Nie ma chyba Polaka, który z ropą naftową nie kojarzyłby światowej sławy rodaka Ignacego Łukasiewicza. Jednak rozwój polskiego przemysłu naftowego zawdzięczamy też innym geniuszom znad Wisły, którzy oprócz wrodzonych talentów i niezłomności w dążeniu do celu, mieli jeszcze serce kochające kraj starty przez zaborców z mapy Europy. Do takich ludzi z pewnością należał bohater naszej opowieści – inżynier Wacław Wolski. Można by rzec, że o ile Łukasiewicz odkrył, jak destylować ropę naftową, o tyle Wolski sprawił, że mogła ona trysnąć z wnętrza ziemi na niespotykaną dotąd skalę.

Przyszły inżynier i wynalazca pochodził z brzeżańskiej linii rodu Wolskich. Rodzice Wacława zadbali o solidne podstawy edukacyjne syna. Ojciec małego Wacka był nie byle kim – został wybrany na posła do parlamentu austriackiego. Zaszczytne stanowisko piastowane przez Ludwika Wolskiego spowodowało przeprowadzkę całej rodziny z Brzeżan do Wiednia.

Brzeżańska linia Wolskich kultywowała tradycje prawnicze, jednak na młodego Wacława duży wpływ miał jego wuj Stanisław Szczepanowski – przedsiębiorca naftowy, wynalazca i gorący patriota. Po ukończeniu wiedeńskiego gimnazjum Wacław nie wybrał studiów prawniczych tylko wymagającą politechnikę. Ukończenie prawa w połączeniu z rodzinnymi koneksjami już na starcie gwarantowało mu ciepłą posadę i przewidywalne życie. Jego jednak zaczęła pociągać dziedzina zupełnie nowa. Raczkujący przemysł naftowy.

„Nędza Galicji”

To przykład wuja, który wiele zaryzykował, inwestując w naftę, najbardziej zainteresował Wacława. Nie bez znaczenia w wyborze drogi życiowej młodego chłopaka miała działalność patriotyczna Stanisława Szczepanowskiego. Był on autorem publikacji ekonomicznej „Nędza Galicji”. Światła polska elita, której przyszło żyć pod zaborami, zdawała sobie sprawę ze swojej roli. Szczepanowskiemu chodziło o poprawę losu polskiej ludności Galicji. Rozwijający się przemysł naftowy stawał się szansą na rozwój najbardziej zacofanego regionu Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Ideą tą „zaraził” się też Wacław Wolski, który dosłownie wmówił sobie, iż jako Polak musi być lepszy od austriackich i niemieckich kolegów.

Tak się stało. Zarówno w gimnazjum, jak i podczas studiów na politechnice Wolski był prymusem stawianym przez wykładowców za przykład. Dla świeżo upieczonego absolwenta Politechniki Wiedeńskiej Galicja z perspektywy Wiednia wydawała się być niczym Dziki Zachód, a przemysł naftowy niemalże Ziemią Obiecaną dla biednej polskiej ludności, do której z wszechogarniającej nędzy, jak z egipskiej niewoli, mogli ją wyprowadzić tylko ludzie z odpowiednim wykształceniem technicznym i odwagą. Tacy jak on.

Pierwsza polska rafineria

Początki swojej pracy inżynierskiej młody Wacław odbył w Schodnicy pod Borysławiem, gdzie ropę naftową zaczęto wydobywać już w 1872 roku. Zdobywał tam doświadczenie, pracując przy wierceniach z kilkoma doświadczonymi wiertaczami sprowadzonymi przez jego wuja aż z Kanady. Wkrótce młody inżynier już sam nadzorował wywiercenie szybu „Hucuł”, który stał się obfitym źródłem nafty. Po udanym wywierceniu szybu naftowego w miejscowości Peczeniżyn pod Stanisławowem Wolski założył pierwszą polską rafinerię.

Galicja, pozostająca „planowo” przez władze Cesarstwa Austro-Węgierskiego w stanie zacofania, była w tym czasie rzeczywiście niczym Dziki Zachód. Zagłębie Naftowe w rejonie borysławskim przyciągało ludzi rządnych przygód i pieniędzy. Marzycieli, którzy chcieli odmienić swój los. Galicja miała pozostać zacofanym regionem dostarczającym cesarstwu zboża i wódki, będąc jednocześnie jedynie rynkiem zbytu dla artykułów przemysłowych. Austriacy uważali ten region za niepewny politycznie i nie zamierzali w niego inwestować. Na szczęście pionierzy polskiego przemysłu naftowego, wśród których prym wiódł Wacław Wolski, dostrzegli, że wydobycie nafty może stać się dźwignią rozwoju cywilizacyjnego tych ziem.

O Wolskim wkrótce zresztą zaczęło być głośno nie tylko w Galicji i Cesarstwie Austro-Węgierskim, ale także i na świecie z powodu jego wynalazków. Polski inżynier jako pierwszy na świecie zastosował sprężony gaz do wydobywania ropy naftowej. Pracując nad wywierceniem wielu szybów naftowych wpadł na pomysł, jak te prace udoskonalić. Wymyślił i opracował bardzo nowatorską, hydrauliczną metodę wiercenia, gdzie woda wykorzystana do tej pory wyłącznie do usuwania osadów w czasie wiercenia, została zastosowana także do poruszania świdra.

Jeszcze przed rokiem 1902 pojechał do Wiednia, aby opatentować swój wynalazek, ale tam spotkał Kanadyjczyka Williama Henry’ego McGarveya, który pracując w Polsce jako wiertacz, udał się do urzędu patentowego z podobnym do Wolskiego rozwiązaniem. Pochodzący z Irlandii Północnej McGarvey i Polak Wolski – obaj jako przedstawiciele narodów bez własnego państwa, szybko się ze sobą dogadali i postanowili wspólnie opatentować wynalazek pod nazwą „dłuto dla przemysłu naftowego”, przez nafciarzy popularnie nazywany „taranem Wolskiego”.

Pojedynek na wiercenie

Jesienią 1902 roku Wolski wyzwał na pojedynek dwie czołowe europejskie firmy wiertnicze wiercące tzw. schwerschlagiem, czyli grubymi żerdziami uderzającymi sztywnie z wahacza. Były to dwa niemieckie przedsiębiorstwa: Internationale Titel – Bohrgesellschaft – Raky z Erkelenz i Deutsche Tiefbohrgesellschaft z Nordhausen. „Taran Wolskiego” pobił je na głowę. Metoda Polaka z prędkością kopania niemal 1,5 metra na godzinę była o 50 procent szybsza od metody Niemców. Wolski, dowierciwszy się (w Beckum i Haaren w Westfalii) dwoma szybami w ciągu 53 dni do węgla na głębokości 800 metrów, zdeklasował konkurentów, którzy – jak się okazało – nie pogodzili się z porażką. Niemcy głowili się, jak Polaka wyeliminować z rynku i niebawem uknuli przeciw niemu spisek.

Bojąc się, że Wolski odbierze im rynek europejski, zakupili wszystkie patenty kontynentalne na „taran Wolskiego” za astronomiczną sumę 600 tys. marek. Perfidia Niemców polegała na tym, że wykupując patenty, obiecywali Wolskiemu prowadzenie prac badawczych nad udoskonaleniem jego metody wiertniczej oraz szerokie rozreklamowanie wynalazku na rynku amerykańskim i brytyjskim. Kusili Wolskiego tym, że udoskonalony przez nich wynalazek z pewnością będzie miał duży popyt w obfitującej w ropę naftową Ameryce.

Jednak zaraz po zakupie patentu bez mrugnięcia okiem zamknęli całą dokumentację wynalazku i patenty w szafie pancernej z postanowieniem, że metoda Wolskiego nie ujrzy więcej światła dziennego i nikt nigdy systemem Polaka wiercić nie będzie.

Kłopot z nadprodukcją

Na szczęście Wolski z odsprzedanego patentu wyłączył siebie i teren Galicji. Inaczej nikt nie przekonałby się, jak nowoczesny i skuteczny był to wynalazek. A zrobiło się o nim głośno już w 1907 r. podczas wiercenia szybu „Wilno” w rejonie borysławskim. Wolski, wykorzystując nową metodę, dowiercił się do głębokości niemalże tysiąca metrów (typowe szyby dochodziły wówczas do 400 metrów), do zasobnych pokładów roponośnych, dzięki czemu nastąpił potężny wybuch na 500 metrów w górę. Strumień ropy rozbił nawet koronę szybu, nim wytrysnął ponad ziemię. Dzienna wydajność szybu skoczyła aż do 900 ton, co do tej pory nie miało miejsca w Galicji. Zastosowanie tej metody przez Wolskiego zmusiło innych producentów do podniesienia wydajności produkcji i w rezultacie w 1907 r. wydobycie ropy w Galicji w ciągu roku podwoiło się do 120 tys. ton.

Na taką ilość ropy nie było zbytu w zacofanej gospodarce galicyjskiej, co spowodowało gwałtowny spadek cen. Nadprodukcja ta wpłynęła na dalsze losy wynalazku Wolskiego, na którego szersze wprowadzenie zabrakło pieniędzy. Zresztą sam wynalazek, jak już wspomniano, został wykupiony i ukryty w szafach pancernych firm zainteresowanych utrzymaniem starych metod wiertniczych.

Jak się okazało, pomysł Wolskiego wyprzedził swoją epokę. Prace nad metodą hydrauliczną wierceń podjęto dopiero ponad 20 lat po opatentowaniu jego wynalazku.

Patent na butlę gazową

Obfitość pomysłów technicznych Wacława Wolskiego była wręcz zdumiewająca. Kiedy w 1902 r. Niemcy zaczęli skraplać w Augsburgu gaz węglowy, a płyn magazynować w butlach stalowych („balaugas”), Wolski postanowił to samo zrobić z gazem ropnym, który do tej pory po prostu wypuszczano w powietrze. Nikomu wcześniej nie udało się skroplić gazów naftowych. Polski inżynier podjął wyzwanie i jako pierwszy na świecie opracował taką metodę. Eksperyment się powiódł i gaz ropny, nazwany wtedy gazoliną, udało się „zamknąć” w stalowej butli. Był rok 1904. Skroplenie gazów naftowych było wówczas tak nowatorskie, że świat nie miał pojęcia, jak je wykorzystywać.

Innym ciekawym wynalazkiem Wolskiego była m. in. hydrauliczna wiertarka skalna do budowy chodników i tuneli kopalnianych. Latem 1911 r. Wolski wysłał do Londynu swego najlepszego montera i prototyp zbudowanej pod swoim nadzorem przez inżyniera S. W. Szczepanowskiego hydraulicznej wiertarki skalnej.

Zagłębiając się w życiorys polskiego wynalazcy, możemy doznać tego szczególnego wzruszenia, gdy okazuje się, że całe swoje życie Wacław Wolski podporządkował wyższej idei, jaką była niepodległość Polski. Temu służyły też jego wynalazki, które miały przyczynić się do rozwoju ziem polskich i wzbogacenia jego mieszkańców.

Wolski był też znanym działaczem społecznym. W latach 1898-1914 wydawał dziennik „Słowo Polskie”. Na rzecz polskiego kapitału działał jako wiceprezes Krajowego Towarzystwa Naftowego. Był też członkiem Państwowej Rady Narodowej i walczył w obronie Lwowa.

Dużym ciosem była dla niego śmierć ukochanego syna, zamordowanego przez Ukraińców w kwietniu 1920 r. Wacław Wolski zmarł 27 lipca 1922 r. we własnej willi Zaświecie, w wieku zaledwie 57 lat. Przyczyną śmierci było przeziębienie, jakiego nabawił się po rocznicowej mszy w intencji syna. Już wówczas inżynier poważnie chorował na serce.
29 lipca 1922 r. Wacław Wolski spoczął w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.