Fot. Pixabay

Przypomnijmy: uchwała zakazywała sprzedaży i udostępniania w mieście plastikowych toreb. Wałbrzych w skali polskiej w ogóle jest liderem ekologicznych inicjatyw. Jeszcze w maju ub.r. zakazał używania jednorazowych, plastikowych opakowań oraz naczyń i sztućców w instytucjach miejskich. Zakaz objął szkoły, biblioteki, Starą Kopalnię, budynki Urzędu Miejskiego, a nawet Zamek Książ. Poszło na ostro: sprzedaż, a nawet posiadanie plastiku jednorazowego, byłoby w niektórych obszarach miasta działaniem nielegalnym i karanym, co brzmi jak wypowiedzenie wojny… narkotykom.

Również Legnica ma za sobą kampanię pod hasłem „Zrywam z plastikiem”. Chodziło o to, by legniczanie nie używali „jednorazówek”, w tym reklamówek, słomek, kubków jednorazowych, czy butelek. Przy tej okazji powstały: dedykowana projektowi zakładka na portalu miejskim, grupa na Facebooku oraz spot promocyjny.

Z kolei zeszłoroczna kampania „Gdańsk bez plastiku” obejmowała m.in. „ekologiczne” konkursy plastyczne dla uczniów, pilotażowe projekty dla rodzin, które chcą zmienić swoje nawyki i wyeliminować plastik z użycia, konkursy w mediach społecznościowych czy pikniki dla mieszkańców.

Także Kraków podjął uchwałę pod hasłem „Kraków bez plastiku”, eliminując „jednorazówki” z samorządowych instytucji.

Toniemy w śmieciach

Organizacja Seas at Risk szacuje, że w 2017 r. (ostatnie dostępne dane) zużyliśmy w Unii Europejskiej 46 mld butelek plastikowych, 16 mld jednorazowych kubków, 580 mld papierosów, 2,5 mld opakowań na wynos i 36,4 mld słomek do picia. Na jednego mieszkańca to: 33 butelki, 26 kubków, 1,4 tys. papierosów, 62 opakowania i 3 słomki. Co roku wyrzucamy średnio: 80 kg jedzenia, blisko 50 kg papieru, 20 kg szkła, ok. 10 kg metalu. Surowce wtórne takie jak papier, tworzywa sztuczne, szkło, metale, tekstylia stanowią ok. 30 proc. odpadów, biorąc pod uwagę ich masę. Te z tworzyw sztucznych i metali trafiają do sortowni. Tam są przerabiane i znowu… odtwarzane. Po drodze zarabia na nich cały ciąg firmowych podwykonawców, również przyczyniając się – jakby nie było – do wzrostu PKB.

Światowa produkcja tworzyw sztucznych, a co za tym idzie odpadów, wzrosła z 1,5 mln ton w 1950 roku do 322 mln ton w 2015 roku. Eksperci szacują, że produkując i spalając tworzywa sztuczne, „dokładamy” do ok. 400 mln ton emisji CO2. Szczególnie słabo to wygląda w mniej zamożnych krajach, takich jak Polska. W Europie odzyskuje się energię z odpadów w 40 proc. W Polsce nie jest to nawet 20 proc. Składuje się w naszym kraju prawie 60 proc., natomiast w UE średnia już poniżej 40 proc. Ale i w Polsce pojawiają się inicjatywy produkowania energii z odpadów. Jedna z polskich firm przerabia te, których nie chcą brać firmy recyklingowe: z warstwą aluminium, nadrukami, opakowania po chemii gospodarczej, olejach mineralnych, czy pochodzące z worków na śmieci, kubłów, rozbiórki samochodów. Są to tworzywa chemicznie podobne do ropy naftowej, benzyny i innych paliw płynnych, a przy tym posiadające znaczącą wartość energetyczną. Można z nich wyprodukować benzynę i olej napędowy. I można… dalej zanieczyszczać środowisko. Tyle że dziś jeszcze w nieco bardziej niż inne, akceptowanej formie, czyli spalin wydostających się z rury wydechowej.

Unia przeciw tworzywom

Unijna tzw. dyrektywa plastikowa ma ograniczyć negatywny wpływ niektórych jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko. Zacznie działać za rok, od wiosny 2021 r. Zakazane będą jednorazowe słomki i mieszadełka do napojów, widelce, noże, łyżki, łyżeczki, popularne pałeczki używane do grzebania w uszach, a także talerze i patyczki do balonów. Po wdrożeniu dyrektywy w poszczególnych krajach, nie będzie ich można kupić. Co do kubełków na żywność i kubków i innych tego rodzaju pojemników, Bruksela zaleca rzadsze z nich korzystanie. Licząc zapewne na wzrost świadomości producentów i konsumentów.

Od 2025 r. jednorazowe butelki plastikowe będą w 1/4 musiały składać się z przetworzonego plastiku, od 2030 r. poziom ten podniesie się do 1/3. W 2025 r. do selektywnej zbiórki ma trafiać 77 proc. butelek, od 2029 r. – już 90 proc. Producenci plastiku, opakowań do żywności i napojów, lekkich toreb plastikowych i wyrobów tytoniowych z filtrem, poniosą koszty zbierania, transportu odpadów, edukacji ekologicznej itp.

Ruch po stronie producentów

Jak jednak podaje Eurostat, zaledwie 30 proc. wszystkich wytworzonych odpadów z tworzyw sztucznych jest zbieranych do recyklingu. Reszta jest składowana lub spalana. Połowę wywozi się teoretycznie do krajów spoza UE i lepiej nie wyobrażać sobie nawet, co z dalej z nimi się dzieje. Teoretycznie, bo potrafią trafiać, rzecz jasna za odpowiednim „wynagrodzeniem”, także do mniej zamożnych krajów UE, takich jak np. Polska, czy Rumunia. – Recyklingiem rządzą prawa rynku. Firmom zajmującym się przetwarzaniem odpadów musi się to opłacać. Nie każdy plastik będzie oznaczał dla nich zysk. – mówi prof. Agnieszka Generowicz z Politechniki Krakowskiej. Dlatego, nie oszukujmy się, wiele odpadów nigdy nie zostanie wtórnie użyte. Spłoną, trując. Plastiku nie można przetwarzać w nieskończoność. Każdy cykl „obniża” jego jakość i wreszcie i tak kończy na składowiskach lub w spalarni.

Należy wyartykułować wreszcie bolesną prawdę. Pomimo wysiłków proekologicznych, stopniowego wzrostu świadomości konsumentów, zakazów i nakazów, niewiele z tego będzie, zanim to sami producenci nie znajdą opłacalnego dla siebie sposobu na alternatywne pakowanie. Warto podpowiadać im takie rozwiązania.