„Dużo wyższa niż zapowiadano podwyżka płacy minimalnej to dobra wiadomość dla kilku milionów pracowników i zła dla pracodawców” – komentując w ten sposób wzrost płacy minimalnej często zapomina się, że to także dodatkowy, spory zastrzyk środków, które rząd zapewnia ZUS i NFZ.

Fot. www.gov.pl

Rząd na posiedzeniu 13 września zdecydował o dwukrotnym podniesieniu płacy minimalnej w 2023 roku. Pierwsza podwyżka nastąpi 1 stycznia, a płaca minimalna wzrośnie z obecnych 3010 zł brutto do 3490 zł brutto (wzrot o 480 zł). Stawka godzinowa wzrośnie z 19,70 zł do 22,80 zł. Druga podwyżka nastąpi 1 lipca, kiedy płaca minimalna wzrośnie do 3600 zł (czyli o kolejne 110 zł). Stawka godzinowa będzie wynosiła 23,50 zł.
Łączny wzrost płacy minimalnej to zatem 590 zł, licząc w stosunku do 2022 roku.

Podwyższenie minimalnej płacy odbędzie się dwukrotnie z tego powodu, że zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami o płacy minimalnej, jeżeli prognozowany na rok następny wskaźnik cen wynosi co najmniej 105 proc. (czyli gdy inflacja jest wyższa niż 5 proc.), ustala się dwa terminy zmiany wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej. Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie, bo jak powszechnie wiadomo inflacja nam poszybowała i można zakładać, że wielu z nas byłoby przeszczęśliwych, gdyby wynosiła ona raptem 5 proc. (w sierpniu sięgnęła już 16,1 proc., podczas gdy w lipcu było to 15,6 proc.).

To co może wydawać się dobrą informacją dla pracowników z pewnością nie ucieszy pracodawców. Dla nich tak wysoka podwyżka minimalnej płacy nie oznacza wzrostu kosztów o 590 zł miesięcznie, ale nieco więcej (w praktyce o 6420 zł rocznie na każdego zatrudnionego z płacą na poziomie wynagrodzenia minimalnego), bowiem płaca brutto pracownika to zaledwie część kosztów jego zatrudnienia. Koszty te zwiększają także składki, które za pracowników, bezpośrednio ze swoich środków, opłaca pracodawca.

Przypomnijmy, że pracownik opłaca dziś takie składki jak: emerytalna (9,76 proc. podstawy), rentowa (1,5 proc. podstawy), zdrowotna (9 proc. podstawy) i chorobowa (2,45 proc. podstawy). Te składki potrącane są (razem z zaliczką na PIT) z jego wynagrodzenia, w wyniku czego otrzymywana przez niego pensja netto (tzw. wynagrodzenie na rękę) jest sporo niższa od tego, ile wynosi płaca minimalna w kwocie brutto. Dziś przy pensji minimalnej wynoszącej 3010 zł jest to 2363,56 zł miesięcznie. Tyle trafia ostatecznie na konto pracownika. W przyszłym roku będzie to odpowiednio 2695,48 zł w pierwszej połowie roku (czyli o 331,92 zł więcej niż dziś) i 2765,86 zł w drugiej połowie roku (czyli o 402, 30 zł więcej niż obecnie i 70,38 zł więcej niż w pierwszej połowie roku).

Składki za pracownika opłaca też z własnych środków pracodawca, który go zatrudnia. Do już zapłaconych składek dopłaca on dodatkowo składkę emerytalną (9,76 proc. podstawy) oraz rentową (6,5 proc. podstawy). Państwo zarabia zatem dodatkowo na wspominanych wcześniej składkach opłacanych przez pracodawców. Dziś dopłata do płacy minimalnej wynosi 616,46 zł. W 2023 roku dopłaty te wyniosą odpowiednio – najpierw 714,75 zł, a następnie 737,28 zł.

W sumie obciążenia fiskalne wyniosą w przyszłym roku:
– w okresie od stycznia do końca czerwca (przy płacy minimalnej brutto 3490 zł): 794,52 zł potracone z pensji pracownika i 714,75 zł zapłacone dodatkowo przez pracodawcę,
– w okresie od lipca do grudnia (przy płacy minimalnej 3600 zł): 834,14 zł potrącone z pensji pracownika i 737,28 zł zapłacone dodatkowo przez pracodawcę.
Przy czym o ile kwota potrącona z wynagrodzenia pracownika zawiera w sobie także zaliczkę na PIT i składkę zdrowotną, o tyle po stronie pracodawcy jest to wyłącznie koszt składek wpłacanych na konto pracownika w ZUS.

To zaś oznacza, że obecnie każdy zatrudniony z pensją na poziomie minimalnym (3010 zł) oznacza dla państwa 15 154,80 zł budżetowego zysku rocznie. Podczas gdy na konto samego pracownika trafi zaledwie ok. 28 tys. zł. Pokazuje to, w jakim dużym stopniu obciążone są dziś wynagrodzenia pracowników. W przyszłym roku na konto pracownika trafi ok. 32,7 tys. zł, czyli więcej niż w tym roku o ok. 4400 zł (średnio miesięcznie o jakieś 300 zł więcej, przy wzroście płacy o 590 zł). Na konto państwa trafi zaś w ciągu całego 2023 roku około 18,5 tys. zł.

Jak łatwo zauważyć, dodatkowy zysk fiskalny dla państwa to około 3300 zł rocznie na jednego pracownika z płacą minimalną. Jeśli weźmiemy teraz pod uwagę, że takich pracowników, którzy otrzymują płace na poziomie minimalnego wynagrodzenia jest ok. 3,8 miliona osób (na takie dane powoływał się rząd na początku roku), to uzyskujemy 12,5 mld zł budżetowego zysku. Nawet przy założeniu, że jest to tylko 2,2 mln osób (takie dane ostatnio podawano) i tak otrzymujemy kwotę ponad 7,3 mld zł. O tyle więcej trafi na konta ZUS, NFZ i fiskusa w przyszłym roku w związku z podniesieniem płacy minimalnej.

W sumie zaś ta grupa podatników odda w formie wszystkich obciążeń fiskalnych ponad 70,2 mld zł, przy założeniu, że jest to 3,8 mln osób lub 40,6 mld zł, jeśli założyć, że jest ich tylko 2,2 mln. Oczywiście większość z tej kwoty trafi na konto ZUS i NFZ. Obciążenia podatkowe to zaledwie ułamek tej kwoty.

Poprzedni artykułUnijne rolnictwo na skraju przepaści. Czy zrobi krok do przodu?
Następny artykułBezalkoholowa rewolucja na rynku piw