Dzień Wolności Podatkowej jest symbolicznym momentem, gdy przestajemy pracować dla rządu, a zaczynamy pracować dla siebie i dla naszych rodzin. W ciągu roku pracujemy, jednocześnie zarabiamy i płacimy podatki oraz składki bez rozdzielania tych czynności. Gdybyśmy jednak umownie od początku roku w pierwszej kolejności opłacali wszystkie podatki zapłacone w ciągu całego roku, to dzień, w którym pieniądze po wcześniejszym opłaceniu wszystkich nałożonych na nie obciążeń, byłby symbolicznym Dniem Wolności Podatkowej.
Do obliczenia Dnia Wolności Podatkowej służy relacja udziału wszystkich wydatków sektora publicznego (tj. budżetu państwa, wydatków samorządów, rządowych funduszy celowych itp.) do Produktu Krajowego Brutto.
Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, przypomina, że obchodzony po raz 31 Dzień Wolności Podatkowej został zainicjonowany w Polsce przez Krzysztofa Dzierżawskiego, eksperta Centrum im. Adama Smitha. Centrum wylicza ten dzień i prezentuje go nieprzerwanie od roku 1994. Jedną z misji Centrum i jego ekspertów jest doprowadzenie w Polsce do zmiany systemu podatkowego na najbardziej konkurencyjny w Unii Europejskiej, który podobnie jak tzw. ustawa Wilczka w roku 1988 uwalniałby polską pracę i przedsiębiorczość, wywołując podobną skalę przemian.
– Obecny system podatkowy jest coraz bardziej nie tylko nieefektywny, o czym świadczy powiększająca się tzw. luka w podatku VAT, ale też rażąco niesprawiedliwy i demoralizujący. Obywatele w prosty sposób przekonują się o jego niesprawiedliwości w momencie kupna ubezpieczenia medycznego przy wyjeździe za granicę, kiedy wysokość opłaty zależy od długości pobytu i miejsca oraz zakresu świadczeń, a nie przychodu, od jakiego muszą płacić na miejscu w Polsce. Jaskrawa alogiczność tzw. składki zdrowotnej po jej zmianie w tzw. polskim ładzie, która zwiększyła realne obciążenia podatkowe, miała zauważalny wpływ na preferencje wyborcze w wyborach do parlamentu w roku 2023. Przedłużające utrzymywanie przez kolejny rząd szkodliwych społecznie i gospodarczo zmian podatkowych z tzw. polskiego ładu będzie miało nie tylko wpływ na sondażowe dla niego poparcie, ale przede wszystkim prowadzi do postępującej likwidacji mikro działalności gospodarczej w Polsce. W roku 2023 zawiesiło i zlikwidowało swoją działalność blisko 600 tys. podmiotów, co jest procesem bezprecedensowym w historii III Rzeczpospolitej. Przedłużanie tego stanu rzeczy przez obecny rząd doprowadzi do wyjałowienia naszego państwa z znacznej części przedsiębiorczości, która do tej pory sprawdzała się jako najlepszy stabilizator w czasach dekoniunktur i spowolnień gospodarczych zważywszy na fakt, że w takich momentach międzynarodowe korporacje w Polsce bez sentymentów ograniczały i likwidowały swoją działalność – podkreśla Andrzej Sadowski.
– Wycofanie się rządu w roku 2024 ze złego systemu podatkowego jest nieporównywalnie łatwiejsze niż wycofywanie wojsk Związku Sowieckiego z Polski od roku 1991 do 1993. W każdej chwili można zamienić podatki w naszym państwie, które dziś są źródłem dodatkowej destabilizacji aktywności społecznej oraz gospodarczej uniemożliwiającej bezpieczne i przewidywalne zarówno życie, jak i prowadzenie działalności gospodarczej na jeden z głównych przewag konkurencyjnych Polski w Unii Europejskiej. Racją rządzenia obecnej koalicji powinno być jej jak najszybsze wykorzystanie i byłby to jeden ze sposobów zapobieżenia powstawania nadmiernego deficytu budżetowego, a przede wszystkim długu publicznego już na granicy nie do spłacenia – dodaje prezydent Centrum im. Adama Smitha.
– Opóźnienie Dnia Wolności Podatkowej rodzi poważne ryzyko dla przyszłego wzrostu gospodarczego państwa. Zwiększenie wydatków publicznych łatwo przekłada się na wzrost popytu globalnego, ale nie oznacza automatycznego wzrostu podaży dóbr. W krótkim okresie, zanim zaobserwujemy wzrosty cen, można spodziewać się wzrostu PKB, ale w dłuższym przedsiębiorcy będą zaspokajali potrzeby zgłoszone przez sektor publiczny, a nie przez konsumentów. Oparcie wzrostu gospodarczego na tym modelu jest po prostu ryzykowne, tym bardziej że im mniejsze wyczucie rzeczywistych potrzeb ludności i możliwości ich zapewniania mają osoby dokonujące redystrybucji środków. Obecny okres mógłby stanowić doskonałe okazje do tańszej spłaty zadłużenia zagranicznego, natomiast przy rosnących wydatkach i wdrożeniu procedury nadmiernego deficytu szansa na to niestety oddala się – zauważa dr Kamil Zubelewicz z Collegium Civitas, były członek Rady Polityki Pieniężnej.
Zdaniem Anny Gołębickiej, ekspertki Centrum im. Adama Smitha, nie ma nic pewniejszego w życiu niż śmierć i podatki. – Podatki płacić trzeba, tylko dlaczego aż takie duże? I tu przychodzi na myśl krzywa Laffera, która pokazuje, że kolejna podwyżka podatków w końcu spowoduje spadek wpływów do budżetu państwa. Wraz ze zmianami wprowadzonymi przez tzw. polski ład niebezpiecznie zmierzamy w tym kierunku. I nie o samą wysokość podatków i tzw. składek tu chodzi, tylko o poczucie niesprawiedliwości w ich płaceniu i ich przeznaczeniu. Podatek to nie abonament i dość często jest on nieekwiwalentny, ale gdy za 9 proc. tzw. składki zdrowotnej dostajemy nie usługę, ale kolejkę do lekarza, to doświadczamy, że system jest jawnie niesprawiedliwy, mimo przecież zapłaconego nie małego wcześniej podatku. Dodatkowo płacący podatki zauważają, że nie docenia się ich pracy, a pracujących i płacących uczciwie podatki nie szanuje się. Sprowadzenie zmian w podatkach głównie do kupienia głosów wyborców niszczy powszechną do tej pory uczciwość i pracowitość – podkreśla Gołębicka.
Według prof. Adama Mariańskiego, prezesa Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznego i dyrektora Centrum Myśli Podatkowej Uczelni Łazarskiego, „Dzień Wolności Podatkowej powinien być radosnym dniem, bo wtedy odzyskujemy jako jednostki wolność”. – Tymczasem z roku na rok nasza wolność, nie tylko w zakresie rosnących obciążeń podatkowych, maleje. Polski system podatkowy silnie ingeruje w wolność jednostki oraz wolność gospodarczą. Jest to wynikiem populizmu polityków, zwłaszcza kiedy odwołują się do tzw. sprawiedliwości społecznej. Tymczasem nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż sprawiedliwość społeczna. Opiera się ona na subiektywnych poglądach, wrażeniach i ocenach niezależnych od ciężkiej pracy i przedsiębiorczości jednostki. Prowadzi to zaś do niesprawiedliwości polegającej na arbitralnym ustalaniu przez władcę podatkowego wysokości obciążeń daninowych – dodaje prof. Mariański.