fbpx
sobota, 13 lipca, 2024
Strona głównaFelietonWybory, ekonomia i światopogląd

Wybory, ekonomia i światopogląd

Dziś temat poważny i dosyć ciężki do strawienia, pozostający oczywiście w ścisłym związku z najważniejszym wydarzeniem tego roku, którego skutki – te ekonomiczne, będą nas doświadczać przez kolejne lata. Chodzi o światopogląd, a konkretnie światopogląd, który wciąż stosownie do danych zebranych podczas niedawnych, przymusowych wynurzeń obywatelskich, deklaruje większość Polaków.

Jakoś dziwnym trafem temat Kościoła Katolickiego i jego kiepskiego pijaru w oczach jego wyznawców powrócił w dyskurs publiczny, pomimo że akurat to zagadnienie na tle intensywnie toczącej się wojny kampanijnej wydaje się być marginalne. W zasadzie przez cały okres ścisłej kampanii temat roli Kościoła w życiu publicznym czy etycznych unormowań ustrojowych wynikających z nauki tegoż Kościoła, był poddawany krytyce jedynie jednostkowo, przez zatwardziałych przedstawicieli skrajnej lewicy. O Kościele w ujęciu zdecydowanie negatywnym zaczęto mówić dopiero gdy, parafrazując red. Stanisława Michalkiewicza, „mnichy zaczęły dokazywać”.

Skandal w Dąbrowie Górniczej po raz kolejny uświadomił opinii publicznej, że Kościół Katolicki w Polsce ma poważny problem w zakresie autorytetu, a dla szerokiego grona wiernych temu wyznaniu był pretekstem do rewizji swojego światopoglądu. W sieci zaroiło się po raz kolejny od tematyki, nazwijmy ją ogólnie „kościelnej”, w szczególności od analiz próbujących odpowiedzieć na pytanie, do jakiego stopnia z Kościołem w Polsce jest źle i jakie są perspektywy na przyszłość. Ale na marginesie zostawmy skandale z udziałem kleru czy tendencje przyszłościowe w Kościele. Skupmy się nad tym, jaki jest rzeczywisty wpływ Kościoła na ekonomię, a to przez wybory.

Dlaczego to takie istotne? Bo jak wspomniałem na początku, pomimo że liczba deklarujących swoją przynależność do Kościoła Katolickiego spadła o 16 proc. od 2011 r., według spisu z 2021 r. wciąż jest to zdecydowana większość, stanowiąca 71 proc. obywateli. Zdaje się, że tego świadome są media, gdyż w tym tygodniu ukazało się szereg artykułów odnoszących się do drażliwej dla pewnych środowisk, co osobiście mnie zdumiewa, kwestii głosowania przez katolika. Stało się to za sprawą ciekawej publikacji Rady ds. Społecznych Konferencji Episkopatu Polski z dnia 21.09.2023 r., opublikowanej na stronie www.episkopat.pl i zatytułowanej „Vademecum wyborcze katolika”.

Sam dokument nie jest specjalnie odkrywczy i stanowi bardzo ostrożną, wręcz wyważoną w stopniu absolutnie uproszczonym syntezę Katolickiej Nauki Społecznej w zakresie obowiązków katolików w stosunku do władzy świeckiej. Powtórzone zostały w tym dokumencie oczywistości takie jak: obowiązek zaangażowania w życie społeczno-polityczne, czyli w wybory, jako w jeden aspektów dobra wspólnego, uznanie wyniku demokratycznych wyborów, konieczność modlitwy za Ojczyznę i oczywiście sól w oku każdego przeciwnika ideowego Kościoła Katolickiego, czyli wskazanie wartości nienegocjowanych w zakresie preferencji wyborczych wierzącego katolika. Co ciekawe, czego się nie spodziewałem, odniesiono się w ostatnim punkcie wartości nienegocjowanych do kwestii ekonomicznych, wskazując, że katolicy troszczą się o etyczny kształt procesów gospodarczych, sprzeciwiając się ekonomii, która zabija.

Oczywiście bardzo szybko pojawiły się quasi krytyczne stanowiska, jak choćby ten zaprezentowany w artykule onetu pt. Episkopat radzi, jak głosować w wyborach. „Łopatologiczna próba wmówienia słusznej opcji”, w którym wprawdzie zacytowano opinię, że Kościół w sprawie wartości ma prawo publicznie zabierać głos, jednak treść Vademecum to w rzeczywistości próba wmówienia nam, że powinniśmy głosować na jedynie słuszną opcję, która publicznie wyciera sobie twarz chrześcijaństwem, z prawdziwym chrześcijaństwem nie mając nic wspólnego. Z kolei inna cytowana w tym artykule osoba wyraziła pogląd, że sam dokument nie jest potrzebny, gdyż Katolicy i katoliczki mają swój własny rozum i osąd – bardzo zresztą różny – w sprawach społecznych i politycznych.

Abstrahując od rzeczy, które nas nie interesują, czyli domniemania agitacji wyborczej, czy aby poprawne jest założenie, że katolicy mają swój własny, zresztą różny rozum i osąd?

Założeniem doktrynalnym Kościoła Katolickiego jest to, że wypowiadając Credo, katolik ma obowiązek przyjąć pełną naukę jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego Kościoła. Innymi słowy wierny przyjmuje doktrynę Kościoła z całym dobrodziejstwem inwentarza i nie może sobie dowolnie wybierać punktów, które mu się podobają, a innych odrzucać. I już w tym jednym zakresie możemy zauważyć, jakiej „jakości” jest owe 71 proc. deklarujących swoją przynależność do Kościoła rzymskiego. Bo w końcu twierdzenie, że każdy katolik ma swój własny i różny rozum i osąd nie padło jedynie na użytek publicystyczny czy propagandowy.

Z drugiej strony wiedza ekonomiczna w ujęciu nauki katolickiej, którą popularyzuje piszący na łamach „Forum Polskiej Gospodarki” ks. Jacek Gniadek SVD, w przypadku przeciętnego katolika jest znikoma, jeśli nie zerowa. W tym miejscu mamy swoistą implikację pomiędzy światopoglądem katolickim, wyborami i kształtem naszego ustroju ekonomicznego.

Nie jestem teologiem, bym w tym krótkim felietonie miał rozpisywać się na temat przykazań: nie kradnij albo nie pożądaj rzeczy bliźniego, na temat owego kategorycznego fragmentu z II listu do Tesaloniczan (3, 10-11) (Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi), czy przypowieści o robotnikach w winnicy lub talentach. Dość, że Kościół w swojej nauce społecznej od wieków potępiał wszelkie formy socjalizmu, niesprawiedliwego rozdziału dóbr, popierał wolną przedsiębiorczość jako najefektywniejszy sposób zaspokojenia potrzeb społeczeństwa i wreszcie w zakresie tego, co dziś nazywamy „opieką społeczną”, wskazywał na zasadę pomocniczości, czyli angażowania się państwa tylko w takie sprawy, które nie mogą być załatwione bez jego udziału. Konsekwencją tego jest oczywiście negatywna ocena działań władzy, polegających na nadmiernym ucisku fiskalnym obywateli jako zagrażającemu ich wolności, zadłużaniu finansów publicznych czy wykorzystywaniu aparatu państwa do celów prywatnych.

Tak mówił papież Leon XIII w encyklice „Rerum Novarum”, a powtórzył to Jan Paweł II w „Centesimus annus”. Jego następca, wybitny teolog naszych czasów Benedykt XVI pisał w encyklice „Caritas in Veritate”: możliwą formą pomocy dla rozwoju mogłoby się również okazać skuteczne zastosowanie tak zwanej subsydiarności w kwestii podatkowej, która pozwoliłaby obywatelom decydować o przeznaczeniu części podatków wpłacanych państwu. Jeśli nie dopuści się do partykularystycznych wynaturzeń, może stanowić to bodziec dla oddolnych form solidarności społecznej, z oczywistą korzyścią również w zakresie solidarności na rzecz rozwoju, zaś w encyklice „Deus caritas est”: nie państwo, które ustala i panuje nad wszystkim, jest tym, którego potrzebujemy, ale państwo, które dostrzeże i wesprze, w duchu pomocniczości, inicjatywy podejmowane przez różnorakie siły społeczne, łączące w sobie spontaniczność i bliskość z ludźmi potrzebującymi pomocy.

A jak wygląda dzisiaj przeciętny katolik? Zauważał to już papież Pius XII w encyklice społecznej szczególnie potępiającej socjalizm, czyli „Quadragesimo anno”, pisząc: Rzekłbyś, że socjalizm, przerażony własnymi zasadami i stosowaniem ich przez komunizm, skłania się i zbliża poniekąd do prawd uświęconych chrześcijańską tradycją: bezsprzecznie bowiem niektóre punkty jego programu uderzająco podobne są do postulatów chrześcijańskich reformatorów społecznych (…) Socjalizm religijny, socjalizm chrześcijański są pojęciami sprzecznymi w sobie: nikt nie może być jednocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą.

By nie być posądzonym o jakąkolwiek formę agitacji wyborczej, warto w tym miejscu się zatrzymać i stwierdzić, że od 30 lat jesteśmy świadkami tych wszystkich negatywnych zjawisk: rosnącego deficytu finansów publicznych, dobijających podatków, mnożenia programów socjalnych, które są niczym innym jak transferem dóbr wyprodukowanych przez ciężko pracujących na rzecz osób, które tym przymiotem poszczycić się nie mogą, i wreszcie wpychania państwowego palca w każdy atrybut naszego życia. O tym przesądzały każde kolejne wybory, w których zdecydowaną większość stanowili katolicy.

Czy zatem nie jest jednak prawdą cytowane stwierdzenie, że „Katolicy i katoliczki mają swój własny rozum i osąd – bardzo zresztą różny – w sprawach społecznych i politycznych”?

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Europa zasad czy ideologii?

Jakiekolwiek podsumowanie 20 lat uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej, jakakolwiek dyskusja o tym, czy Polska nadal będzie członkiem tego podmiotu, powinny opierać się nie o analizę zysków i strat, ale o ocenę warunków naszej partycypacji przez pryzmat tego, od czego uwolniliśmy się w 1989 r.
5 MIN CZYTANIA

Romantyczna walka o przyszłość

Przytłoczeni rzeczywistością, czyli ogromem problemów, które zamiast stopniowo rozwiązywać, niemiłosiernie nam się piętrzą, odpychamy od siebie pytania o przyszłość. Niefrasobliwie unikamy oceny czekających nas wyzwań, w sytuacji gdy tylko poprawna ocena pozwoli nam odkryć największe zagrożenie i się na nie przygotować. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że idziemy na łatwiznę i pozwalamy oceniać tym, którzy mają w tym interes, ale niekoniecznie rację.
6 MIN CZYTANIA