Fot. Pixabay

Gdy sklepy wielkopowierzchniowe (w tym markety budowlane oraz wiele punktów handlowo-usługowych w galeriach handlowych) normalnie działały, a część działa nadal w najlepsze, korzystając z różnych preferencji, bazary – stanowiące niejednokrotnie źródło utrzymania dla wielu polskich rodzin – zamykano. A są to miejsca miejsce, gdzie Polacy mogą kupić wypróbowaną w praktyce, bo przez własne kubeczki smakowe, żołądki i organizmy – żywność.

Na targowiskach nabywamy towary dodatek często taniej niż w sklepie, bo produkt kupiony bezpośrednio od producenta, bez naliczonych marż pośredników oraz opłat czynszowych za lokal, opłat za wystawienie na supermarketowej półce, musi być tańszy od sklepowego. I najczęściej jest.

W opinii Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, polskie przepisy dotyczące wytwarzania i sprzedaży żywności z własnego gospodarstwa, są najbardziej rygorystyczne w całej Unii. Są to wyłącznie nasze rodzime wymysły biurokratyczne. Gdy polski rolnik wytworzone w gospodarstwie produkty musi odsprzedać pośrednikom, oznacza to dla niego mniejszy zysk a dla nas, konsumentów wyższą cenę.

Kupowanie od rolnika jest bezpieczne

Oczywistym jest też dla każdego normalnie myślącego, że handel na powietrzu jest znacznie bezpieczniejszy pod kątem zagrożenia koronawirusem niż w zamkniętych powierzchniach hipermarketów, nawet przy panujących w nich obostrzeniach. Jeśli w Grecji, czy nawet we Włoszech, w sprzedaży bezpośredniej może być 30 proc. i więcej produkcji, a w Polsce szacuje się, że jest to kilkanaście procent, to widać, że rezerwy są tu ogromne. Rolnicy mogą też sprzedawać swoje produkty we wspólnie tworzonych sklepikach, do czego gorąco ich namawiamy. W niektórych niemieckich landach oraz w Szwajcarii nie jest nawet konieczna dodatkowa rejestracja i nie ma szczególnych wymagań weterynaryjno-sanitarnych. Ale to już jest daleko posunięty liberalizm, którego wielu może nie podzielać, niemniej pokazuje pewien kierunek myślenia.

Sanepid nie powinien więc zamykać targowisk, tylko sprawdzać, czy rolnicy sprzedają zgodnie z przyjętymi zasadami określonymi kryzysowymi ustawami i rozporządzeniami oraz normami higieny. Podstawowa zasada to jednak: to wytwórca jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo

sprzedawanej żywności.

– Taki był nasz postulat do Sanepidu, zamiast zamykać bazary to podpowiedzieć zarządcom, w jaki sposób mogą podwyższyć poziom bezpieczeństwa dla kupujących – mówi Michał Kołodziejczak, kierujący prokonsumencką i propolsko zorientowaną organizacją Agrounia.

Samorządy zareagowały panicznie

W połowie marca, w związku z epidemią koronawirusa, wiele miast, powołując się na decyzje Sanepidu, zdecydowało się na zamknięcie targowisk, niektóre zrzucając to działanie na wojewodów.

– W celu wdrożenia zaleceń służb sanitarnych związanych z rozprzestrzenianiem się koronawirusa od soboty, 14 marca, zamknięte będą: miejskie targowisko przy ul. H. Sienkiewicza oraz targowisko przy ul. Płońskiej 28. Hala Targowa „Bloki” będzie otwarta – oznajmił wówczas ciechanowski Urząd Miasta.

Podobnie zrobiły władze np. Pruszkowa oraz Kalisza. Także Warszawa rozważała taki ruch. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski ustosunkował się do tej sprawy dość późno, niemniej – jak wynika z naszych informacji – zajął stanowisko pro targowiskom i bazarom na wolnym powietrzu, oczywiście z zachowaniem ścisłych norm bezpieczeństwa epidemiologicznego.

Jak rozpoznać polski produkt w markecie?

Jeśli już idziesz do hipermarketu, zamiast do osiedlowego, czy wioskowego sklepiku, i zależy ci na zakupie w stu procentach polskiego produktu, bądź ostrożny przy podejmowaniu decyzji zakupowej na podstawie prefiksu „590”. Sprawdź dane adresowe firmy i poszukaj na opakowaniu informacji o miejscu produkcji, które producent mógł dodatkowo podać. Produkt 590 daje jakąś wskazówkę, ale oznacza ona tyle, że jest on produktem krajowym, wyprodukowanym w Polsce albo jedynie importowanym i dystrybuowanym w kraju. Firma go sprzedająca niekoniecznie też jest własnością polskiego kapitału w całości lub w części.
Przy tym istnieją produkty, których wyprodukowanie w Polsce nie jest z oczywistych względów możliwe, na przykład owoce egzotyczne, banany, pomarańcze, kiwi itd.

Także napis „Produkt polski" może wprowadzić konsumenta w błąd, bo z informacji tej nie wynika, czy chodzi tu o surowce polskie, przedsiębiorcę polskiego, polskich pracowników, miejsce wytworzenia, czy o wszystkie te czynniki razem.

Ostrożnie też z towarami sygnowanymi logo "Teraz Polska". Wśród laureatów tego konkursu znajdują się firmy z udziałem kapitału zagranicznego, prowadzące produkcję na terenie Polski, na przykład wytwórca jednego z popularnych jogurtów.

Użyteczna i godna zaufania jest natomiast aplikacja Pola, którą można zainstalować na smartfonie – nie zajmuje dużo pamięci. Przekazuje ona informacje o producencie konkretnego produktu. Wystarczy zeskanować kod kreskowy z opakowania dowolnego produktu – jeśli tylko jest on umieszczony w bazie danych – i szybko można szybko dowiedzieć się, czy dany producent produkuje w Polsce, prowadzi badania i rozwój w Polsce, zy jest zarejestrowany u nas w kraju, czy jest częścią zagranicznego koncernu, a jeśli tak, to jak wysoki jest udział polskiego kapitału w danym przedsiębiorstwie. Aplikację, prostą w obsłudze, można pobrać z Google Play, App Store i Windows Store. Inne aplikacje pełniące tego rodzaju funkcje to: WspieramRynek.PL oraz Polskie Marki itd.

Wiele osób wyrabia już w domach własne produkty. Wypieka chleb, bułeczki, robi wędliny. Gdy już kupujemy, starajmy się wybierać i kupować polskie produkty, by wesprzeć naszych rolników i producentów żywności. W tym trudnym, kryzysowym czasie jest to bardzo istotne nie tylko dla nich, ale i dla nas samych.