Któż nie słyszał o gorączce złota? Powstało mnóstwo filmów i powieści opisujących poszukiwania tego najcenniejszego kruszcu w Kalifornii, na Alasce, w Australii, czy w Ameryce Południowej. Tymczasem mało znane, szczególnie u nas, są dzieje poszukiwań wielkiej miedzi – rudy, która w przypadku naszej najnowszej historii z pewnością jest metalem o wiele cenniejszym niż złoto.

fot. PAP/Maciej Kulczyński

Polskie źródła historyczne udokumentowały fakt odkrycia rud miedzi na terenach dzisiejszego województwa świętokrzyskiego, w Miedzianej Górze, już pod koniec XVI wieku. Złoża odkrył Jan Niedźwiedź (z kuźnicy Jasiów nad Bobrzą) pomiędzy 1590 a 1592 rokiem. Niedźwiedź był kuźnikiem, co sugeruje, że miedź została odkryta przy okazji poszukiwań bądź eksploatacji rud żelaza.
Wkrótce w Miedzianej Górze powstała osada górnicza zajmująca się budową szybów górniczych oraz wydobywaniem miedzi, a także wszelkich innych kruszców znajdujących się w okolicy – w tym żelaza i ołowiu.

W pierwszej połowie XVII wieku na terenie Miedzianej Góry istniało już kilka oddzielnych kopalń, na co wskazuje różny czas ich powstania i forma dzierżawy. Bezpośrednim dowodem na chodnikową eksploatację złoża miedzianogórskiego w XVII wieku są pozostałości podziemnych wyrobisk, na które ponownie natrafili górnicy poszukujący złóż ponad sto lat później, pod koniec wieku XVIII.

Komisja Kruszcowa

Pewnym casusem dla rozwoju polskiego górnictwa stała się założona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (w kwietniu 1782 roku) Komisja Kruszcowa. Jej siedzibą była Miedziana Góra, jednak przez większość czasu członkowie Komisji urzędowali w Warszawie. Jej prezesowi, biskupowi płockiemu Krzysztofowi Szembekowi, podlegało 11 komisarzy, których obowiązkiem było wizytowanie zakładów górniczych, sporządzanie raportów oraz udział w sesjach (w ciągu pięciu lat odbyło się ich 41).

Komisja powstała po I rozbiorze Polski i jej głównym celem było bicie narodowej monety oraz odszukanie i uruchomienie wydobycia rud metali, soli kamiennej, a później także węgla z nowych złóż. Wskutek I rozbioru nasz kraj utracił wiele kopalń, w tym żupy wielicko-bocheńskie. Król zdał sobie sprawę, że odkrycie, a następnie wydobycie dochodowych dla państwa kopalin może zapewnić finansowe podstawy planowanych reform Rzeczypospolitej. Członkowie Komisji traktowali więc swoją misję bardzo patriotycznie i nie pobierali za pracę na jej rzecz wynagrodzenia.

Już na samym początku działalności Komisja zleciła rozpoczęcie prac górniczych w Miedzianej Górze. Jesienią 1782 roku prace prowadzono w pięciu nowo wybudowanych szybach, których plan z 19 września 1782 zachował się do dziś. Ówcześni górnicy prawidłowo prowadzili rozpoznanie złoża. Przedmiotem ich poszukiwań i eksploatacji w kopalni budowanej w 1782 roku były pokładowe rudy miedzi i cynku, jak również zwarte koncentracje (żyły) rud miedzi.

Król osobiście wierzył w odkrycie wielkiej miedzi, która de facto miała stać się źródłem finansowania tak potrzebnej państwu silnej armii; łożył więc na rozwój kopalń duże sumy. Zresztą osobiście odwiedził Miedzianą Górę w lipcu roku 1787. Stwierdził, że jest zadowolony z postępu prac i stanu kopalń, po których wiele sobie obiecywał. Na dowód tego osobiście rozpoczął głębienie następnego szybu, wbijając pierwszą symboliczną łopatę w ziemię.

Miedź z tego wyjątkowego przedsiębiorstwa wykorzystywana była w mennicy królewskiej do produkcji monet: groszy, półgroszy i trojaków, a także do produkcji dzwonów, blach dachowych, naczyń oraz galanterii metalowej (broni ozdobnej, figur). Niestety, jakość produkowanych surowców, w tym miedzi przekazywanej na potrzeby mennicy królewskiej, była stosunkowo niska. Ostatecznie nie udało się odkryć wielkiej miedzi. Ostatnim dzierżawcą kopalń miedzianogórskich został na początku 1794 roku gen. Jan Baptysta Komarzewski, który dołączył do insurekcji kościuszkowskiej. Wkrótce Polska utraciła niepodległość. A jeśli chodzi o wielką miedź, to pozostały jedynie legendy okolicznych mieszkańców o „wielkim skarbie ukrytym w Miedzianej Górze”.

Pod nadzorem zaborców

Po zajęciu regionu świętokrzyskiego przez zaborców austriackich, około 1797 roku wznowiono działalność miedzianogórskich zakładów górniczo-hutniczych. Austriacy spodziewali się uzyskać ze złoża miedzianogórskiego oprócz miedzi także srebro, ołów, cynk i antymon.

W tym czasie zaczęła krążyć wśród okolicznych mieszkańców legenda o dzielnych polskich górnikach, którzy nie pozwolili, by bogate złoża wpadły w ręce zaborcy.

Wydobycie kopalin kontynuowano w czasach zależnego od Rosji Królestwa Polskiego, w granicach którego znalazła się Miedziana Góra. Po Kongresie Wiedeńskim kopalnia nosiła nazwę „Zygmunt” i podlegała kieleckiej Głównej Dyrekcji Górniczej, nadzorowanej bezpośrednio przez Stanisława Staszica (założyciela pierwszej polskiej uczelni technicznej – Szkoły Akademiczno-Górniczej w Kielcach).
Włodarze Królestwa Polskiego wiele sobie obiecywali po dokopaniu się do skarbu miedzianogórskiego. Wkrótce jednak, po upadku powstania listopadowego, autonomia Królestwa Polskiego zniknęła na długie lata. Olbrzymi majątek na poszukiwaniu wielkiej miedzi stracił natomiast adept kieleckiej uczelni Kazimierz Kossowski, który założył nawet spółkę akcyjną. Znaleziona żyła miedzi nie pokryła poniesionych kosztów i przedsięwzięcie zakończyło się fiaskiem.

Ostatnie większe ilości miedzi z kopalni w Miedzianej Górze udało się wydobyć Austriakom po zajęciu tych terenów w roku 1915. W ciągu trzech lat (1915–1918) zaborca wywiózł 1425 ton rudy.

Po odzyskaniu niepodległości polscy geolodzy kontynuowali górnicze poszukiwania miedzi w Górach Świętokrzyskich, jednak złoża w Miedzianej Górze były już wyczerpane. Nie natrafiono na bogate złoża miedzi i poszukiwania przerwano w 1923 roku. Wydawało się, że wielka miedź w Polsce pozostanie jedynie legendą…

Polski Schliemann

Jakimi cechami powinien charakteryzować się odkrywca złota? Oczywiście musi mieć wiedzę, zdolność obserwowania natury, ale przede wszystkim musi mieć upór i… wyjątkowe szczęście. Tak było w przypadku Heinricha Schliemanna, niemieckiego archeologa amatora, odkrywcy zaginionej Troi i złotego skarbu króla Priama. Nie mniej ciekawa jest historia z „polskim Schliemannem”, czyli odkrywcą wielkiej miedzi w Polsce – inż. Janem Wyżykowskim.

Urodzony w 1917 roku na Pogórzu, w Haczowie pod Krosnem, w wielodzietnej rodzinie (miał dziesięcioro rodzeństwa), od małego wyróżniał się nieprzeciętną bystrością umysłu. Chociaż rodzice Jana nie należeli do bogatych, za namową nauczycieli wysłali syna do nowicjatu w Kolegium Serafickim w Rozwadowie. Chłopak jednocześnie rozpoczął naukę w gimnazjum humanistycznym w Rozwadowie oraz w prywatnym gimnazjum klasycznym. Szybko jednak okazało się, że młody Jan nie widzi swojej przyszłości w zakonie, który porzucił w 1936 roku. Zdał eksternistycznie maturę w gimnazjum im. Jana III Sobieskiego i podjął studia filozoficzno-teologiczne w Kolegium Franciszkańskim w Krakowie. Na swoje utrzymanie zarabiał dzięki objęciu posady prywatnego nauczyciela we dworze w Bziance.

W 1939 roku Wyżykowski zamierzał wstąpić do szkoły oficerskiej, jednak wybuch wojny pokrzyżował jego plany. Do wojska zgłosił się na ochotnika i walczył w kampanii wrześniowej, podczas której został wzięty do niewoli. Dzięki niebywałemu szczęściu i odwadze udało mu się zbiec. Przez jakiś czas ukrywał się w rodzinnym Haczowie, po czym ponownie przyjechał do Krakowa, gdzie znalazł pracę w Ubezpieczalni Społecznej.
Kolejnym pomysłem „polskiego Schliemanna” na życie była kariera… śpiewaka operowego. Jan zaczął pobierać konspiracyjne lekcje śpiewu operowego u prof. Bronisława Romaniszyna, tyle że ten odkrył u swojego ucznia chorobę krtani.

I tak po wielu przygodach i perypetiach przyszły odkrywca wielkiej miedzi zaraz po wojnie rozpoczął studia na Akademii Górniczo-Hutniczej, jednocześnie pracując w bytomskich kopalniach węgla kamiennego (Łagiewniki, a następnie Radzionków), gdzie zdobywał doświadczenie dotyczące technologii i przeróbki węgla kamiennego.

Szczęśliwym trafem dla polskiej gospodarki okazało się służbowe przeniesienie Wyżykowskiego do Państwowego Instytutu Geologicznego (konkretnie do Wydziału Rud), gdzie będąc już utytułowanym inżynierem zajął się poszukiwaniem złóż rud miedzi na Dolnym Śląsku. Wkrótce te poszukiwania stały się pasją i obsesją świeżo upieczonego inżyniera.

Wielkie odkrycie

fot. Archiwum PIG-PIB

Wyżykowski z pewnością dobrze znał historię Miedzianej Góry. Wiedział też, że w Sudetach wydobycie miedzi rozpoczęto już pod koniec XIX wieku. Swoje badania poszukiwawcze rozpoczął w okolicach Kamiennej Góry, a następnie w pasie od Głuszyc do Słupca na Dolnym Śląsku. Poszukiwania te podsumował w opracowaniach „O występowaniu miedzi w niecce śródsudeckiej oraz wstępnych pracach poszukiwawczych za rudami miedzi w rejonie Nowej Rudy prowadzonych przez Zakład Złóż Kruszców Instytutu Geologicznego w latach 1953-1954” i „Zagadnienie występowania miedzi w utworach niecki śródsudeckiej”, za co w roku 1954 Instytut Geologiczny przyznał mu tytuł adiunkta. Przez kolejne trzy lata Wyżykowski bezskutecznie poszukiwał rud miedzi w monoklinie przedsudeckim.

Podobnie jak Schliemann poszukujący Troi, Wyżykowski nie zrażał się niepowodzeniami i negatywnymi opiniami niektórych geologów opierających się na badaniach niemieckich inżynierów. Twierdzenia, że skoro Niemcy nie znaleźli ogromnych złóż rudy, to z pewnością nie znajdzie ich Polak Wyżykowski, jedynie mobilizowały upartego inżyniera rodem z Haczowa. Polski badacz konsekwentnie dalej prowadził poszukiwania, które po latach zakończyły się olbrzymim sukcesem.
23 marca w 1957 roku zespołowi wiertaczy i geologów Wyżykowskiego udało się odkryć bardzo bogate rudy miedzi i srebra w Sieroszowicach, a pół roku później w okolicach Lubina.
Kontynuując te odkrycia do 1959 roku, Wyżykowski udokumentował największe w Europie i jedno z największych w świecie złóż rud miedzi.

Zrealizowane marzenia

Dzięki temu odkryciu powstały dwa szyby wydobywcze w Lubinie i Polkowicach, które stały się podstawą do rozwoju nowoczesnego kopalnictwa miedzi w Polsce. Wyżykowski, mimo wielkiego sukcesu, nie spoczął na laurach. W następnych latach kontynuował poszukiwania i badania, na podstawie których w 1971 roku opracował i obliczył perspektywiczne zasoby rud miedzi na północ od monoklinu przedsudeckiego.

Równolegle z prowadzonymi badaniami rozwijała się jego kariera naukowa, uwieńczona w roku 1973 objęciem stanowiska docenta w Instytucie Geologii. Bardzo pomocne w rozwoju polskiego górnictwa miedzi okazało się jego kolejne opracowanie projektu poszukiwań miedzi w Sudetach (niecka północno-sudecka). Dalsze badania odkrywcy polskiej miedzi przerwała jego nagła śmierć w 1974 roku. Na szczęście odkrycia Jana Wyżykowskiego stały się podwaliną dla dynamicznego rozwoju polskiego górnictwa miedzi i dalszych prac poszukiwawczych.

Ciężka praca, niebywały upór i wiara w realizację marzeń Wyżykowskiego sprawiły, że miedź stała się dla polskiej gospodarki metalem cenniejszym niż złoto. Jej wydobycie jest strategiczną gałęzią naszej krajowej gospodarki.
KGHM Polska Miedź S.A. jest jednym z nielicznych przykładów pozytywnego przejścia przez okres transformacji gospodarczej po 1989 roku i bardzo dobrego zarządzania w dobie gospodarki wolnorynkowej.
Legenda o wielkiej miedzi w Rzeczypospolitej, o której marzył król Stanisław August Poniatowski, stała się rzeczywistością.