Resort finansów ma nowy plan na sprawdzanie samozatrudnionych – informuje serwis prawo.pl. Od 2023 roku każda firma będzie musiała przesyłać do fiskusa niemal wszystkie dokumenty rozliczeniowe w formie elektronicznej. Zdaniem biurokratów ma to ułatwić ściganie „pozornych przedsiębiorców”. Tak więc głupi pomysł nazywany testem przedsiębiorcy, z którego na szczęście kilkanaście miesięcy temu rząd wycofał się po fali krytyki, teraz na nieszczęście wraca kuchennymi drzwiami.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszym kwartale 2021 r. udział pracujących na własny rachunek w ogólnej liczbie aktywnych zawodowo wyniósł 18,5 proc., co sprawia, że Polska plasuje się w ścisłej unijnej czołówce państw z najwyższym odsetkiem samozatrudnionych. Wszystko wskazuje więc na to, że współpraca na podstawie tzw. kontraktów B2B cały czas jest atrakcyjną formą zatrudnienia. Rząd jednak podejmuje kolejną próbę, by to zmienić.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze (według rządu przez tzw. „pozornych przedsiębiorców” tracą budżet centralny – na podatkach i ZUS – na składkach), a przy okazji o większą kontrolę. Nie wierzcie tym, co tłumaczą wprowadzenie tego rozwiązania troską o ludzi pracy. To bzdura. Człowiek samozatrudniony jest niezależny i przede wszystkim ma świadomość tego, ile kosztuje go państwo. A osoby na tzw. etatach bardzo często nie mają o tym zielonego pojęcia, wychodząc z błędnego założenia, że podatki i składki na ZUS płaci za nich pracodawca. Oni chcą dostać tylko jak najwięcej „na rękę”, nie przyjmując do wiadomości, że opłaty brutto potrącane są z nie z kasy pracodawcy, ale z ciężko zarobionych przez nich pieniędzy.

Poza tym absolutnie nie można zapominać, że prowadzenie własnej firmy, to nie tylko korzyści. Osób samozatrudnionych nie obejmuje m.in. kodeks pracy, nie dotyczą ich przywileje pracownicze, nie mają urlopu, długiego okresu wypowiedzenia, czy dodatkowego wynagrodzenia za nadgodziny. Nie dotyczą ich także przepisy o ograniczonej odpowiedzialności materialnej pracowników. Zamiast tego do umów często dodawane są klauzule o wysokich karach umownych.

Według informacji serwisu prawo.pl, projekt Polskiego Ładu – poza podatkowym uderzeniem w samozatrudnionych – przewiduje również wprowadzenie zasady, zgodnie z którą od stycznia 2023 r. wszyscy przedsiębiorcy będą mieli obowiązek prowadzenia ksiąg rachunkowych, podatkowej księgi przychodów i rozchodów, a także ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych (księgi podatkowe), przy użyciu programów komputerowych. Dodatkowo konieczne będzie także przesyłanie tych dokumentów do skarbówki w formie ustrukturyzowanej – w trakcie roku, a także po jego zakończeniu. Co miesiąc, na przykład, trzeba będzie przesłać księgi podatkowe w przypadku, gdy na podstawie ksiąg i ewidencji jest ustalany dochód, od którego są wpłacane miesięczne zaliczki.

Jak potwierdza Ministerstwo Finansów w uzasadnieniu projektu, dodatkowe dane będą zbierane w celu „ułatwienia wykrywania nadużyć w formie zdalnej oraz zwiększenia efektywności kontroli”. W tym samym czasie Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma ruszyć z programem automatyzacji, który ma uprościć i usprawnić rozliczenia. Zgodnie z planami, od 2023 roku przedsiębiorcy będą zobowiązani przekazywać Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych tzw. jednolity plik ubezpieczeniowy (JPU), który przeniesie część obowiązków technicznych związanych np. z wyliczeniem składek na sam zakład.

Faktycznie, za mało mamy w tym kraju biurokracji, a przedsiębiorcy, również ci mikro, nudzą się na potęgę. Trzeba więc im jeszcze dorzucić do pieca. Cóż, wygląda na to, że walka rządu z przedsiębiorczymi Polakami wkracza w nowy etap…