Mieszkańcy stanu Pensylwania uznali, że gubernator Tom Wolf ograniczał ich gospodarczą i społeczną działalność bez wystarczającego umocowania prawnego i pozbawili go nadzwyczajnych uprawnień, za pomocą których blokował gospodarkę.

tom wolf referendum pensylwania - grafika wpisu
fot. commons.wikimedia.org

Wyborcy w Keystone State wymusili na władzach stanu referendum, które zdecydowaną większością głosów pozbawiło gubernatora Toma Wolfa uprawnień nadzwyczajnych do blokowania gospodarki. To wielki triumf i święto amerykańskiej demokracji bezpośredniej. Tym bardziej, że powstrzymano człowieka, który jak z rękawa sypie antyobywatelskimi pomysłami, starając się przypodobać nowej administracji w Białym Domu.

Czara goryczy przelała się w momencie, gdy Wolf – znany dotąd z rożnych kontrowersyjnych i obciążających portfele ludzi inicjatyw dotyczących walki ze zmianami klimatycznymi – przesadził forsując liczne propozycje podatków, rozrzutnych wydatków z budżetu stanowego i „przedłużenia” regulacji pochodzących od administracji Joe Bidena.

Swoje poparcie polityczne, należący do Partii Demokratycznej Tom Wolf, zbudował przede wszystkim na Rachel Levine, którą prezydent Joe Biden powołał niedawno do pracy w Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej USA.

Mieszkańcy stanu Pensylwania uznali, że Wolf działał bez wystarczającego umocowania prawnego, by móc ograniczać działalność gospodarczą i społeczną z powodu COVID-19. Co gorsza, był jednym z nielicznych gubernatorów w USA, który – jak pisze „The Washington Times” – „bezmyślnie wyznaczył część domów opieki, jako miejsca leczenia dla rekonwalescentów po przebytym COVID-19, czym spowodował nie tylko niezliczoną liczbę dodatkowych i ciężkich infekcji, ale co najmniej kilka dodatkowych zgonów”.

Nikt nie jest nie do zdarcia

Było to kolejne, tym razem udane, „podejście” do ograniczenia uprawnień wszechwładnego Toma Wolfa. Wcześniej wielokrotnie i skutecznie wetował on uchwały kontrolowanego przez republikanów parlamentu stanowego. Teraz będzie mu już bardzo trudno, bo przeciwnicy obostrzeń gospodarczych i fiskalizmu wygrali z aż ośmioprocentową przewagą przy 73- procentowej frekwencji wyborczej. Dodatkowo parlament stanowy otrzymał prawo do cofnięcia w przyszłości każdorazowego przekroczenia uprawnień przez gubernatora oraz ogłoszonych przez niego „stanów nadzwyczajnych” zwykłą większością głosów, a nie jak to było dotąd – większością dwóch trzecich.

Radość wyborców znalazła swoje odbicie także w komentarzach publicystów. Podkreślano między innymi, że to dobrze, iż władza polityczna w Ameryce jest na ogół rozproszona, a nie skupiona w rękach jakiejkolwiek osoby lub grupy interesów. Politycy, szczególnie w okresie wyborczym, wiele obiecują i prezentują się bardzo dobrze. Potem jednak pokusa nadużycia władzy jest na tyle silna, że nie można zaufać jakiejkolwiek pojedynczej osobie.

Lockdowny nic nie dały

Coraz częściej dziennikarze w USA podkreślają, że blokady gospodarki były złym pomysłem. Absolutnie nie ma dowodów na to, że pomogły opóźnić rozprzestrzenianie się koronawirusa. Politykom, którzy promują blokady gospodarki, po prostu podoba się silna władza, jaką sobie uzurpują pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego ludności.

– Mądrym rozwiązaniem byłoby rozciągnięcie podobnych ograniczeń, jakie zostały nałożone na pana Wolfa, także na inne stany w USA – poprzez inicjatywy obywatelskie doprowadzające do szeregu referendów. Głosowania mogłyby się odbyć już w listopadzie 2022 roku – postuluje komentator „The Washington Times”.