Węgierski rząd zapowiada odmrożenie części gospodarki, ale jednocześnie, pod pretekstem zachowania bezpieczeństwa zdrowotnego, wprowadza sanitarną segregację ludzi. Maseczki i dystans to już za mało. Niezaszczepieni – i to obojętne z jakich powodów – zostaną społecznie wykluczeni i nie będą mogli korzystać z instytucji kultury, rozrywki oraz sportu.

fot. Herman/Pixebay.com

To nie dzieje się w Chinach. To się dzieje w środkowej Europie, w kraju należącym do Unii Europejskiej, której urzędnicy odmieniają przez wszystkie przypadki słowa: „pluralizm”, „pro-obywatelskość”, „wolność gospodarcza”, „tradycja europejskiej demokracji” itp. itd.
Rząd Viktora Orbana, krytykowany wiele lat przez tę samą UE za „autorytarność”, opublikował właśnie listę nowych przepisów. Wejdą one w życie, gdy tylko liczba Węgrów zaszczepionych przeciwko Covid-19 osiągnie cztery miliony.

Węgrzy mają się szczepić i już! Jeśli nie, gospodarka pozostanie zamknięta. Takie podejście oczywiście ma swoją nazwę. Jest to zwykły szantaż. Tyle, że nie w wykonaniu jakiegoś mafiozo, ale „własnego” rządu.

Obywatelu, proszę o certyfikat!

Demokracja i wolność to jedno, ale nowy porządek epidemiczny musi być! Z pomieszczeń zamkniętych placówek gastronomicznych (i tylko do godziny 23:00), a także z hoteli, do których Węgrzy chcą pojechać z dziećmi, będą mogli korzystać wyłącznie zaszczepieni. W praktyce – legitymujący się stosownym i aktualnym certyfikatem. O ozdrowieńcach nie ma tu mowy. Nikogo też nie obchodzą dyskusje i „zdania odrębne” dużej części naukowców i lekarzy o skuteczności szczepień, o dalszej możliwości zarażania po nawet wielokrotnym zaszczepieniu, o trwałości utrzymywania się przeciwciał itp.

Wchodzi nowy porządek, od którego odstępstwo będzie surowo penalizowane. Ma być tak, jak życzy sobie tego rząd – w porozumieniu ze swoim ścisłym gronem doradców, przy bezgranicznym zaufaniu do wielkich koncernów farmaceutycznych oraz osobliwej bezkrytyczności w stosunku do warunkowo dopuszczonych na rynek UE produktów tychże koncernów.

Jeśli węgierski obywatel będzie chciał odwiedzić któryś z zamkniętych od listopada ubiegłego roku ogrodów zoologicznych, parków dzikiej przyrody lub pójść do muzeum, teatru, kina albo biblioteki, musi posiadać aktualne świadectwo szczepienia. Tu też jest obligo.

Ale, ale… Nikt przecież nie zmusza do wzięcia szczepionki. Jeśli jednak chcesz żyć w społeczeństwie, szczep się. Najlepiej jak najczęściej, bo certyfikat musi być aktualny.

Tresura trwa

Węgierski rząd jest łaskawy niczym cezar darowujący życie pokonanemu zawodnikowi na skrwawionej walką arenie. Posiadacze certyfikatów szczepiennych (i osoby niepełnoletnie w ich towarzystwie) będą mogli odwiedzać imprezy sportowe. Co prawda tylko do godziny 23:00, ale za to nie muszą zakładać maseczek!
Otwarte mają zostać także siłownie, baseny i lodowiska. I znowu: tylko dla posiadaczy certyfikatów oraz zawodowych sportowców – nie widząc czemu, wyłącznie w wieku poniżej osiemnastu lat.

Przedsiębiorcy – właściciele obiektów turystycznych, sportowych oraz jednostek kultury muszą dopilnować, by nie przemknął się nikt bez ważnego świadectwa szczepienia (certyfikatu). Jeśli nie dopełnią tego obowiązku, w razie kontroli grozi im bardzo wysoka grzywna w wysokości od 100 tys. forintów (280 EUR) do 1 miliona forintów lub kara do jednego roku więzienia.
Można spodziewać się, że część gości zrezygnuje z usług hotelowych. Inna część powiększy obszar szarej strefy. Powinni to być jednak ludzie wysportowani, którzy potrafią skakać po dachach i w razie czego szybko spuszczać się po pożarowych drabinkach.

Na rządowej stronie internetowej kormany.hu opublikowano informację, że godzina policyjna rozpocznie się o północy, a sklepy będą otwarte do godziny 23:00.

Jak nam się to często przypomina: Polak – Węgier dwa bratanki. Wolnościowa tradycja i „pokrewieństwo dusz”, nie mówiąc już o wyszehradzkim sojuszu, zobowiązują. Victor Orban przynosi naszym decydentom w prezencie gotowe rozwiązanie.