Tajwan jest dziś jednym z najbardziej obserwowanych miejsc na świecie. To tutaj może dojść do wybuchu konfliktu na skalę światową.

Tajwan – wyspa niewiele większa od województwa mazowieckiego – ma niezwykle ważne znaczenie strategicznie. Dla Państwa Środka wyspa to część Chin, a ostateczne jej wchłonięcie jest jednym z zasadniczych celów polityki tego kraju – dokończeniem procesu „zjednoczenia ziem chińskich” po przyłączeniu Hong Kongu i Makau. Przyłączenie wyspy dla Chin jest celem zarówno strategicznym, jak i prestiżowym. Mieszkańcy Tajwanu to w 98 proc. Hanowie, którzy są grupą narodowościową dominująca także w Chinach kontynentalnych. Gospodarka Tajwanu to obecnie tylko ok. 1,5 proc. gospodarki chińskiej, ale wyspa to kluczowy na świecie producent chipów, a w tym obszarze Chiny nie są jeszcze światowym potentatem. Dla USA z kolei zapewnienie gwarancji obrony Tajwanowi jest pokazaniem, że Ameryka jest ciągle światowym imperium, które może gwarantować bezpieczeństwo swoim demokratycznym sojusznikom.

Przypomnijmy historię wyspy. W 1949 roku Mao Zedong proklamował na kontynencie Chińską Republikę Ludową. Wcześniej niedobitki wojsk lidera narodowców – Czang Kaj-Szeka, przegranego w chińskiej wojnie domowej Kuomintangu (Partii Narodowej), ewakuowały się na Tajwan i tam ogłosiły kontynuację Republiki Chińskiej (ogłoszonej w 1911 r. z siedzibą w Nankinie). Republika Chińska na Tajwanie objęła faktyczną zwierzchność także na kilkoma małymi okolicznymi wyspami. Zarówno władze na kontynencie, jak i na wyspie uznają zasadę „jednych Chin”, a siebie za prawowite władze Chin. Dziś Republikę Chińską na Tajwanie uznaje 18 państw świata, z czego najważniejsze to Watykan i Paragwaj, reszta to małe państwa afrykańskie, latynoamerykańskie i wyspiarskie.

Status quo, niepodległość, czy integracja z Chinami?

Przez 50 lat władzę na wyspie sprawował Kuomintang – partia kontynuatorka myśli i dorobku Czang Kaj-Szeka. Przełomem był rok 2000, gdy władzę objęła Partia Demokratycznego Postępu (DPP), a prezydentem został Chen Shui-bian (skazany w 2009 r. na dożywotnie więzienie za korupcję, w 2015 r. wyszedł na wolność ze względów zdrowotnych). Partia ta wspierała tendencje niepodległościowe i działała na rzecz ograniczenia obecności dziedzictwa Chang Kaj-Szeka (np. pomników) na wyspie, które pokazywałyby związki Tajwanu z kontynentem. Dążyła także do przeprowadzania na wyspie referendum niepodległościowego. Obecnie (od 2016 r.) prezydentem Republiki, z tej samej partii, jest pierwsza kobieta na tym stanowisku – Tsai Ing-wen. Opozycyjny Kuomintang cieszy się ok. 30-proc. poparciem.

Tajwańczycy są podzieleni pod względem stosunku do przyszłości wyspy, choć w związku z sytuacją międzynarodową i różnicami w systemie politycznym między kontynentem a wyspą, rosną na sile tendencje niepodległościowe. Wiąże się to z rosnącą rywalizacją chińsko-amerykańską (co wzmacnia światową pozycję Tajwanu – stawiając go w centrum konfliktu), strachem Tajwańczyków przed powtórzeniem na Tajwanie scenariusza z Hong Kongu (władze chińskie postawiły tam na ograniczenie autonomii i tendencji demokratycznych), a także z nastrojami młodych mieszkańców wyspy, którzy w coraz mniejszym stopniu odczuwają związki z kontynentem. Dominują jednak nastroje za zachowaniem obecnego status quo.

Tajwan w ONZ?

Do 1971 roku reprezentantem państwa chińskiego w Organizacji Narodów Zjednoczonych była Republika Chińska na Tajwanie, która wtedy została zastąpiona przez Chińską Republikę Ludową. W tym roku Chińska Republika Ludowa podkreślała 50. rocznicę tego wydarzania. Zmiana chińskiej reprezentacji w ONZ obyła się dzięki głosom egzotycznej koalicji złożonej z części państw afrykańskich, bloku sowieckiego, Francji, Holandii czy Izraela. Wydarzania sprzed 50 lat zwiększyły także aktywność władz wyspy, które wyrażają chęć dołączenia do ONZ i ich agend, w czym wspierają je Stany Zjednoczone i część państw zachodnich. Wywołuje to ostre protesty Chin kontynentalnych.

We wrześniu władze w Tajpej, podobnie jak Chiny, zdecydowały się zgłosić chęć przystąpienia także do porozumienia o wolnych handlu CPTPP, Wszechstronnego i Progresywnego Porozumienia na rzecz Partnerstwa Transpacyficznego (Comprehensive and Progressive Agreement for Trans-Pacific Partnership), powołanego z inicjatywy Baracka Obamy w odpowiedzi na wzrost Chin (Donald Trump wycofał USA z porozumienia, zaś Joe Biden do niego powrócił). Skupia ono obecnie 11 gospodarek odpowiadających za 13,4 proc. światowego PKB. Są to: Australia, Brunei, Chile, Japonia, Kanada, Malezja, Meksyk, Nowa Zelandia, Peru, Singapur i Wietnam.

Przepychanki słowne i pokaz siły

Zarówno na kontynencie, jak i na wyspie władze odwołują się do chińskiego dziedzictwa republikańskiego. Republika Chińska została ogłoszona w 1911 r. Rocznica ta (w tym roku 110.) obchodzona jest zarówno na kontynencie, jak i na wyspie jako rozpoczęcie tzw. Rewolucji Xinhaiskiej. W tym roku odbywała się jednak w wyjątkowo napiętej atmosferze w związku z zaostrzającymi się relacjami w cieśninie. W październiku miała miejsce rekordowa od lat liczba naruszeń tajwańskiej przestrzeni powietrznej (nieuznawanej przez kontynent) przez chińskie samoloty, a Stany Zjednoczone i inne kraje (m.in. Japonia i Australia) mocniej zadeklarowały swoje wsparcie dla Tajwanu.

W swoim wystąpieniu w czasie wydarzeń rocznicowych prezydent Republiki Chińskiej Tsai Ing-wen podkreśliła, że Tajwan będzie „nadal wzmacniał swoją obronę, aby nikt nie mógł zmusić wyspy do zaakceptowania ścieżki, którą wyznaczyły Chiny, nie oferując ani wolności, ani demokracji”. Z kolei przywódca CHRL Xi Jinping oświadczył, że „kwestia tajwańska to wyłącznie wewnętrzny problem Chin i żadna ingerencja z zewnątrz jest niedopuszczalna”. Skrytykował także przemówienie prezydent Tajwanu twierdząc, że podżegało ono do konfrontacji i wypaczało fakty. Wcześniej szef tajwańskiej dyplomacji Joseph Wu mówił, że jego kraj liczy się z rychłym atakiem Chin na wyspę. Wystąpił w australijskiej telewizji ABC i powiedział wprost, że jego kraj szykuje się do wojny i zaapelował do Australii o pomoc – choćby tę wywiadowczą.

W związku ze wzrostem napięcia Tajwan zapowiedział, że zamierza zwiększyć – w ciągu 5 lat – budżet przeznaczany na wojsko o 9 mld dol. Prawie 65 proc. budżetu obronnego ma zostać przeznaczone na przeciwokrętowe pociski, w tym ponad 50 proc. na pociski Hsiung Feng, zdolne do niszczenia obiektów na wodzie i lądzie. Reszta środków ma zostać przeznaczona na pociski ziemia-powietrze oraz inne rodzaje rakiet. Ponadto w trakcie debaty parlamentarnej potwierdzono istnienie rakiet Yun Feng, które mają mieć zasięg do 1500 km i być przeznaczone do ataków na cele naziemne w Chinach. Tajwańską armię sprzętowo i szkoleniowo wspierają Amerykanie.

Tajwan aktywny dyplomatycznie

Zaostrzająca się rywalizacja chińsko-amerykańska i wzmacnianie się tendencji autorytarnych w Chinach prowadzi do wzrostu znaczenia wyspy w światowej polityce i zwiększenia wsparcia dla Tajwanu w świecie. Wykorzystują to władze wyspy zwiększając swoją aktywność dyplomatyczną.

Mocne protesty Chin wywołały październikowe wizyty francuskich senatorów, a także oficjalnej delegacji Parlamentu Europejskiego na Tajwanie. PE wezwał także Komisję Europejską do rozpoczęcia rozmów ws. umowy inwestycyjnej z Tajwanem, czemu sprzeciwiają się Chiny, z którymi UE wstrzymała podpisanie umowy handlowej.

Politycy tajwańscy z kolei odwiedzają mniejsze kraje Europy (m.in. Słowację, Czechy i kraje bałtyckie), szukając poparcia i nowych form współpracy. Sprawa Tajwanu stała się także przyczyną głośnego popsucia relacji Litwy z Chinami. Kraj ten, jako pierwszy w UE, zdecydował się przemianować dyplomatyczne przedstawicielstwo Republiki Chińskiej na przedstawicielstwo „Tajwanu” – w odpowiedzi Pekin wycofał z Wilna swojego ambasadora i ograniczył współpracę handlową z Litwą. Solidarność i wsparcie dla Litwy wyraziło wiele krajów zachodnich. Dziwnym trafem, w niedługim czasie po zaostrzeniu się relacji litewsko-chińskich, ministerstwo obrony Litwy opublikowało raport o możliwości cenzurowania treści przez telefony chińskiej firmy Xiaomi – lidera sprzedaży smartfonów w Chinach i w Europie…

Amerykanie obronią Tajwan?

Wiele pytań wywołuje pewność zapewnień amerykańskich o obronie Tajwanu. Pozycja i wiarygodność USA w świecie spadła po wycofaniu się Amerykanów z Afganistanu i zostawieniu tego kraju na łasce Talibów. Amerykański prezydent Joe Biden zapewniał niedawno, że Stany Zjednoczone będą bronić Tajwanu, jeśli zostanie zaatakowany przez Chiny, co – według ekspertów – jest wyraźnym odejściem od długo utrzymywanego dotychczasowego stanowiska w polityce zagranicznej USA. Rzecznik Białego Domu powiedział jednak później amerykańskim mediom, że wypowiedź prezydenta nie oznacza zmiany polityki USA dotyczącej Tajwanu. Skąd więc prostowanie wypowiedzi prezydenta? Stany Zjednoczone, na mocy traktatu sojuszniczego z 1954 r., są zobowiązane do obrony Tajwanu w razie agresji innego kraju. Ale dotychczas celowo niejasno mówiły o tym, co faktycznie zrobiłyby, gdyby Chiny zaatakowały Tajwan, co eksperci określają jako „strategiczną niejednoznaczność”.

A jak wyglądała sytuacja z pytaniem prezydenta Bidena o Tajwan? Podczas spotkania z prezydentem USA w CNN jeden z uczestników odniósł się do niedawnych doniesień dotyczących przetestowania przez Chiny najnowocześniejszego pocisku hipersonicznego. Zapytał Bidena, czy mógłby „przysiąc, że będzie chronić Tajwan” i co zrobi, aby odpowiedzieć na rozwój militarny Chin. Prezydent odpowiedział: „Tak i tak”. Dodał, że nie ma potrzeby „martwić się o to, czy będą potężniejsi”, ponieważ „Chiny, Rosja i reszta świata wiedzą, że jesteśmy najpotężniejszą armią w historii świata”. Następnie został po raz drugi zapytany przez prezentera CNN Andersona Coopera, czy Stany Zjednoczone staną w obronie Tajwanu w przypadku ataku ze strony Chin. Biden odpowiedział: „Tak, mamy do tego zobowiązanie”. Rzecznik Białego Domu próbował później wyjaśnić komentarz prezydenta, mówiąc amerykańskim mediom, że Stany Zjednoczone „nie ogłaszają żadnych zmian w naszej polityce i nie ma żadnych zmian w naszej polityce”. Z kolei sekretarz obrony USA Lloyd Austin mówił, że „nikt nie chce, aby problemy po obu stronach cieśniny prowadziły do wymiany ciosów, a już na pewno nie prezydent Biden”.

Komu opłaca się konflikt w cieśninie?

Napięta sytuacja w cieśninie tajwańskiej może wymknąć się spod kontroli przy błędnej percepcji zamierzeń przeciwnika. Dla Chin konflikt z Tajwanem i zdobywanie go siłą byłby porażką strategiczną. W chińskim myśleniu doprowadzanie do konfliktu zbrojnego, szczególnie w tej sprawie, już byłoby porażką, a integrację z wyspą, według Chińczyków, należy przeprowadzić w sposób pokojowy. Droga do tego celu szła w kierunku dobrym dla Chin, wyspa jest w dużym stopniu współzależna z gospodarką kontynentu. Stabilność, spokój i rozwój ekonomiczny sprzyjały tym planom. Chińskie plany zmieniła rewizja polityki amerykańskiej i polityka samych Chin, ale także zmiany społeczne na Tajwanie.

Polityka amerykańska od czasów administracji Trumpa (przekierowanie amerykańskich priorytetów na Pacyfik było już obecne za czasów Obamy) wskazała Chiny za strategiczne zagrożenie dla globalnej dominacji USA. Politykę tę kontynuuje administracja Joe Bidena. W tej strategii Tajwan jest kluczowym elementem. Duże znaczenie miały także twarde działania chińskie w Hong Kongu, ograniczające jego autonomię. Ten przykład wzmacnia nastroje antychińskie na wyspie.

Wzrost chińskiej potęgi wywołuje także niepokój Japonii, Australii i Indii. Stąd zawiązanie porozumienia militarnego AUKUS (USA, Australia, Japonia, Wielka Brytania) i porozumienia politycznego QUAD (USA, Japonia, Indie, Australia), które skierowane są przeciw rosnącej potędze Chin, stawiając kwestie polityczne i demokratyczne, a także relacje z USA ponad relacjami gospodarczymi (Australia i Japonia np. mają większe obroty handlowe z Chinami niż USA).

Kraje Azji Południowo-Wschodniej w tej strategicznej układance starają się balansować w swojej polityce między Chinami i USA. Sceptycyzm wobec AUKUS wyraziły np. Malezja czy Indonezja. Niepokój regionalnych sąsiadów Chin (m.in. Japonii, Wietnamu, Filipin) wywołują rosnące ambicje i działania Chin dotyczące stref morskich na Morzu Południowochińskim i Wschodniochińskim, a także zwiększający się potencjał sił zbrojnych Chin. Są one już drugim krajem na świecie pod względem wydatków na zbrojenia (są one najprawdopodobniej oficjalne zaniżone).

Można jednak powiedzieć jedno – konflikt w cieśninie tajwańskiej jest możliwy, bo takie są prawa geopolitycznej rywalizacji. Chiny nie zaakceptują zmiany obecnego status quo i ogłoszenia niepodległości przez Tajwan, z kolei Stany Zjednoczone nie mogą czekać na dalszy wzrost i rozpychanie się Chin na Pacyfiku. W interesie geopolitycznym USA jest zahamowanie wzrostu Chin (stąd szereg antychińskich sojuszy), a w ostateczności konflikt, ale w sytuacji swojej względnej przewagi, czyli w nieodległej przyszłości. Chiny rosną i czas działa na ich korzyść, więc konflikt zbrojny obecnie nie jest w ich interesie, ponieważ są stroną słabszą (jest ostatecznością w sytuacji ogłoszenia niepodległości przez Tajwan). Sojusznikiem Chin, choć nie do końca pewnym w tej pacyficznej układance, jest Rosja.

Obserwując politykę Chin widać, że nie akceptują one już roli młodszego brata Zachodu i chcą odzyskać pozycję przodującego mocarstwa (cywilizacji) w świecie, tak jak to było przez większość nowożytnej historii, aż do początków XIX wieku. USA – jak deklarują – wesprą Tajwan w razie konfliktu z Chinami w obronie demokratycznego świata, choć rzeczywistość zawsze weryfikują fakty.

Możliwe, że obecne pokojowe status quo, generujące napięcia, potrwa jeszcze lata. Tajwański węzeł czeka na rozwiązanie.

Pytanie – kiedy?