookoła ohydnych miazmatach absurdu. Absurdu, który jest zwyczajnym odpadem prowadzenia polityki w Polsce od wielu już lat, na dodatek negatywnie oddziałującym na środowisko naturalne naszej gospodarki.

Gdy ucichła już wrzawa związana z eksponowaniem swoich stanowisk w ramach bieżącej walki obydwu stron politycznego sporu, a prowadzący obrady marszałek miał możliwość przejścia do kolejnego punktu porządku obrad, czyli pytań w sprawach bieżących i udzielania informacji w tych sprawach przez przedstawicieli Rady Ministrów, posłowie zaczęli zgłaszać postulaty niecierpiących zwłoki regulacji lub zmian legislacyjnych w sprawach o priorytetowym znaczeniu dla całego kraju i obywateli. Katalog potrzeb regulacji był naprawdę szeroki, a sam łapałem się za głowę, jak wiele spraw wymaga pilnej interwencji naszego rządu, w tym stosownego unormowania. Dla przykładu pojawił się temat regulacji ogródków działkowych w kontekście ograniczania swobody rozwoju przestrzennego, a konkretnie swobody decydowania samorządów w tej materii. Jeden z posłów ubolewał nad najmniejszym powierzchniowo stanem lasów w województwie łódzkim, postulując tworzenie nowych parków i stref ochrony. Jeszcze inny przedstawiał konieczność poszerzenia listy zawodów regulowanych o dietetyka, po uprzednim szczegółowym określeniu zasad wykonywania tego zawodu, oczywiście w formie ustawy. Przy okazji śledzącym obrady dane było dowiedzieć się jak wielka jest ilość specjalizacji w zakresie dietetyki.

I tu pojawia się smutna konstatacja, iż cała nauka, w imieniu której nie tylko dziś, ale i przez wieki wypowiadało się mnóstwo wybitnych ekonomistów, prawników, filozofów, przedstawiająca pogląd, że najbardziej efektywna, prorozwojowa oraz zabezpieczająca interes zarówno państwa, jak i jednostki, jest deregulacja prawa i decentralizacja kompetencji, musi ustąpić przed opinią parlamentu, czy rządu, tak chętnie przez członków parlamentu wzywanego do interwencji, o konieczności jeszcze bardziej posuniętego etatyzmu. Smutne to, ale czym jest słowo kilku nawet naukowców, wobec woli większości, wynikającej z politycznej potrzeby czasu?

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Owoce zatrutego drzewa

W Polsce zwykliśmy rozwiązywać problemy z pompą i dużą dawką romantyzmu. Dobrze wiemy, że w Sejmie powołano speckomisję śledczą, która ma za zadanie rozwikłać problem Pegasusa, zdemaskować winnych i oczywiście zaprowadzić ich przed oblicze sprawiedliwości. I tu sprawa się komplikuje.
6 MIN CZYTANIA

Ekonomia wojny i wojenna ekonomia

Ekonomia wojny to nie tylko bezpośredni uczestnicy wojennych „transakcji”. Również i tutaj jest multum podmiotów zaangażowanych, które mają swój interes prawny. Możemy z pełną świadomością powiedzieć, że katalog tych podmiotów nie zamyka się tylko w zbiorze państw, a wręcz przeciwnie – jest pewnie taki sam, jak ten obejmujący uczestników rynku w czasie pokoju.
6 MIN CZYTANIA