Polacy oszczędzają niemal 1/5 swojego dochodu! Skąd ta zmiana? Czyżby nasze zarobki tak wzrosły, że nagle możemy sobie pozwolić na gromadzenie zaskórniaków?

Przez wiele lat problemem w Polsce była niska stopa oszczędności. Oznacza to, że tylko bardzo niewielka część dochodu gospodarstw domowych nie trafiała na bieżącą konsumpcję. Odkładaliśmy około 1,5 – 2 proc. naszego dochodu, co plasowało nas na szarym końcu na wśród państw Unii Europejskiej.

Powodów takiej sytuacji szukać można we wciąż niskich, w porównaniu z zachodnią Europą, wynagrodzeniach. Krańcowa skłonność do oszczędzania jest rosnącą funkcją dochodu rozporządzalnego. Innymi słowy tym więcej oszczędzamy, im więcej mamy pieniędzy. Jest to dosyć naturalne. Osoby, które mają niskie dochody, wydają wszystko, co mają na konsumpcję, tak aby móc zaspokoić swoje podstawowe potrzeby życiowe (żywność, mieszkanie, leki). Ostatnio jednak sytuacja diametralnie się zmieniła. Obecnie Polacy oszczędzają niemal 1/5 swojego dochodu! Skąd ta zmiana? Czyżby nasze zarobki tak wzrosły, że nagle możemy sobie pozwolić na gromadzenie zaskórniaków?

Niestety, jest zupełnie odwrotnie. Wciąż mamy pandemię, a to oznacza, że wielu z nas boi się o przyszłość bardziej niż jeszcze kilka kwartałów temu. Martwimy się, czy będziemy mieli pracę, a co za tym idzie środki na aktualne opłaty. Wobec tego mniej kupujemy, czyli ograniczamy bieżącą konsumpcję, zakładając, że pieniądze mogą nam być potrzebne później. W ekonomii taką motywację nazywa się przezornościową. I nie jest to tylko przypadek naszego kraju. W całej UE ludzie postępują podobnie. Trudno się zresztą takiej postawie dziwić, szczególnie kiedy słyszy się o planach następnych lockdownów zapowiadanych w kolejnych europejskich krajach.

Większe oszczędności Polaków nie są obojętne dla reszty gospodarki. Ich pochodną jest znaczny spadek sprzedaży detalicznej. Niedostateczny popyt ze strony gospodarstw domowych zmniejsza przychody przedsiębiorców, a to może z kolei prowadzić do presji na redukcję zatrudnienia w firmach. Z pomocą przychodzi znaczny popyt zagraniczny, co przekłada się na znakomite wyniki w eksporcie. Niemniej warto pamiętać o tym, że to popyt krajowy w ostatnich latach napędzał znaczny wzrost gospodarczy w Polsce. Nie ma też co robić sobie specjalnych nadziei, że większe oszczędności przełożą się na wzrost inwestycji w firmach, czego uczą klasyczne podręczniki do makroekonomii. Obawy związane z pandemią mają nie tylko gospodarstwa domowe, ale też przedsiębiorstwa, a to oznacza, że nie mają zbytniej ochoty do rozwijania swoich biznesów. Wiele zatem wskazuje na to, że rok 2020 był pod względem nakładów na środki trwałe jeszcze gorszy niż, i tak słabe pod tym względem, minione lata.

W innych okolicznościach cieszylibyśmy się, że Polacy chętniej oszczędzają. Teraz jest to jednak powód do zmartwień.