Prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej w rozmowie z wnp.pl stwierdził, że jest niemal pewne, że za 5 lat w Polsce pojawią się braki energii.

Z dokumentu Ministerstwa Klimatu i Środowiska „Sprawozdanie z wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej za okres od dnia 1 stycznia 2019 r. do dnia 31 grudnia 2020 r.”, wynika, że aby zachować bezpieczeństwo dostaw energii, to do roku 2030 trzeba wybudować od 8 tys. do 10 tys. MW dyspozycyjnych mocy wytwórczych.

Tymczasem elektrownia atomowa w Polsce może zostać wybudowana najwcześniej ok. 2040 r. Także import energii nie pomoże, ponieważ Polska ma w tym zakresie ograniczone możliwości. W efekcie już w 2024 r. mają rozpocząć się braki w dostawach energii elektrycznej i nie ma w tej chwili środków zaradczych, które by temu zapobiegły.

– Skończy się na tym, że w Polsce będziemy przeciągać pracę starych bloków węglowych, ale luki wielkości 8 czy 10 tys. MW nie przeskoczymy… W efekcie za ok. 5 lat będziemy mieli stopnie zasilania. To jest praktycznie pewne – uważa prof. Mielczarski.

Zamiast umożliwić realne i potrzebne inwestycje, politycy słuchają Unii Europejskiej i bawią się w wiatraki i fotowoltaikę.

– My możemy sobie budować wiatraki i panele, ale muszą istnieć dyspozycyjne źródła, które będą produkowały energię, kiedy przyjdzie luty, będzie godzina 20, minus 15 stopni Celsjusza i nie będzie słońca i nie będzie wiatru… Ktoś wtedy energię musi wyprodukować. Społeczeństwa i przemysłu nie odłączymy, a jak przyjdą stopnie zasilania, to będzie chaos i załamanie gospodarki… – prorokuje prof. Mielczarski w rozmowie z wnp.pl.