Jednym z najbardziej znanych cudów Świąt Bożego Narodzenia czasów I wojny światowej jest historia zawieszenia broni na froncie zachodnim w wigilijny wieczór 1914 r. Ta historia doczekała się nawet ekranizacji. Tymczasem na froncie wschodnim także dochodziło do świątecznych cudów, które są chyba jeszcze bardziej wzruszające, kiedy uświadomimy sobie, że miliony polskich rekrutów zostało zmuszonych przez zaborców do walk bratobójczych.

Legioniści I Brygady Legionów Polskich, którzy brali udział w bitwie pod Łowczówkiem, grudzień 1914 r./fot. CAW

Bitwa pod Łowczówkiem w 1914 r. przeszła do legendy Legionów. Nie tylko dlatego, że I Brygada (walcząca po stronie Austro-Węgier) stoczyła tam jedno ze swoich najcięższych, najbardziej krwawych starć blokując – od 22 do 25 grudnia – rosyjskie natarcie. W historii zapisał się też niezwykły wojenny wieczór wigilijny.

„Straszna jest wojna bratobójcza”

Rosyjskie, prawosławne dowództwo obchodzące Boże Narodzenie w styczniu, ani myślało świętować w wigilijny wieczór 1914 r. Wręcz przeciwnie. Wydawało się, że rosyjscy generałowie specjalnie na okres katolickich Świąt przygotowali wielką ofensywę, by dodatkowo przeszkodzić „łacinnikom” w świętowaniu. Po bitwie pod Nowym Sączem, kiedy to wojska austro-węgierskie dały silny odpór rosyjskiej ofensywie Brusiłowa, doszło do koncentracji wojsk rosyjskich i do ponownego kontrataku Rosjan, który rozpoczął się 21 grudnia. Carskie wojsko rozpoczęło natarcie z wideł rzek Dunajec i Biała w kierunku wsi Pleśna i Łowczówek. W przypadku przełamania frontu wojskom C.K. w ramach, których walczyła I Brygada Legionów Polskich groziło okrążenie. Austriacy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że lada moment rosyjska fala może zacząć zalewać ich pozycje i gorączkowo zaczęli poszukiwać „korka”. Zadania najcięższe do wykonania zazwyczaj w takich okolicznościach zlecano Polakom – tak stało się i tym razem. Korkiem, który miał powstrzymać rosyjski zalew miało być 2,5 tys. polskich legionistów pod wodzą ppłka Kazimierza Sosnkowskiego (który w tym czasie zastępował Piłsudskiego). Legioniści, którzy szykowali się już do świętowania w okolicach Nowego Sącza dostali 22 grudnia rozkaz szybkiego wymarszu na newralgiczny odcinek frontu – pod Łowczówek.  Jeszcze tego samego dnia wieczorem Polacy przeprowadzili krwawe natarcie na rosyjskie pozycje (wzgórze 360) – w walce wręcz poszły w ruch bagnety, saperki i kolby karabinów. 23 grudnia przed świtem legioniści wsparci przez piechotę węgierską zajęli wzgórze 343. Jednak w wigilię Rosjanie przypuścili silny kontratak na obydwa wzgórza. Sosnkowski zaczął wtedy zabiegać w dowództwie o możliwość wycofania i rozkaz taki nadszedł w wigilijne popołudnie. Jednak wkrótce okazało się, że legioniści muszą ponownie zdobywać opuszczone okopy na wzgórzu, gdyż… rozkaz okazał się pomyłką. W końcu po całodziennej walce wieczór zastał żołnierzy w okopach na wzgórzu. Wtedy to legioniści zaintonowali kolędę „Bóg się rodzi” i ku ich zdziwieniu ta sama kolęda rozległa się w okopach rosyjskich.

Historię tę uwiecznił uczestniczący w walce ppor Sławoj-Składkowski, tak ją opisał: „Gdy nasi po wspólnym odśpiewaniu kolęd krzyknęli: „Poddajcie się, tam, wy Polacy!” nastała chwila ciszy, a później – już po rosyjsku: „Sibirskije striełki nie sdajutsia” (syberyjscy strzelcy się nie poddają). Straszna jest wojna bratobójcza”.

Następnego dnia, w Boże Narodzenie, Rosjanie ponownie próbowali znów zdobyć wzgórze. Legioniści ponownie je utrzymali, a nawet kontratakowali. Jeden z uczestników bitwy, płk Gustaw Świderski otrzymał nawet Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari za wypad na czele dziewięcioosobowego patrolu na zajęty przez wroga teren, gdzie wziął do niewoli cały sztab rosyjskiego pułku, razem z jego dowódcą. W walkach poległo 128 legionistów, w tym 38 oficerów, którzy spoczęli na Cmentarzu Legionistów Polskich Nr 171 na wzgórzu Kopaniny. Pozostali legioniści do końca swoich dni wspominali krwawą wigilię na wzgórzach pod Łowczówkiem, kiedy to wspólnie z Polakami wcielonymi do rosyjskiej armii śpiewali kolędę.

Następnego dnia właśnie tych Polaków w rosyjskich mundurach musieli zabijać w walce na bagnety…

„Bóg się rodzi” w okopach

Na innym odcinku frontu – pod Bolimowem i Sochaczewem toczyły się nie mniej krwawe walki. Sam Sochaczew w walkach między armią carską i niemiecką (prowadzonych od 17 grudnia) wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. I w tym przypadku po jednej i po drugiej stronie okopów w rosyjskich i niemieckich mundurach walczyli polscy rekruci.

24 grudnia wieczorem, kiedy pojawiła się pierwsza gwiazdka, żołnierze podzielili się chlebem zamiast opłatkiem i wręczyli sobie małe prezenty. Zaintonowana przez jednego z nich kolęda „Bóg się rodzi” szybko rozbrzmiała jednym polskim głosem w rosyjskich okopach. Kolejne zwrotki były jeszcze głośniejsze, gdyż z okopu niemieckiego również setki gardeł podchwyciły melodię, śpiewając ją coraz głośniej. W końcu zagrzmiał wspólny chór w języku polskim.

Z pewnością wiele żołnierskich oczu zaszkliło się wtedy od łez. Kolęda przypomniała im nie tylko rozłąkę z rodziną, ale i los zniewolonej Ojczyzny, którą przypominały dalsze słowa pieśni: „Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą”. Spisane wspomnienia jednego z żołnierzy nie odnotowują, czy zawarty został nieformalny rozejm pomiędzy Niemcami i Rosjanami, niemniej kolejna wzmianka o następnych walkach pojawiła się w żołnierskim dzienniku dopiero 26 grudnia. Tego dnia gwałtowny atak niemieckich samolotów (które zbombardowały sochaczewski rynek zabijając ośmiu cywilów i raniąc kolejnych stu) przywrócił stan sprzed wigilii. Jednak żadne działanie zaborczych armii nie mogły już wymazać z pamięci polskich rekrutów wspólnego śpiewania kolędy.

Rozejm w Twierdzy Przemyśl

Swoistego cudu Świąt Bożego Narodzenia doświadczyła też oblegana (po raz drugi) przez armię rosyjską Twierdza Przemyśl. Tym razem Rosjanie zaprzestali 24 grudnia morderczego ostrzeliwania twierdzy pozwalając jej (w większości katolickiej) załodze na spokojne świętowanie. Oczywiście nie trzeba dodawać, że w obu wrogich armiach bardzo licznym rekrutem byli Polacy. Wtedy to, na przedpolu VI obwodu obronnego, pojawiła się tablica z życzeniami dla załogi twierdzy: „Z całego serca życzymy Wam wszystkim dzielni obrońcy Przemyśla spokojnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Pokój, pokój na ziemi wszystkim ludziom dobrej woli. Niech Bóg spełni Wasze pragnienia – szczerze życzą oficerowie i żołnierze baterii nr 5, 10 Brygady Artylerii!”.

Jak podaje inna relacja, na następnym odcinku zasieku z drutu kolczastego sołdaci rosyjscy zawiesili kolejny transparent: „Niemcy, Węgrzy, Słowianie, Włosi, każdej nacji jej także należącej, nie jesteśmy waszymi wrogami: jesteście dzielnymi żołnierzami! Życzymy Wam dobrych Świąt Bożego Narodzenia! Pokój! Pokój! Pokój!”.

W tym świątecznym czasie pojawiło się też wiele poselstw carskiej armii z życzeniami i prezentami do dowódców poszczególnych jednostek austro-węgierskiej twierdzy, która tak naprawdę była polskim miastem. W odpowiedzi na takie zachowanie podkomendnych cara komendantura Twierdzy postawiła na ziemi niczyjej choinkę, pod którą znalazły się prezenty dla oblegających.
13 dni później, gdy nadszedł czas świąt prawosławnych, twierdza kurtuazyjnie wstrzymała ostrzał. Jeden z uczestnik walk pod Twierdzą Przemyśl tamtego roku zapisze w swoim pamiętniku: „Te święta (…) będziemy pamiętać jeszcze przez wiele lat”.

Poprzedni artykułZełenski przekonał Amerykanów. Waszyngton przekaże Ukrainie dziesiątki miliardów dolarów
Następny artykułGigantyczne kwoty tracimy na uniotransferach