Zdecydowaną większość branży pirotechnicznej stanowią małe, często rodzinne firmy. Dla tych podmiotów sprzedaż fajerwerków stanowi istotne źródło przychodów, szczególnie w grudniu – pisze w najnowszym felietonie Piotr Palutkiewicz.

Zaraz znów się zacznie. Gdy tylko miną napisy końcowe „Kevina samego w domu”, na ekranach naszych telewizorów ukażą się debaty i apele o ograniczenie korzystania z pirotechniki w Sylwestra. Padać będą emocjonalne argumenty o stresie zwierząt czy zanieczyszczeniu powietrza. Nikt oczywiście nie spojrzy na gospodarczą rolę branży pirotechnicznej w naszym kraju. A ta jest znacząca. Podobnie jak historia fajerwerków na ziemiach polskich.

Pierwsze fajerwerki zbliżone do współczesnych powstały w okresie dynastii Song na początku II tysiąclecia p.n.e., do Europy zawędrowały w XIV wieku, a nad Wisłę 200 lat później. Od tego momentu towarzyszyły największym uroczystościom państwowym, elekcjom królów i czczeniu wielkich zwycięstw. Fajerwerki stały się częścią naszej kultury.
Ich wykorzystanie w miejscach publicznych, choć bardzo ograniczone, wciąż jest silnie zakorzenione w naszej tradycji świętowania nadejścia Nowego Roku – podobnie jak w większości państw Europy i świata.

Tyle historii. Przejdźmy do biznesu. Wyroby pirotechniczne generują w światowym handlu zysk w wysokości 1 mld dolarów. W Polsce, według różnych szacunków, od 600 do 700 mln zł – z czego około 60 mln daje eksport. Polska jest jednym z największych światowych eksporterów fajerwerków. W 2019 r. zajmowaliśmy 5. miejsce, po takich krajach jak Chiny, Holandia, Brazylia oraz Niemcy. Sprzedajemy głównie do państw europejskich.

W Polsce przedsiębiorcy działający na rynku pirotechnicznym to przede wszystkim podmioty profesjonalne, podlegające obowiązkowi posiadania koncesji bądź pozwolenia (jest ich około 750), oraz ponad 25 tys. drobnych przedsiębiorców działających na rynku konsumenckim. Zdecydowaną większość branży pirotechnicznej stanowią małe, często rodzinne firmy, które działają na rynku amatorskim. Dla tych podmiotów sprzedaż fajerwerków stanowi istotne źródło przychodów, szczególnie w grudniu. Wartość rynku profesjonalnego stanowi 5 proc. wartości rynku amatorskiego. Polska pod tym względem nie jest wyjątkiem.

Gospodarka gospodarką, a co ze środowiskiem i zwierzętami? To też zostało zbadane. Nie stwierdzono przekraczania norm dotyczących hałasu czynionego przez fajerwerki. Hałas mieści się w normach, zmniejsza się wraz z odległością i trwa krótko – w przeciwieństwie do dźwięku generowanego w trakcie np. startu samolotu. Oczywiście konieczne jest zachowanie bezpiecznej odległości fajerwerków zarówno od ludzi, jak i zwierząt. Jeśli zaś chodzi o zanieczyszczanie powietrza to wyroby pirotechniczne odpowiadają – w przybliżeniu – za 0,27 proc. rocznej emisji tlenków węgla do atmosfery.

Polskie społeczeństwo zachowuje jednak zdrowy rozsądek. 80 proc. z nas twierdzi, że w Polsce nie są potrzebne ograniczenia w sprzedaży czy użyciu fajerwerków. Narracje znów narzuca garstka aktywistów. A politycy już raz z nimi zaflirtowali niemal wprowadzając tzw. „piątkę dla zwierząt”. Plany padły z hukiem głośniejszym niż sylwestrowy pokaz fajerwerków.

Zatem, z czystym sumieniem, nie dajmy zagłuszyć zdrowego rozsądku, zachowując go przy odpowiedzialnym stosowaniu pirotechniki. A patrząc na tegoroczne fajerwerki, możemy sobie pod nosem powiedzieć „to też na wiwat polskich przedsiębiorców z tej branży”!

 

Poprzedni artykułEuropa zwiększa budżet na poszukiwania życia na Marsie
Następny artykułAlternatywa na wyciągnięcie ręki [NASZ WYWIAD Z ANDRZEJEM SADOWSKIM]