fot. Facebook

Kiedy rodzina Biernackich, jeszcze w 1996 r., podpisała umowę z Fundacją Wystawy Warszawa Walczy 1939–1945 r., stała się użytkownikiem wieczystym dwóch zabytkowych rotund, nazywanych przez mieszkańców stołecznej dzielnicy Wola „Wolskim Koloseum” lub „Wolskimi Rotundami”. Niegdyś znajdowały się w nich zbiorniki z gazem dla Warszawy, teraz pozostały nadal imponujące, ceglane budowle. Tym samym nadzieja, że znalazł się ktoś, kto zrewitalizuje XVIII-wieczny zabytek przy ul. Prądzyńskiego 14a w Warszawie, przywracając mu pełnię blasku, przy zachowaniu jego unikatowego charakteru. Tak miało się jednak nie stać.

Wiele pomysłów, efektów brak?

Pomysł na sposób wykorzystania tych obiektów zabytkowych i reszty terenu zmieniał się z biegiem lat. Na wszystkie inicjatywy Biernackich ma istnieć obszerna dokumentacja. W marcu 2003 r. zobowiązali się oni do udostępnienia Miastu st. Warszawa jednego obiektu i części nieruchomości na potrzeby mającego powstać w jednej z rotund muzeum Panorama Powstania Warszawskiego. Projekt został, nie z ich winy, zarzucony. Muzeum powstało w innym miejscu.

Biernaccy oraz Fundacja zawarli więc w grudniu 2008 r. ugodę, na mocy której ta druga oświadczyła, że ostatecznie porzuca plany urządzenia wystawy. W zamian za otrzymanie odszkodowanie Fundacja zwolniła wieczystych użytkowników z obowiązku wyremontowania i wyposażenia powierzchni na urządzenie w nim wystawy o powstaniu. Stojący za pięcioosobową rodziną deweloper, Marcin Biernacki, prezes firmy Juma, miał planować potem m.in. adaptację zabytku na apartamentowce i pięciogwiazdkowy hotel.

Zaoponował Burmistrz Dzielnicy Wola, Krzysztof Strzałkowski, twierdząc publicznie, że najchętniej widziałby w tym miejscu centrum kultury, muzeum, albo teatr. Uważał on (i nadal uważa), że użytkownicy wieczyści przez ostatnie 25 lat nie wywiązali się z obowiązku adaptacji i modernizacji zabytkowych zbiorników gazu i nie zrealizowali decyzji stołecznego konserwatora zabytków zalecającego zabezpieczenie zbiorników przed dalszą degradacją. Sprawa trafiła do sądu, gdzie dzielnica Wola walczy o odzyskanie zabytku. W opinii samorządowców „dopiero po podjęciu zdecydowanych kroków przez Stołecznego Konserwatora Zabytków użytkownicy wieczyści podjęli działania zmierzające do niezbędnego zabezpieczenia zabytkowych rotund”.

Spór o mur

Kilka lat później sprawa nabrała nowego rozgłosu. Władze dzielnicy Wola oskarżyły Biernackich o doprowadzenie do zniszczenia murowanego ogrodzenia przylegającego do działki na ul Prądzyńskiego. 28 września 2017 r. niezidentyfikowani sprawcy przewrócili fragment muru. Samorządowcy uważają, że sam w sobie jest on zabytkiem i niekonserwowany przez właścicieli, zawalił się.

Burmistrz Krzysztof Strzałkowski poinformował na Twitterze, że „nadzór budowlany, a także konserwator zabytków zostali już o tym fakcie poinformowani”. W konsekwencji nadzór wezwał Biernackich do wykonania robót zabezpieczających i naprawczych w postaci konstrukcji stabilizującej mur na całej długości od strony ul. Prądzyńskiego. W listopadzie 2017 r. zakończono te prace. Broniąc się przed oskarżeniami o doprowadzenie do zawalenia się muru i odbierając je jako nacisk na wycofanie się z nieruchomości, rodzina Biernackich oskarżyła przed sądem Strzałkowskiego o zniesławienie. Nieprzejednany burmistrz nie uląkł się procesu. Skłonił warszawski ratusz, by wystąpił o rozwiązanie umowy z Biernackimi na drodze sądowej. Uzasadnienie: niewypełnienie jej warunków z 1996 r.

– Kontrola wykazała, że użytkownik wieczysty nie przeprowadził adaptacji budynków, a na terenie nieruchomości nie są prowadzone żadne prace modernizacyjne – tak sytuację postrzega Krzysztof Strzałkowski. Niezmiennie uważa on, że Biernaccy korzystają z gruntu w sposób sprzeczny z jego przeznaczeniem określonym w umowie. Podczas próby ugodowego załatwienia sprawy miała paść od pełnomocnika burmistrza propozycja, aby Biernaccy oddali Miastu Warszawa nieruchomość i wzięli odszkodowanie za to, co do tej pory wykonali. Jednak Miasto nie może zapłacić rekompensaty według wartości rynkowej, bo… po stawkach rynkowych nie zdoła sprzedać tej nieruchomości.

Spór o podatek

Z uwagi na różne interpretacje zapisów umowy z 1996 r. z Fundacją, Biernaccy wszczęli postępowanie administracyjne o ustalenie stawki użytkowania wieczystego uwzględniającej niekomercyjny charakter nieruchomości i przeznaczenie obiektów na cele wyższej użyteczności publicznej. Miasto stanęło jednak na stanowisku, że są oni zobowiązani do płacenia zgodnie ze stawką maksymalną, tj. 3 proc. wartości nieruchomości. Biernaccy wnioskowali o obniżenie opłaty do wysokości 0.3 procent.

Sąd ostatecznie uznał, że może tam być prowadzona dowolna działalność, a zapis umowy użytkowania wieczystego jest zbyt ogólny, by przesądzić tę kwestię. To właściciel może podjąć decyzję, jak nieruchomość ma być użytkowana. Biernaccy złożyli więc w 2011 r. wniosek o podział nieruchomości, co miałoby umożliwić budowę zaplanowanego przez nich Metamuzeum techniki. Postępowanie o podział nieruchomości toczyło się do 24 lipca 2012 r. Zakończone zostało decyzją Ministra Kultury zakazującą dzielenia nieruchomości, w obawie przed niewłaściwym wykorzystaniem zabytkowej budowli, jak uzasadniono.

Projekt Metamuzeum

Projektem społecznie użytecznym, na którym zależało i zależy rodzinie Biernackich jest, jak twierdzą jej pełnomocnicy, projekt Metamuzeum – Centrum Techniki. Podobne istnieje już od kilku lat w Paczkowie, na terenach należących do Biernackich.

Na przestrzeni lat rodzina Biernackich faktycznie poniosła nakłady na utrzymanie użytkowanej nieruchomości. Wyremontowano dach i wieniec, uzupełniając ubytki muru w zbiorniku niższym. Ze względu na wpisanie do rejestru zabytków obu rotund wszelkie prace o charakterze remontowym i konserwacyjnym, wymagają jednak uzyskania pozwolenia na budowę oraz zezwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków. Ich wydanie trwa długo, a nikt nie zainwestuje już prywatnych pieniędzy, gdy sprawa ugrzęzła w sądach a status własnościowy nieruchomości nie jest pewny.

Jeśli strony sporu nie dogadają się, a prezydent Warszawy nie załagodzi sporu, walka o Wolskie Rotundy przed sądami i organami administracji zapowiada się na długie lata. W tym czasie obiekt nie zostanie zrewitalizowany i może zacząć ponownie ulegać degradacji, stając się wyrzutem sumienia samorządowców, którzy przez tyle lat nie potrafią uporać się z tą sprawą.