Prąd jest i ma być coraz droższy; nie dziwi więc, że przedsiębiorcy, również ci mniejsi, szukają nowych źródeł energii. Ma być tania, dająca gwarancję ciągłości dostaw i „czysta”. OZE – a w tym energia z wiatru – może firmie zapewnić takie zasilanie. „Może” nie oznacza jednak, że zawsze „musi”.

wiatraki dla firmy - grafika wpisu

Nie obiecujemy, że wystarczy postawić duży wiatrak na działce przed siedzibą firmy, a problem zasilania przedsiębiorstwa w prąd zniknie. To tak nie działa. Są jednak mocne przesłanki, że warto rozważyć instalację takiego urządzenia. Niewątpliwie firmowa elektrownia wiatrowa to ważny krok ku niezależności energetycznej i zdjęciu z siebie ryzyka labilności cen, które w ramach tej „labilności” dla końcowych odbiorców pną się tylko w górę.

Oczekiwany jest przełom

Przeklinana już wiele razy tzw. ustawa odległościowa z 2016 roku, która ograniczyła znacząco możliwość lokowania elektrowni wiatrowych w opłacalnej odległości od zasilanego miejsca, ma trafić wreszcie na listę prac Rady Ministrów, a potem do konsultacji publicznych. Wreszcie, bo słyszymy o tym już od dawna: zmieniają się ministrowie, ministerstwa i politycy zaś akt ten, który skutecznie przyhamował rozwój energetyki wiatrowej w Polsce, ciągle tkwi w hibernacji. Teraz to powinno się zmienić. Przede wszystkim za sprawą nowych „wiatrów” z UE, które zmuszają do odstawienia węgla do lamusa i rzucenia się w wir technologii Odnawialnych Źródeł Energii. Na razie wprowadzona ustawą odległość wiatraka od zabudowań mieszkalnych oraz obszarów chronionych musi wynosić co najmniej dziesięciokrotność długości wysokości instalacji, ale i tu można liczyć na korzystną zmianę.

Czy warto instalować

Niewielkie elektrownie wiatrowe o mocy od 100 W do 50 kW teoretycznie mogą zapewnić zapotrzebowanie na energię elektryczną w małych firmach. Uchodzą przy tym za najtańsze źródło jej wytwarzania. Plusem jest też to, że można dowiedzieć się z wyprzedzeniem, czy będzie, czy też nie będzie wiać i produkcję energii z wiatru przewidzieć na co najmniej dwie doby wcześniej. Z 80-procentową pewnością można wiedzieć, ile w tej przewidywalnej przyszłości mocy wygeneruje nasz wiatrak, czy wiatraki.

Wiele zależy, rzecz jasna, od zastosowanej technologii „wiatrakowej”. Nowsze wiatraki, oparte o nowoczesne rozwiązania technologiczne, umożliwiają pracę urządzeń w różnych warunkach oraz przy zmiennych prędkościach i kierunkach wiatru. Przedsiębiorca musi oczywiście liczyć się z kosztem instalacji wiatrakowej rzędu dziesiątek lub nawet setek tysięcy złotych.
Koszt zależy głównie od użytych technologii i wielkości instalacji. Na ogół im większa i nowsza, tym jest efektywniejsza (i droższa). W celu zwiększenia opłacalności inwestycji należy skorzystać z samorządowego, rządowego lub unijnego wsparcia (z RPO, programów PolSEFF2, BOCIAN, a dla rolników – PROW). Przyjmuje się, że zakładany, średni zwrot z inwestycji w niewielki pojedynczy wiatrak wynosi około dziesięciu lat, ale ten okres będzie systematycznie się skracał wraz z tanieniem technologii i wzrostem cen energii elektrycznej.

Wiatr wieje, dokąd chce

Ani przez chwilę nie należy zapominać o tym, że elektrownie wiatrowe – obok fotowoltaiki korzystającej ze słońca – chociaż coraz sprawniejsze, należą do najbardziej chimerycznych źródeł energii. Pokazał to przykład korzystającej szeroko z OZE Szwecji, która musiała ostatnio, w trybie pilnym, importować niedobór mocy, m. in. z Polski.

Firmowa lub dzierżawiona działka, na której mogłoby stanąć urządzenie wiatrowe do generowania prądu, musi być nie tylko odpowiednio duża, ale także odpowiednio wietrzna. Nie tylko nie każda instalacja ma sens, ale także nie wszędzie opłaca się ją przeprowadzać. Do najlepszych, bo wietrznych, regionów w naszym kraju należą: Bieszczady, Beskid Śląski i Żywiecki, Pogórze Dynowskie, a także Wielkopolska w środkowej części. I dalej: Suwalszczyzna, wysunięte na północ części wybrzeża od Koszalina po Hel oraz wyspa Wolin.

Dekarbonizacja dzięki farmom?

W ciągu ostatnich piętnastu lat na całym świecie przybyło ponad 400 tys. MW prądu z wiatraków (z czego 140 tys. MW w Europie, a 5,5 tys. MW – w Polsce), czyniąc je najszybciej rozwijającym się OZE. Według Agencji Rynku Energii, moc zainstalowanych lądowych farm wiatrowych wynosiła na koniec 2020 roku w Polsce prawie 6402 MW – wobec około 5911 MW na koniec 2019. W lutym tego roku sięgnęła ponad 6,7 GW.

Potencjał samej lądowej energetyki wiatrowej ocenia się w Polsce na ok. 20-22 GW. Do tego dochodzą przede wszystkim sławne już fermy na Bałtyku, które stanowią oczko w głowie naszych narodowych czempionów firmowych. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) uważa, że nie energetyka prosumencka, ale właśnie morskie farmy wiatrowe mają największą szansę na to, by doprowadzić z czasem do dekarbonizacji Polski.