fbpx
wtorek, 18 czerwca, 2024
Strona głównaBiznesWszyscy są podejrzani, więc państwo coraz częściej chce inwigilować przedsiębiorców

Wszyscy są podejrzani, więc państwo coraz częściej chce inwigilować przedsiębiorców

Administracja państwowa ima się coraz to nowszych sposobów monitorowania i szykanowania działalności przedsiębiorców.

Zupełnie nie dziwi protest Rady Przedsiębiorczości, która zaapelowała do rządu o wycofanie się z nowego prawa, które dostarczyłoby podstaw do prześwietlania i terroryzowania przedsiębiorców. Prawa, które z łatwością (i z pewnością!) stałoby się pretekstem do wkraczania w obszary zastrzeżone jako domena wolnej działalności gospodarczej. Chodzi zwłaszcza o propozycję zapisu art. 39 projektowanej nowelizacji ustawy o biegłych rewidentach, audytorach i nadzorze publicznym. Ten artykuł miałby zobowiązać audytorów badających księgi finansowe firm do przekazywania wszelkich informacji na temat zleceń, wykonywanych usług atestacji i wielu innych powiązanych z nimi działań do nowego, centralnego organu – Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego (tym razem pozbawionej w nazwie określenia „narodowej”).

Inwigilacja prewencyjna?

Administrację rządową interesują wszelkie inne dane, więc i te na temat tzw. podmiotów trzecich współpracujących z przedsiębiorcami, pozyskiwane np. w czasie badania sprawozdań finansowych przedsiębiorstw. Także i inne informacje, objęte tajemnicą handlową i bankową, co stanowi już zupełną aberrację. Jak się okazuje – bo wynika to wprost z projektowanych zapisów ustawowych – obszary, które interesują państwo w kontekście działalności przedsiębiorców na wolnym (podobno) rynku, dotyczyć mają także rozwiązań i technologii objętych ochroną patentową i analizy ryzyka. Mało tego! Dotyczyć mogłyby też strategii i planów rozwoju firmy oraz dotyczące kontrahentów, klientów i kooperantów, struktury właścicielskiej i kapitałowej firm itd. Zatem państwo chce „wnikać” w niemal wszystko. Główny ciężar argumentacji stojącej za taką inwigilacją spoczywa w zapewnieniu, że nie chodzi o nic innego, jak o eliminowanie – najlepiej zawczasu – gospodarczej przestępczości.

Na rzecz szeregu służb

Słuszne oburzenie i obawy, także środowiska przedsiębiorców, wzbudził procedowany w Sejmie na początku tego roku projekt nowej ustawy Prawo komunikacji elektronicznej. Obowiązujący katalog podmiotów zobowiązanych do gromadzenia informacji o komunikacji użytkowników w przestrzeni internetowej miałby zostać jeszcze poszerzony o państwowe służby typu policja i służby specjalne. W opinii polityków Konfederacji, którą można odnaleźć na Twitterze „rząd PiS szykuje totalną inwigilację w internecie!”.

Czy i na ile jest to przesadne stwierdzenie, trudno jednoznacznie rozstrzygnąć bez zbadania realnych możliwości państwa do podejmowania w tym zakresie skutecznych działań. Niemniej oznaczałoby to uchylenie kolejnej furtki do totalnej kontroli państwa – nie tylko nad życiem gospodarczym, ale w ogóle całym życiem społecznym. Obowiązek tzw. retencji danych (czyli przechowywania ich przez jeden rok na potrzeby różnych służb), który obecnie dotyczy firm telekomunikacyjnych, miałby objąć wiele dodatkowych podmiotów, m.in. firmy oferujące usługi e-mail, czaty czy komunikatory. Jak wiadomo (bądź łatwo się tego domyśleć) operatorzy ci posiadają nie tylko informacje do kogo dzwoniliśmy, czy kto do nas dzwonił, czy też gdzie w jakim czasie przebywaliśmy, ale wiele innych, które można pozyskać choćby przez zestawianie ze sobą różnych rekordów (z czym coraz lepiej radzi sobie AI).

Największe emocje wzbudził projektowany art. 43 oraz art. 47 nowelizowanej ustawy telekomunikacyjnej. Artykuł 43 projektu jest bowiem mocno niejasny. Stanowi, że „przedsiębiorca komunikacji elektronicznej (…) jest obowiązany do zapewnienia warunków technicznych i organizacyjnych dostępu i ‘utrwalania’ przez dziewięć państwowych służb (w tym policję, ABW i CBA) komunikatów elektronicznych przesyłanych w ramach świadczonej publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej”, a także wielu danych abonentów związanych z tymi komunikatami, m.in. numeru i danych lokalizacyjnych. Po pierwsze stoi to w sprzeczności z duchem i literą Konstytucji RP. Po drugie niejasność tego zapisu zasadza się na braku zdefiniowania, czym są owe „komunikaty elektroniczne”. W domyśle może być to cała korespondencja prowadzona przez przedsiębiorcę, mająca przecież co do zasady charakter poufny i objęty tajemnicą handlową.

Z kolei art. 47 chciałby zobowiązać firmy telekomunikacyjne zapisem, że „przedsiębiorca komunikacji elektronicznej (…) jest obowiązany na własny koszt 1) zatrzymywać i przechowywać na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dane, o których mowa w art. 49 ust. 1, generowane w publicznej sieci telekomunikacyjnej lub przez niego przetwarzane, przez okres 12 miesięcy (…) 2) udostępniać dane, o których mowa w pkt 1 uprawnionym podmiotom, a także sądowi i prokuratorowi”.

Coraz więcej „kontroli operacyjnych”

Innym przykładem, który może świadczyć o rosnącej inwigilacji przedsiębiorców przez polskie państwo jest fakt, że liczba wniosków o tzw. kontrolę operacyjną firm przez służby z roku na rok szybko rośnie. Pomimo że liczba przestępstw gospodarczych, co do których wszczęto śledztwo, od 2015 r. przyrasta, dzieje się to w bardzo niewielkim tempie (dane KGP mówią o tym, że w 2015 r. było ich 102 905, a aż sześć lat później – 131 470 ). Najczęstszymi przestępstwami gospodarczymi w firmach są korupcja i łapownictwo oraz nadużycia księgowe – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC.

Kontrole operacyjne odbywają się w oparciu o ustawę z dnia 10 kwietnia 2020 r. o Policji oraz o ustawę z dnia 20 lipca 2000 r. o kontroli operacyjnej Policji. Są one specjalnym rodzajem działań przeprowadzanych przez organy ścigania. W ich zakres wchodzą nie tylko same kontrolne czynności „fizyczne”, ale także podsłuchiwanie, rejestracja zapisów połączeń i inne środki do zbierania informacji o podejrzanym przedsiębiorcy. Według danych MSW, w 2019 r. było 8065 wniosków o przeprowadzenie takich kontroli, w 2020 r. już 10 155, by w 2021 r. osiągnąć liczbę ponad 11 000! Chociaż wniosek o kontrolę nie oznacza jeszcze podjęcia postępowania przez organy ścigania, to adekwatne i niewiele niższe liczby dotyczą prowadzonych już realnie działań.

Przedsiębiorcy mogą oczywiście próbować dawać odpór inwigilacji. Mogą na przykład staranniej chronić swoje dane i informacje stosując np. zabezpieczenia informatyczne, takie jak hasła i szyfrowanie. Część firm korzysta też z usług profesjonalnych podmiotów zajmujących się ochroną danych. W przypadku naruszenia prywatności lub nieuprawnionego wykorzystania zebranych informacji, przedsiębiorcy mają prawo do prawnej obrony. I nie jest tu istotne, czy łamiącym prawo jest inna firma, osoba prywatna czy nadużywające swojej pozycji państwo.

 

Robert Azembski
Robert Azembski
Dziennikarz z ponad 30-letnim doświadczeniem; pracował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Wprost” , „Gazecie Bankowej” oraz wielu innych tytułach prasowych i internetowych traktujących o gospodarce, finansach i ekonomii. Chociaż specjalizuje się w finansach, w tym w bankowości, ubezpieczeniach i rynku inwestycyjnym, nieobce są mu problemy przedsiębiorców, przede wszystkim z sektora MŚP. Na łamach magazynu „Forum Polskiej Gospodarki” oraz serwisu FPG24.PL najwięcej miejsca poświęca szeroko pojętej tematyce przedsiębiorczości. W swoich analizach, raportach i recenzjach odnosi się też do zagadnień szerszych – ekonomicznych i gospodarczych uwarunkowań działalności firm.

INNE Z TEJ KATEGORII

Branża noclegowa liczy długi i wypatruje gości

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.
5 MIN CZYTANIA

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Jak ożywić martwy parkiet nad Wisłą?

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie nie służy tak naprawdę ani inwestycjom indywidulanym, ani małym i średniej wielkości firmom. Tym pierwszym w założeniu miała dawać okazje do zysków, dla tych drugich zaś być miejscem pozyskiwania kapitału na rozwój. Tymczasem uciekają z niej zarówni mali, jak duzi.
4 MIN CZYTANIA

Jesteś „pod wpływem”? Nie ruszysz autem

Amerykańska Krajowa Administracja ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) chce wykonać zalecenie Kongresu, by wszystkie nowe auta miały zainstalowaną technologię uniemożliwiającą prowadzenie pod wpływem alkoholu.
< 1 MIN CZYTANIA

Obojętnie, co zrobimy, klimat i tak będzie się zmieniał

Nawet zupełne zaprzestanie emisji CO2 pochodzącego z przemysłu nie wpłynie na zatrzymanie zmian klimatu na Ziemi – przekonuje w zamieszczonym we „Wprost” artykule pt. „Klimat a Człowiek” prof. dr hab. inż. Piotr Wolański, przewodniczący Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN.
4 MIN CZYTANIA