Na mapie Polski – kraju o 3,1 proc. bezrobociu – nadal istnieje ponad 100 powiatów, gdzie bez pracy pozostaje więcej niż 10 proc. mieszkańców.

Polska zanotowała najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej – według ostatnich danych Eurostatu. Według unijnej metodologii w naszym kraju bez pracy pozostaje jedynie 3,1 proc. z nas (średnio w całej Wspólnocie bezrobotnych jest 7,3 proc.). Wyprzedziliśmy tym samym Czechów, Holendrów, Niemców, nie mówiąc o państwach południa Europy. W Hiszpanii i Grecji bez pracy pozostaje ponad 16 proc. mieszkańców. Oczywiście te dane mogą zostać jeszcze zrewidowane i być może nie utrzymamy pierwszej chlubnej pozycji, a według metodologii GUS stopa bezrobocia w styczniu 2021 r. wyniosła w Polsce 6,5 proc.
Nie wnikając jednak w szczegóły, pewien obraz polskiego rynku pracy możemy narysować odważną, pewną i optymistyczną kreską. O ile polskiej gospodarce można przypisać wiele wad i problemów, o tyle rynek pracy jest w kondycji bardzo dobrej. Nasze miejsca zatrudnienia są odporne na epidemie.

Odporne są jednak nie wszystkie wakaty. Osoby zatrudnione w branżach i/lub regionach zamkniętych pozostają bez realnego zajęcia. Przedsiębiorcy jeszcze ich nie zwalniają, jednak z każdym następnym tygodniem lockdownu kolejne firmy nie wytrzymają i będą musiały zwalniać. Jeśli będziemy dalej ograniczać działalność gospodarczą, uwidoczni się to w dłuższym okresie w statystykach bezrobocia.

Sytuacja nie jest tak kolorowa, gdy przyjrzymy się rynkowi pracy bardziej skrupulatnie. Na mapie Polski, kraju o 3,1 proc. bezrobociu, nadal istnieje ponad 100 powiatów, gdzie bez pracy pozostaje więcej niż 10 proc. mieszkańców. Równolegle jesteśmy krajem o najniższej aktywności zawodowej w UE w prawie wszystkich kategoriach wiekowych. Wynagrodzenia realne wzrosły w minionym roku jedynie o 1,7 proc. To mało, patrząc na tak niski poziom bezrobocia.

Nasze zarobki w stosunku do państw starej Unii dalej są rozczarowujące. Pracownicy ograniczają żądania płacowe, widząc niepewną sytuację w gospodarce. Pracodawcy boją się dawać podwyżki, widząc sektorowe czy regionalne lockdowny lub podatki sektorowe. Nie bez negatywnego wpływu na zatrudnienie jest także wysoki klin podatkowy oraz rozwiązania zwiększające koszty podatkowe i administracyjne pracy. To wszystko ogranicza wzrost efektywności pracy, a tym samym hamuje wzrost płac.

Przed nami także wyzwania, o których mówi się od lat. Coraz bardziej uwidaczniają się problemy demograficzne. Przerodzą się one w problemy systemu emerytalnego, a dalej w poważne problemy niedoborów na rynku pracy oraz w wysokie koszty systemu ubezpieczeń społecznych. Nikt nie mówi o konieczności wprowadzenia rozsądnej polityki migracyjnej, reformach systemu emerytalnego, polityk socjalnych, czy zwiększania aktywności zawodowej w Polsce.
W podobnym tonie od lat mówiono i pisano o problemach polskiej służby zdrowia. Za brak działań i lata zaniedbań w tym obszarze przyszło nam dziś nagle zapłacić wysoką cenę. O wiele szybciej, niż się spodziewano.

Zatem na rynku pracy nie do końca jest tak kolorowo, jak na mapie poziomu bezrobocia, gdzie Polska świeci zielonym kolorem wśród państw UE. Oby nas ta zieleń nie oślepiła. Ani nie uśpiła.