„Przytulać się, patrosząc się” – to sformułowanie, które można zapisać za pomocą dwóch rozłożystych chińskich znaków, jakby wprost wyjętych z rozprawki o sztukach walki, a które opisuje strategię, jaką przyjął prezydent Xi Jinping wobec Donalda Trumpa w czasach Covid-19. Prezydent Chin lubi używać tego dwuznacznego sformułowania do opisywania swoich stosunków z USA.

Dwie największe światowe potęgi zaangażowały się w swoiste strategiczne zapasy, w których chiński pretendent musi znaleźć sposób na wyczerpanie przeciwnika, opanowawszy przy tym sztukę uników, a czasem i umiejętność zaskakiwania – ale nigdy nie prowokując do nieodwracalnego zerwania stosunków, gdyż to zagroziłoby fundamentom jego państwa.

Instytucjonalny zamach stanu
Wprowadzając nowy „przepis prawny z zakresu bezpieczeństwa narodowego”, który depcze kruchą autonomię Hongkongu oraz jego demokratyczne upodobania, prezydent Xi, najbardziej autorytarny przywódca Chin od czasów Mao, po raz kolejny demonstruje swoją niezłomną determinację i jednocześnie swoją wizję oportunizmu geopolitycznego. Ten instytucjonalny zamach stanu zaskakuje pogrążoną w pandemii społeczność międzynarodową szybkością, z jaką jest przeprowadzany, i daje tym samym Stanom Zjednoczonym, niewielkie możliwości riposty.

Ten fakt, już dokonany, pozwala prezydentowi Xi wypinać dumnie pierś na oczach tej części społeczeństwa Chin kontynentalnych, która ma nacjonalistyczne poglądy, a która została wcześniej dotknięta demonstracjami w Hongkongu, byłej kolonii brytyjskiej, jednocześnie pozwalając Xi na ograniczenie ryzyka niepewnego w skutkach zatargu wojskowego z Waszyngtonem, co mogłoby mieć miejsce w przypadku zatargu na Tajwanie lub na Morzu Południowochińskim.

Epidemia Covid-19 pobudza te chińsko-amerykańskie zapasy i narzuca klimat „zimnej wojny”, niebezpieczny o tyle, że następuje po wstępie, za jaki uznać można „wojnę handlową” rozpoczętą w 2018 roku przez Trumpa. W miarę jak powiększa się liczba ofiary pandemii, administracja amerykańska bombarduje krytyką komunistyczny reżim w Chinach, obarczając go odpowiedzialnością za planetarną katastrofę zdrowotną, do jakiej doprowadziła epidemia, oskarżając o to, że ukrywały przed światem, jak bardzo wirus jest groźny, a także o to, że reżim pozwolił na wydostanie się wirusa z laboratorium w Wuhan. Mike Pompeo, sekretarz stanu UA, stojący na czele wspomnianej krucjaty, twierdzi, że jest w posiadaniu „licznych dowodów” na to, że Pekin dopuścił się manipulacji. Dowodó tych jednak nie przedstawił do dziś.

– Stosunki chińsko-amerykańskie są najgorsz od czasów Nixona – zauważa zaniepokojony Shi Yinhong, profesor Uniwersytetu Renmin w Pekinie.

Od kilku dni prezydent Trump podgrzewa jeszcze bardziej atmosferę, wytykając po raz kolejny „plagę” pochodzącą z Chin, określając ten kraj, w swoim mocno krytycznym tweecie z 20 maja, jako państwo odpowiedzialne za „tę masową światową rzeź” .

Po tym, jak Biały Dom pochwalił w styczniu reakcję „swojego przyjaciela” prezydenta Xi Jinpinga na epidemię, co miało miejsce zaraz po podpisaniu dwustronnej umowy handlowej, obecnie wraz z oddalającą się perspektywą masowych zakupów produktów rolnych przez Chiny, a także wraz ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w USA, Biały Dom, zaczyna przyjmować twarde stanowisko. – Nie mam ochoty spotykać się z nim – mówi Trump o prezydencie Xi, budząc obawy o zerwanie stosunków dyplomatycznych między dwoma najpotężniejszymi przywódcami na planecie, na najwyższym możliwym szczeblu.

W obliczu lawiny ataków ze strony amerykańskiej naczelny sternik Chin oficjalnie prowadzi grę deeskalacji. – Stosunki Chiny-USA są na krytycznym rozdrożu. W przypadku konfrontacji, każda ze stron będzie przegranym –twierdzi prezydent Xi. Ten moralizatorski ton zdradza obawę reżimu o to, jak niebezpieczne konsekwencje mogłyby mieć przeliczenie się z siłami, w okresie, gdy Chiny muszą stawiać czoło złożonym wewnętrznym wyzwaniom.

– Nie jest w interesie Chin prowadzić do takiej eskalacji konfliktu, która pogorszyłaby trudności gospodarcze kraju – twierdzi prof. Shi Yinhong. Załamanie globalnego światowego popytu osłabia fazę ponownego ożywienia gospodarki Państwa Środka, które doświadczyło bezprecedensowej recesji w pierwszym kwartale tego roku, niewidzianej od czasów Mao. Perspektywa technologicznego „oddzielenia się” od Chin – obecnie idea bardzo modna w Waszyngtonie – również zagraża statusowi Chin jako „fabryce świata”.

Krecia robota
Od czasu dojścia do władzy w 2013 r. Xi podwaja wysiłki zmierzające do zniwelowania opóźnienia technologicznego i wojskowego do amerykańskiego supermocarstwa, tak aby zdążyć z tym na stulecie rządów komunistycznych, które przypadnie w 2049 r. Ale jednocześnie ocenia, że otwarta konfrontacja byłaby przedwczesnym i nieadekwatnym rozwiązaniem. – Strategią Xi jest walka bez chwili wytchnienia. Trzeba unikać bezpośredniego konfliktu, wykorzystywać istniejące sprzeczności między Stanami Zjednoczonymi a krajami zachodnimi, po to, aby dzielić i odizolowywać te kraje – analizuje politolog Chen Daoyin.

Ta długoterminowa planowana krecia robota, wynika z zimnej kalkulacji układu sił, jaki istnieje w świecie. – Partia zdaje sobie sprawę z dystansu, która wciąż dzieli ją od potęgi Stanów Zjednoczonych i wie, że nie ma odpowiednich środków, aby prowadzić otwarty konflikt – dodaje Chen. Budżet wojskowy USA pozostaje trzykrotnie wyższy niż budżet Chin, pomimo spektakularnego wysiłku w nadrabianiu zaległości, co skutkuje dziesięciokrotnym wzrostem wydatków od czasu Tiananmen. W sferze technologicznej, pomimo swojej osiągnięć w zakresie sztucznej inteligencji i 5G, odradzający się gigant musi zdobyć jeszcze większą autonomię w kluczowych sektorach, takich jak produkcja półprzewodników.

Najbardziej autorytarny przywódca od czasów Mao wykonuje ekwilibrystyczny taniec na linie, ponieważ zdecydował się być orędownikiem bezkompleksowego komunistycznego nacjonalizmu i nie może teraz w oczach swojego narodu wydać się słabym wobec Zachodu. – Xi jest więźniem nacjonalistycznej logiki, która może doprowadzić do toksycznej geopolityki – ocenia Kerry Brown, sinolog z King’s College w Londynie.

Podczas gdy słowa Trumpa dotykają do żywego patriotyczną cześć chińskiego społeczeństwa, rozpaloną do granic możliwości poprzez komunistyczną propagandę, prezydent Xi Jinping musi bronić honoru ojczyzny, jednocześnie unikając otwartego konfliktu z USA, który miałby niebezpieczne konsekwencje.

Kładąc rękę na Hongkongu, „czerwony cesarz” dzielnie kontynuuje swój ekwilibrystyczny taniec na linie, ryzykując zerwanie stosunków z USA, co obarczone jest wielką niewiadomą. Moment „niebezpieczeństwa” to także moment „wielkiej szansy” – mówi chińskie porzekadło. Zobaczymy, czy i w tym przypadku się potwierdzi.

Źródło: Sebastien Falletti/Le Figaro