Ukraina od lat pozostaje czołowym europejskim i – w przypadkach wielu gatunków – światowym producentem zbóż. Spowodowane wojną problemy z ich produkcją i eksportem wprawiły rynki w panikę. I słusznie, bo rosyjska inwazja powoduje realne perturbacje na całym niemal świecie. Czy to się nam podoba, czy nie – ukraińskie zboże stało się dziś jednym z kluczowych elementów rozgrywki, która w ostatnich miesiącach nabrała prawdziwie globalnego wymiaru.

652234/Pixabay

Trwa prawdziwa wojna o ukraińskie zboże. Z jednej strony konfliktu znajduje się Rosja, która świadomie szantażuje świat realną wizją pogłębienia się kryzysu żywnościowego. Jak zauważył w ostatnich dniach szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken, Putin z pełną świadomością „eksportuje” głód poza granice Ukrainy, napędzając spiralę kryzysu choćby w – znajdującej się i tak w trudnej sytuacji – Afryce.

Działania takie jak kradzieże zboża, niszczenie jego magazynów, blokowanie transportów z czarnomorskich portów, zaminowywanie pól, wyniszczanie infrastruktury rolniczej, uprowadzenia rolników, zajmowanie gospodarstw czy bombardowanie maszyn rolniczych obliczone są na zrzucenie z rosyjskich barków odpowiedzialności za globalny kryzys. Putin umywa dziś ręce, wykorzystujące świat do realizacji swoich celów na Ukrainie.

Łakomy handlowy kąsek

Skradzione Ukraińcom zboże regularnie trafia na terytorium Federacji Rosyjskiej, skąd wysyłane jest – jako zboże rosyjskie – do kontrahentów agresora. Rosja, której budżet potężnie nadszarpnięty został inwazją, szuka pieniędzy i nikogo nie powinno to dziwić. Z drugiej jednak strony także Rosjan dziwić nie powinno ostrzeżenie, które amerykański Departament Stanu rozesłał do grupy czternastu państw będących aktywnymi importerami rosyjskich zbóż.

Mowa tu głównie o krajach Afryki i Azji. „New York Times” wskazał tu na Turcję, Kenię, Pakistan, Bangladesz, Tanzanię czy Sri Lankę. Ostrzeżenie z USA nie ma charakteru przymusu, bo i trudno mówić o takowym w kontekście państw tak głęboko dotkniętych kryzysem żywnościowym. Szczególnie kraje Afryki głośno podkreślają, że nie odrzucą możliwości importu rosyjskiej żywności, ponieważ wprost nie pozwala im na to trudna sytuacja gospodarcza.

Szacuje się, że to właśnie do Afryki trafić może gros z ponad 500 tysięcy ton zrabowanego ukraińskiego zboża. Jego cena nie powinna być zaporowa, co dla Afryki Wschodniej stanowić może nie lada gratkę. Szczególnie intratnym kierunkiem dla Rosji okazać się może tak zwany Róg Afryki, na którym znajdują się biedne Somalia i Kenia. Sytuacja w regionie jest o tyle trudna, że głód w ostatnich miesiącach spotęgowała tam tegoroczna susza, która zabrała regularny dostęp do żywności niemal 20 milionom ludzi. Tymczasem Rosja i Ukraina w ostatnich latach odpowiadały za około 40 procent afrykańskiego importu pszenicy – kluczowego dla regionu zboża.

Czarnomorski kataklizm?

Jak podkreśla dziś Ukraina, obecnie w czarnomorskich portach przetrzymane jest między 22 a 25 mln ton zboża. To jednak nic w kontekście tegorocznych żniw, które już niedługo rozpocząć powinny się, a które znacznej mierze przeznaczone powinny być właśnie na eksport. Na poniedziałkowej konferencji prasowej prezydent Zełenski przedstawił szacunki ministerstwa rolnictwa, według których już jesienią – zakładając, że do tego czasu statki nie zostaną uwolnione – w ukraińskich portach utknąć może nawet 75 mln ton zboża.

Z tego też tytułu Ukraińcy wciąż apelują o kolejne dostawy broni, które dałyby szansę na podjęcie realnej walki o wyswobodzenie portów na Morzu Czarnym. Wciąż prowadzone są także negocjacje ze stroną brytyjską, która rozważa możliwość zbrojnej eskorty ukraińskich statków. Jednak nawet gdyby Wielka Brytania zdecydowała się na ten heroiczny – choć podyktowany także względami ekonomicznymi – ruch, nadal kłopotliwa pozostawałaby tu kwestia turecka. Prezydent Erdogan nie jest bowiem szczególnie chętny do udostępnienia kontrolowanych przez Turcję szlaków żeglugowych.

Niewiele dają doceniane przez Ukraińców transporty zboża drogą lądową, w których pomagają Polska, Rumunia czy Litwa. Ukraina jest czołowym europejskim eksporterem zbóż, ale transport z tego kraju odbywa się w ogromnej większości właśnie drogą morską.

Już dziś sytuacja na rynkach światowych wywindowała ceny pszenicy do rekordowych poziomów, ale widmo braku dostaw w drugiej połowie roku może doprowadzić do potężnego w skutkach kryzysu, którego finałem będą niespotykane dotąd cen zbóż, skutecznie odcinające od dostaw najbiedniejsze państwa świata. Co kraje te zrobią w kontekście tak realnego widma głodu?

Poprzedni artykułEuroparlament zdecydował – czas żegnać się z autami spalinowymi!
Następny artykułOECD nie ma dobrych wieści dla Polski. Konsumpcja będzie hamować