Branża HoReCa (sektor hotelarski oraz gastronomiczny) dotkliwie odczuła skutki lockdownów. W końcu w niej wszystko opiera się na bezpośrednim kontakcie z klientem, ten zaś został niemal uniemożliwiony. Przełożyło się to na drastyczny spadek obrotów oraz dochodów, co pociągnęło za sobą redukcję zatrudnienia. Teraz, gdy sytuacja wraca do normy, przedstawiciele branży narzekają, że brakuje im rąk do pracy. Przedsiębiorcy potrzebują odbicia po długim lockdownie i zwracają się do rządu o wsparcie i obniżenie składek.

 

branża horeca problem z zatrudnienie - grafika wpisu

Branża HoReCa w Polsce w przeważającej mierze opiera się na tymczasowych formach zatrudnienia. Redukowało to koszty oraz dawało pracodawcy dużo większą elastyczność, co jest istotne ze względu na dużą sezonowość. W przypadku lockdownu takie formy zatrudnienia również okazały się przydatne, bo pozwalały ekspresowo rozstawać się z pracownikami w momencie, gdy ruch turystyczny zamarł. Teraz, po odmrożeniu gospodarki, pracownicy ci nie chcą już wracać.

W przypadku hoteli i gastronomii wyraźnie obserwuje się coś, co ekonomiści nazywają odroczonym popytem – po zniesieniu obostrzeń napływ klientów jest bardzo duży, ponieważ realizują oni swoje zaniedbane potrzeby z nawiązką. To przekłada się na duże zapotrzebowanie na pracowników w HoReCa. Tych jednak brakuje.

– W wielu miejscach aktualna obsada jest często niewystarczająca do obsługi gości. Pracę można znaleźć na wszystkich stanowiskach: od recepcjonistów, kucharzy, pokojowych zaczynając, a na menedżerach hoteli i szefach kuchni kończąc. W hotelach całej Polski, szczególnie w miejscowościach turystycznych, brakuje pracowników – mówi Ewa Klimczuk z agencji zatrudnienia GI Group.

Przyczyn jest kilka. Widać, iż osoby, które podczas pandemii zostały zmuszone do zrezygnowania z pracy, teraz często nie chcą już do niej wracać. Przebranżowiły się, znalazły np. zatrudnienie w produkcji, wciąż wykazującej rosnące zapotrzebowanie na siłę roboczą, a jednocześnie oferującej dużo stabilniejsze środowisko pracy.

Kolejna sprawa to mniejsze zainteresowanie pracą sezonową wśród studentów. Według raportu “Młodzi Polacy na rynku pracy 2021” w 2021 spadło ono rok do roku o niemal połowę (z 10 w 2020 r. do 5,2 proc.).

Trzecia przeszkoda stojąca na drodze zapewnienia siły roboczej turystyce i gastronomii to pogorszenie się kondycji finansowej tej branży. Za to oczywiście odpowiedzialny jest lockdown – przymusowe wyhamowanie działalności przełożyło się na drastyczny spadek dochodów.

Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej chce więc wystąpić do rządu i ZUS z petycją o obniżenie składki na pracownika. Ulga przysługiwałaby jednak tym przedsiębiorcom, którzy zatrudnią ich na umowę o pracę.

– Uważamy, że mniejsze obciążenia skłonią firmy do zmiany podejścia, które jest konieczne do tego, by pracownicy wrócili na rynek. Dziś nie chcą wiązać się z tą branżą, bo nie gwarantuje im ona pewności zatrudnienia. Większość pracowników pracuje na umowy zlecenia – wyjaśnia Agnieszka Furmaniak z Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, cytowana przez “Dziennik Gazetę Prawną”.

Izba planuje złożyć petycję już w przyszłym tygodniu. Wspomoże ją w tym sektor hotelarski. Według szacunków jego przedstawicieli na rynku brakuje obecnie nawet 100 tys. pracowników. To odbija się na kondycji placówek. Jak pisze dziennik, wiele obiektów się nie otworzyło, gdyż nie udało się skompletować personelu. Niektórzy zdecydowali się wznowić działalność z połową kadry.