Tym razem znów o kosztach pracy. Co prawda rząd nie opublikował żadnych projektów zmian w zakresie opodatkowania pracy, ale to tylko kwestia czasu.

rynek pracy ma się ożywić - grafika wpisu

W analizach rządowych ośrodków analitycznych możemy przeczytać o zjawisku zbyt wysokiego opodatkowania pracy osób o najniższych dochodach. Dostrzeżenie przez rząd zbyt wysokiego opodatkowania powinno cieszyć. Ale jest to zbyt optymistyczna wiadomość, by nie wzbudzała podejrzeń.

Obstawiam w ciemno. Rząd obniży opodatkowanie osób najmniej zarabiających, a korzystając z okienka zmian, wprowadzi nowe progi podatkowe, podwyższy opodatkowanie nie tyle najbogatszych, ile zarabiających trochę ponad przeciętną, a przy okazji jeszcze bardziej skomplikuje i tak skomplikowany system fiskalny w naszym kraju.

Faktyczne problemy z opodatkowaniem pracy to po pierwsze wspominany wcześniej wysoki klin dla umów o pracę. Przypominam: koszty zatrudnienia, które są zabierane przez organy administracji publicznej, wynoszą ponad 42 proc. całkowitej kwoty, jaką pracodawca przeznacza na pracę danej osoby. Tyle rząd zabiera, jeśli zarabiamy miesięcznie mniej niż 7125 zł brutto. Gdy przekroczymy tę kwotę, sam nasz podatek PIT od każdej zarobionej złotówki wzrośnie z 17 do 32 proc. I oto kolejny problem. II próg podatkowy w Polsce.

Stawki PIT wynoszą 17 proc. i 32 proc. Tę drugą stawkę płacimy od zarobków ponad 85 528 zł rocznie. Kwota ta jest jednak niezmienna od… 11 lat. W 2009 r., gdy wprowadzano II próg podatkowy i ustalano kwotę wejścia do grona „bogatych, którzy powinni się hojniej dzielić z innymi”, średnie zarobki w naszym kraju wynosiły ok. 3100 zł (dziś niemal 5000 zł), a płaca minimalna 1276 zł (w stosunku do 2800 zł w 2021 r.). Zarobki rosły i rosną. Coraz więcej z nas zarabia nominalnie więcej. II próg podatkowy broni się jednak dzielnie, pozostając niezmieniony. W konsekwencji coraz więcej Polaków odprowadza 1/3 swojej pensji do fiskusa. Wystarczy zarabiać w Polsce 1,4 wysokości średniego wynagrodzenia, by trafić do grona najwyżej opodatkowanych obywateli. W 2009 r. w tym gronie było 2,2 proc. z nas, a w 2019 r. już 7,5 proc. Kraj bogaczy! Bogaczy podatkowych.

Chcąc budować klasę średnią, wydaje się, że niewłaściwym jest zabieranie 1/3 zarobków tym, którzy mają tę klasą tworzyć, prawda? Inne konsekwencje? Oczywiście odchodzenie od umów o pracę na rzecz umów B2B, gdzie liniowa stawka 19 proc. z możliwością odliczenia kosztów staje się nad wymiar atrakcyjna, czy płacenie części wynagrodzenia pod stołem.

Wszystko wskazuje na to, że rząd zajmie się w nadchodzącym roku stawkami PIT. Można się tylko obawiać, że w ramach tych zmian zobaczymy na koniec roku nie tyle obniżone stawki podatkowe, podwyższone progi wejścia, czy uproszczony system, ile nowe progi przeznaczone dla zarabiających ponad przeciętną. Będę powtarzał jak mantrę. Musimy wprowadzić jednolitą, równą stawkę podatkową od funduszu płac, w ramach której finansowany jest także system ubezpieczeń społecznych. Prosto, przejrzyście i równo. To są sprawiedliwe podatki. Takich się nie unika.

*autor jest ekspertem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców