Ukraina jest polem walki Rosji z Zachodem. Ostatnie wydarzenia pokazują, że sankcje Zachodu na Rosję, a szczególnie odcięcie od systemu finansowego SWIFT, mogą zrujnować rosyjską gospodarkę, mimo ogromnych rezerw walutowych, jakimi dysponuje ten kraj. Najwięcej zyskają na tym Chiny, jedyny kraj, który może zapewnić kroplówkę rosyjskiej gospodarce. To tam Putin pojedzie żebrać o pieniądze, a Chińczycy tylko na to czekają, żeby połknąć gospodarczo i finansowo osłabionego i izolowanego sojusznika.

Chińska postawa wobec konfliktu na Ukrainie ewoluuje i zdaje się sprawiać wrażenie niekonsekwentnej, jest wieloaspektowa, pokazuje jednak strategiczne cele Pekinu. Dostosowuje się do zmieniającej się sytuacji międzynarodowej i realnej sytuacji na froncie ukraińskim, dlatego warto się temu stanowisku przyglądać.

Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ Chiny, wspólnie z Indiami i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, wstrzymały się od głosu w sprawie rezolucji potępiającej agresje Rosji na Ukrainę, co jest postrzegane jednak jako zdystansowanie się od Rosji.

Chińska niejednoznaczność

Z jednej strony kraj ten nie chce potępić inwazji Rosji na Ukrainę i nazwać ją „inwazją”, a także przystąpić oficjalnie do zachodnich sankcji, które krytykuje jako jednostronne. Chiny nie chcąc dobijać Rosji, bo jest ona ich politycznym sojusznikiem, jednocześnie obawiają się, że Zachód potraktuje je, jako kraj wspierający Putina, co może odbić się na ich gospodarce, czego nie chcą. Zachód gospodarczo jest dla Chin istotniejszy niż Rosja.

Chiny sprawiały początkowo wrażenie usprawiedliwiania rosyjskiej agresji, choć kilka dni przed inwazją szef chińskiego MSZ na Konferencji na temat bezpieczeństwa w Monachium mówił o przywiązywaniu przez Chiny dużej wagi do poszanowania suwerenności państw, w tym także Ukrainy. Dużo mówiły o dialogu i dyplomatycznych rozwiązaniach. Obecnie kraj ten wykorzystuje sytuację do krytyki swojego strategicznego konkurenta – USA i działań NATO. Chiny, jako mocarstwo globalne, postrzega konflikt na Ukrainie z perspektywy swojej rywalizacji z USA.

Z drugiej strony Xi Jinping w rozmowie z Putinem zaapelował do niego o pokojowe zakończenie konfliktu i mówił mu, by „odszedł od zimnowojennej” mentalności. Patrząc realnie, nacisk Chin dotycząca konfliktu na Ukrainie może być dla Putina kluczowy, a nawet ważniejsza niż sankcje Zachodu. Pogarszanie się pozycji chińskiego biznesu w kontekście działań na Ukrainie będzie skutkowało zwiększeniem nacisku na Moskwę, by zakończyła konflikt, a ta pozostając izolowana, będzie musiała wziąć to pod uwagę.

Z kolei największe chińskie banki, co zostało przyjęte na Zachodzie z zadowoleniem, zapowiedziały nierealizowanie transakcji z rosyjskimi podmiotami, ale … jedynie w dolarze, co nie dotyczy transakcji w juanie. Jednocześnie chińskie władze mówią, że prowadzą z Rosją normalne relacje handlowe.

Wygląda więc na to, że Chiny myślą o konflikcie na Ukrainie przede wszystkim w kategoriach korzyści gospodarczych (Ukraina jest ważnych punktem Nowego Jedwabnego Szlaku, a od 2019 r. najważniejszym jej partnerem gospodarczym są Chiny) i swojej pozycji w relacjach z Zachodem po zakończeniu konfliktu.

Chiny czekają na wykrwawienie się Rosji

Chińczycym nie chcąc potępić inwazji Putina na Ukrainę (ale jednocześnie jej bezpośrednio nie popierając), sprawiły, by myślał, że ma plecy. Liczą teraz na to, że Rosja z czasem wykrwawi się gospodarczo, dzięki zachodnim sankcjom i odcięciu od systemu SWIFT. A potem zjedzą osłabionego sojusznika, który przyjedzie do Pekinu żebrać o wsparcie. Już dziś wiele rosyjskich podmiotów, w obliczu izolacji przestawiło się w rozliczeniach na juana, a wobec wycofania się z Rosji zachodnich operatorów kart płatniczych, ich miejsce zajęli chińscy odpowiednicy. Mówi się także o zamiarach wykupie udziałów w Gazpromie i innych rosyjskich spółkach energetycznych udziałów przez chińskie firmy.

Już od jakiegoś czasu gospodarka rosyjska jest silnie zintegrowana z chińskim systemem bankowym i finansowym. Wojna na Ukrainie może ten proces przyspieszyć i pogłębić. Jednak „sojusz” chińsko-rosyjski to porozumienie nierówne. Różnica w PKB i ludności między Chinami i Rosją to 9 do 1, a konflikt z Ukrainą jeszcze bardzie osłabi w tych relacjach Rosję. Różnice widać też w obrotach handlowych. Dla Rosji handel z Chinami stanowi ok. 23 proc. obrotów, a dla Chińczyków handel z Rosją to jedynie 2 proc.

Dla Chińczyków niepotępianie Rosji oczywiście jest także pułapką, o czym wiedzą, bo ich kiedyś także mogą dotknąć podobne sankcje Zachodu, ale liczą, że będą wtedy silniejsi i odporniejsi i będą mieli przy sobie zwasalizowaną Rosję, co uznają za istotniejsze.

Ameryka przed dylematem

Wygląda na to, że inwazja Rosji na Ukrainie oznacza także pewne rozstrzygnięcia geopolityczne dla USA i Chin. Zamyka ona możliwość przeciągnięcia przez USA Rosji do antychińskiego sojuszu w nieodległym czasie (a może nawet ostatecznie), a właśnie Rosja byłaby w nim kluczowa.

USA stoją więc przed dylematem swojego zaangażowania w świecie. Pacyfik i chińskie wyzwanie są dla nich kluczowe, bo są potęgą morską i jej utrzymanie gwarantuje obecną pozycję światową. Ale eskalacja napięcia w Europie może oznaczać konieczność utrzymania silnej obecności USA na Starym Kontynencie (co jest w polskim interesie), bo Europa nie stanowi realnej siły wobec Rosji i nie ma chęci się jej opierać. Dwa fronty na raz są trudne do utrzymania. Dla Chin z kolei eskalacja sytuacji w Europie oznacza odciągnięcie uwagi USA od Pacyfiku.

Konflikt na Ukrainie pokazuje też jedną ważną rzecz: Zachód, mimo wszystkiego, co się mówi, pokazał ostatecznie swoją jedność, mimo początkowych podziałów w kwestii zakresu sankcji na Rosję i wsparcia dla Ukrainy. Duża tutaj zasługa aktywności naszego kraju. Konflikt zjednoczył także w niespotykany sposób Ukraińców, dzięki czemu dał im motywację do walki.

Poprzedni artykułNie bojkotujcie Żubrówki! Już nie jest rosyjska, tylko nasza
Następny artykułMagazyn FPG – #2/2022