Na Wyspach Brytyjskich koszty życia wzrosły w październiku o 4,2 proc., co jest wartością najwyższą od dekady. Przyczyną tego wzrostu są przede wszystkim rosnące ceny paliwa i energii.

Jak informuje Obserwator Gospodarczy, Bank Anglii mierzy się z ogromną presją, aby podnieść stopy procentowe, jednak decyzja wciąż nie zapadła. Narodowy Urząd Statystyczny podał, że wskaźnik cen towarów i usług konsumenckich (CPI) W Wielkiej Brytanii wzrósł o 4,2 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, tym samym jest najwyższy od listopada 2011 r. Pomimo że popyt na gaz i ropę rośnie na całym świecie, na Wyspach właśnie zakończył się program wsparcia rządowego dla firm, np. obniżony VAT w branży hotelarskiej.

W Wielkiej Brytanii inflację dodatkowo potęguje Brexit i jego reperkusje. Przedsiębiorcy chcą wznowić działalność, jednak brakuje pracowników, głównie fizycznych. Z uwagi na brak kierowców zawodowych, dostawy są znacznie opóźnione. Na rosnącą inflację reagują również największe korporacje. Uber podniósł podstawową taryfę w Londynie o 10 proc.

A eksperci przewidują, że będzie jeszcze drożej. Tym bardziej że wzrost kosztów energii doprowadził do bankructwa dwudziestu dostawców energii. Limit rachunków za energię, który chroni około 15 mln gospodarstw domowych, został podniesiony w październiku o 12 proc. Wyższe rachunki dotykają głównie gospodarstwa domowe. Podwyżki cen były ponad dwukrotnie wyższe niż zakładany przez Bank Anglii cel 2 proc. Zdaniem ekonomistów w Wielkiej Brytanii inflacja będzie jeszcze wyższa, a w przyszłym roku na wiosnę wyniesie 5 proc.