Ostatecznie co innego w aferze wywołanej tym skeczem jawi się jako istotne – pisze w najnowszym felietonie Michał Góra, nawiązując do słynnej „Wigilii 2022” Kabaretu Neo-Nówka.

W Polsce często zdarza się, że powstaje jakiś „fakt medialny”. Chodzi mi o takie wydarzenie, które wprawdzie niewiele zmienia w obiektywnym świecie, ale powoduje jednak pewne poruszenie w różnych środkach przekazu. Niekiedy pociąga za sobą nawet konkretne działania. Mowa na przykład o wypowiedzi jakiegoś polityka lub celebryty, która przecież same przez się nie kreuje rzeczywistości. Tak też odbieram zamieszanie wokół koszalińskiego skeczu Kabaretu Neo-Nówka pod tytułem „Wigilia 2022”. A dlaczego?

Skecz ten niczego bowiem ani nie zmienił, ani nie odkrył. Po pierwsze, nadal reprezentował raczej niski poziom artystyczny tzw. polskiego kabaretu. Żarty są słabe, przekleństwa używane w prostackim kontekście, a przekaz musi być tak jasny, dosłowny i przaśny, aby nawet najmniej rezolutny widz połapał się w tym, o czym mowa. Innymi słowy, kabareciarze naśmiewają się z „małomiasteczkowego wujka z wąsem, który chodzi do kościoła”, ale żeby trwać, sami muszą zniżyć się do jego poziomu. Nie ma to wszystko nic wspólnego ani z inteligentnymi i absurdalnymi dowcipami legend studenckiego kabaretu w rodzaju „Kabaretu Potem”, ani z prawdziwą „jazdą po bandzie”, z której słynie polski stand-up. Po prostu można było zrobić świetny, zawoalowany skecz na ten sam temat, który poruszył kabaret, ale być mniej dosłownym, bardziej wyważonym i znacznie bardziej błyskotliwym. To się komikom niestety nie udało. Jeśli krytykuje się mierność, powinno się ponad nią samemu wznieść, być może także ponad reguły własnego „formatu”.

Po drugie, wszystko to, co zaprezentowali komicy, było Polakom dobrze znane. Nikt nie musiał nikomu otwierać oczu, ponieważ nie pojawiły się tam ani nowe fakty, ani nawet ich interpretacje. Co więcej, przedstawiona wizja polskiej polityki była bardzo jednostronna i obrażała część widzów, najwyraźniej stanowiąc wyraz manichejskiego przekonania artystów, że świat jest czarno-biały. Na usprawiedliwienie autorów skeczu dodam może, że rzeczywiście „strona rządowa” zawsze powinna mieć grubszą skórę i znosić mniej wyważone obelgi niż zwykli zjadacze chleba. Rzecz w tym, że za tym rządem stoją miliony zwykłych Polaków, których przekonania i interes bywa zbieżny z działaniami partii. Tym zwykłym ludziom należy się już pewien szacunek.

Ostatecznie co innego w aferze wywołanej tym skeczem jawi się jako istotne. Podkreślić bowiem należy znaczenie wolności słowa i swobodę ekspresji. Absurdem byłoby, gdyby teraz komików ukarano za znieważenie lub zniesławienie któregoś z polityków, za publiczne używanie słów niecenzuralnych, za subiektywne przedstawianie interpretacji faktów, a więc jakby dezinformację. Nikomu nie można przecież zakazać posiadania niewyważonego światopoglądu ani reprezentowania niskiego poziomu wyrazu. W demokratycznym i liberalnym państwie dysponujemy takimi narzędziami jak krytyka, recenzja i polemika, o czym radziłbym pamiętać przy innych okazjach.

Michał Góra

Poprzedni artykułRośnie polski eksport. Przyszły rok może być jeszcze lepszy
Następny artykułPierwszy sukces Konfederacji w procesie z Facebookiem