Żniwa w zasadzie za nami. Tegoroczny sezon, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, określić można jako nieporównywalnie lepszy niż poprzednie, kiedy to wszechobecna susza pustoszyła stany upraw w całym kraju. Nie znaczy to jednak, że w tym roku rolnicy nie musieli stawiać czoła rozmaitym problemom. Wciąż bowiem wisi nad nimi topór w postaci ograniczeń wynikających ze strategii Europejskiego Zielonego Ładu i zagrożenia płynące wprost z negatywnych następstw pandemii koronawirusa. Sytuacja na rynku zbóż zmienia się dynamicznie i gospodarze silnie to odczuwają.

_Alicja_/Pixabay

Polscy eksperci tej branży wskazują na jeden zasadniczy problem, z którym boryka się dziś znaczna część naszego kraju. To niedobór ziarna konsumpcyjnego, a więc tego, które przeznaczone jest do spożycia przez ludzi. Wynika to z faktu, że wysoką rokrocznie jakość polskiego ziarna znacznie nadszarpnęły złe warunki atmosferyczne. Polska nie jest jednorodna w tym aspekcie – warunki pogodowe pozwoliły w północnej i zachodniej części kraju zebrać około 70 proc. pszenicy kwalifikującej się jako konsumpcyjna, a na wschodzie i południowym-wschodzie zaledwie około 30-40 proc. Cała reszta, czyli bez mała 70 proc., przeznaczona zostanie na potrzeby przemysłu paszowego, bo ziarno cechuje się niską gęstością, porostem (kiełkowanie jeszcze w kłosie) oraz niską liczbą opadania (określa aktywność enzymów amylolitycznych w mące).

Rolnicy czekają

Ceny zbóż, mimo problemów, w wymiarze globalnym są rekordowo wysokie. Jest to silnie odczuwane na polskim rynku i stanowi wypadkową warunków upraw oraz kursu złotego do euro i dolara. Różnice cenowe – choćby względem lat wcześniejszych – są wyraźne. Na popularnej giełdzie MATIF za pszenicę konsumpcyjną, w kontrakcie na wrzesień, jeszcze w ubiegłym roku płacono 185 EUR, dziś jest to aż 273 EUR.

To informacja szczególnie istotna dla naszego kraju, który jest znaczącym producentem pszenicy. Rokrocznie w Polsce zbiera się nawet 12 mln ton tego zboża, z czego na eksport trafia aż jedna trzecia zbiorów. Rodzimi producenci swoje wysyłki kierują głównie do Niemiec, Maroko, Algierii i Arabii Saudyjskiej.

Mimo wszystko handel zbożem jest dziś utrudniony. Rolnicy masowo decydują się na magazynowanie ziarna. Dzieje się tak dlatego, że obecna sytuacja rynkowa pozwala mieć nadzieję na dalsze wzrosty cen. Te mają być wyższe zarówno u eksporterów jak i przetwórców. Eksperci są zgodni, że ceny nie spadną, dlatego ryzyko związane z przechowywaniem ziarna jest minimalne. Wciąż jednak producenci zastanawiają się, jaki wpływ na ceny będą miały spodziewane rewelacyjne zbiory kukurydzy.

Konsument dostanie po kieszeni

Na ceny finalne produktów na sklepowych półkach wpływ będą mieć jednak nie tylko ceny zbóż. Z wysokimi kosztami muszą się dziś liczyć także młyny. Przedstawiciele branży wskazują, że koszty utrzymania zakładów rokrocznie wzrastają. Pełna automatyzacja jest dziś niemożliwa, dlatego wciąż wiele pozostawić trzeba w rękach ludzi, którzy nadzorują liczne procesy zachodzące w młynie. Właściciele utrzymywać muszą laborantów, osoby odpowiedzialne za pakowanie, transport i szereg innych, generujących rosnące koszty, procesów.

Droższe są również surowce wykorzystywane w tej gałęzi biznesu. Więcej płaci się dziś za drewno niezbędne przy transporcie, tekturę, folię, worki, torby papierowe, palety itp. Wszelkie pozasurowcowe koszty – jak wskazują eksperci – poszybowały w górę nawet o 7 proc. tylko w stosunku do ubiegłego roku. Na nastroje branży nie najlepiej wpływają też zapowiedzi dotyczące planowanej kolejnej podwyżki płacy minimalnej. Swoje piętno odcisnęła także pandemia, która skutecznie zakłóciła stabilny dotychczas, światowy handel. A pozostają jeszcze koszty związane z dostosowaniem się do restrykcyjnych wymogów pandemicznych.

Wypadkową wszystkich tych czynników jest fakt, że tylko od początku roku mąka podrożała o ponad 3,6 proc., a pieczywo o niemal 6 proc. Najwyższe od niemal dekady ceny zbóż każą myśleć niezwykle realnie o kolejnych podwyżkach, z którymi zmierzyć będą się musieli nie tylko producenci, ale także konsumenci, na których – jak zawsze ma to miejsce – rozleje się część dzisiejszej presji cenowej.