Przedstawiciele tych wolnych zawodów, które od 2021 roku będą mogły korzystać z opodatkowania ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, którzy dziś prowadzą działalność w formie spółki komandytowej, nie będą mogli uciec na ryczałt przed opodatkowaniem CIT.

Wśród przedstawicieli wolnych zawodów dużym powodzeniem cieszyło się dotychczas prowadzenie działalności w formie spółek komandytowych. Dotyczy to w szczególności prawników, biegłych rewidentów, doradców podatkowych, czy też księgowych. Ta forma działalności od połowy 2021 roku przestanie być jednak opłacalna z uwagi na planowane zmiany w przepisach podatkowych, czyli projekt uznania spółek komandytowych za podatników CIT. Kłopot z tym opodatkowaniem jest taki, że mimo przewidzianego w nim częściowego zwolnienia (do 50 proc. zysków, nie więcej jednak niż 60 tys. zł) podatek płacony jest dwukrotnie. Raz przez spółkę, drugi raz przez wspólnika w momencie wypłaty zysku. Dziś wspólnicy płacą podatek tylko raz, bo spółka nie jest podatnikiem i podatku nie płaci.

Projekt zmiany został już przyjęty przez rząd i zakłada opodatkowanie takich spółek CIT-em od stycznia przyszłego roku. Ostatnio minister finansów zapowiedział jednak przesunięcie daty wejścia tych przepisów w życie na połowę 2021 roku. Daje to podatnikom dodatkowy czas na przeprowadzenie odpowiednich zmian, również w zakresie formy prowadzenia działalności.

Podatkowe uderzenie w spółki komandytowe

W 2021 roku, poza opodatkowaniem CIT-em spółek komandytowych, nastąpić mają także inne ważne zmiany podatkowe, w tym m.in. zmiany w podatku zryczałtowanym (ryczałt od przychodów ewidencjonowanych). W przeciwieństwie do zmian planowanych w obszarze CIT i PIT, zmiany te wydają się korzystne. Przede wszystkim z 250 tys. do 2 mln euro wzrosnąć ma, od 1 stycznia 2021 roku, limit przychodów uprawniający do płacenia podatku dochodowego w tej formie (prawo do ryczałtu traci się po jego przekroczeniu).

Równocześnie obniżone zostaną stawki tego podatku. Co jednak ważniejsze, poważnie zmienia się zakres wolnych zawodów, które będą mogły korzystać z tej formy opodatkowania od przyszłego roku. Znajdą się wśród nich m.in.: prawnicy, doradcy podatkowi, biegli rewidenci i księgowi, którzy obecnie z tej formy opodatkowania korzystać nie mogą. Co więcej, od 1 stycznia 2021 roku obniżona miałaby też zostać (z 20 do 17 proc.) stawka ryczałtu dla wolnych zawodów. Trzeba jednak pamiętać, że jest to stawka stosowana od przychodów, a nie od dochodu, jak w przypadku PIT.

Kusząca perspektywa ucieczki na ryczałt

Wiele osób może zatem uznać, że częściowym rozwiązaniem problemu z podwójnym opodatkowaniem wspólników spółek komandytowych jest ucieczka z PIT na ryczałt. Niestety, nie jest to możliwe bez dokonania przekształcenia spółki.
Przedstawiciele tych wolnych zawodów, które od 1 stycznia 2021 roku będą mogły korzystać z opodatkowania ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, a którzy dziś prowadzą działalność w formie spółki komandytowej, nie będą mogli uciec na ryczałt przed opodatkowaniem CIT-em. A to dlatego, że ustawa o zryczałtowanym podatku dochodowym przewiduje, że z tej formy opodatkowania mogą korzystać wyłącznie podatnicy prowadzący swoje biznesy w formie firm jednoosobowych, spółek cywilnych osób fizycznych, spółek jawnych osób fizycznych oraz przedsiębiorstwa w spadku. Przepis ten w 2021 roku się nie zmieni. Dlatego wspólnicy spółek komandytowych nadal będą opodatkowani PIT-em albo według skali podatkowej, albo też tzw. podatkiem liniowym (jednolitą stawką 19 proc.). Chyba, że przekształcą spółkę w np. spółkę jawną lub cywilną. Trzeba jednak pamiętać, że w takim przypadku zmienia się zakres odpowiedzialności wspólników.

Prościej nie zawsze oznacza taniej

Należy także pamiętać, że opodatkowanie ryczałtem nie zawsze jest korzystniejsze od opodatkowania PIT-em, nawet wówczas, kiedy jest ono możliwe. W praktyce opłaca się to jedynie wtedy, gdy podatnik ma niewielkie możliwości zaliczania ponoszonych przez siebie wydatków do kosztów podatkowych.
Jeśli przedstawiciel wolnego zawodu ma np. 250 tys. zł przychodów rocznie i 100 tys. zł kosztów, to przy liniowym PIT (19 proc.) zapłaci ok. 28,5 tys. zł podatku. Gdyby płacił ryczałt (17 proc.) byłoby to już 42,5 tys. zł rocznie. W takim przypadku, aby liniowy PIT wyniósł więcej niż ryczałt, koszty podatnika musiałyby być niższe niż 26,5 tys. zł rocznie, czyli około 2200 zł miesięcznie. To niewiele, jeśli zważyć, że już samo leasingowanie samochodu, to koszt od kilkuset do ponad 2 tys. zł (i to przy tańszych i średnich klasach aut). A przecież dochodzą jeszcze takie koszty jak internet, telefon, koszty biurowe i samego biura (nawet jeśli wykorzystywane jest do tego mieszkanie).

Jak z tego wynika, warto zatem dokładnie przemyśleć, czy ucieczka na ryczałt w ogóle się opłaca. Jedynym zyskiem może bowiem okazać się uproszczona księgowość, a głównym beneficjentem zmiany będzie nie podatnik, ale fiskus.

Ryczałt ograbi samorządy z pieniędzy

Na zakończenie, warto jeszcze zauważyć, że rozszerzenie zakresu opodatkowania ryczałtem nie bardzo podoba się samorządom. Musimy bowiem pamiętać, że samorządy mają dziś swój udział we wpływach z CIT i PIT, które stanowią poważną część ich budżetów. Jeśli duża część podatników zdecyduje się na zmianę formy opodatkowania i przejdzie z PIT na ryczałt, to strumień pieniędzy płynący do samorządów zostanie poważnie uszczuplony. Gminy nie mają bowiem swojego udziału we wpływach z ryczałtu. Wygląda zatem na to, że rząd znalazł sprytny pomysł, aby pod pretekstem zmian korzystnych dla podatników, zaoszczędzić na samorządach i zostawić więcej środków w budżecie centralnym.