Nadchodzi czas, by pomyśleć wreszcie o poważnej rewizji prawa regulującego kwestię funkcjonowania super i hiper marketów oraz dyskontów w niedziele niehandlowe. Widać bowiem, że branża FMCG nie pogodziła się – i już chyba się nie pogodzi – z ustawowym zakazem handlowania w te dni. Gra, jaka wywiązała się pomiędzy marketami a państwem, może i jest nawet nieco zabawna, ale nikt na niej nie korzysta, łącznie z samymi pracownikami sklepów i ich klientami.

jarmoluk/Pixabay

Państwo, zamiast bić głową w mur tropiąc marketowych „przestępców” uciekających się do coraz to nowszych, sprytnych wybiegów omijania zakazu handlu w siódmy dzień tygodnia, powinno raczej wznowić rozmowy z branżą. Może uda się jednak wypracować jakiś kompromis?
Nie powinno być tak, że wszystkich – niczym jakimś zaklęciem – wiąże jeden związek zawodowy z Alfredem Bujarą (przewodniczącym sekcji handlu NSZZ „Solidarność”) na czele frontu walki z niedzielnym handlem. Rozmawialiśmy z panem Bujarą kilka razy. Za każdym razem jego stanowisko było takie samo i absolutnie nieprzejednane: w dzień odpoczynku należy odpoczywać, zgody na zmuszanie zatrudnionych do pracy nie ma i nie będzie. Koniec, kropka.

Jak nie poczta, to czytelnia…

W efekcie takiej „nieprzemakalnej” postawy związków zawodowych swoje stanowisko utwardziło także państwo wydając bój marketom uciekającym się do różnych wybiegów przy omijaniu prawa. Od początku lutego tego roku prawo regulujące pracę placówek handlowych w niedziele zostało uszczelnione. Placówka handlowo-pocztowa może działać w dni wolne od pracy jedynie w przypadku, gdy działalność pocztowa stanowi co najmniej 40 proc. jej przychodu. Dyskont, czy inny sieciowy market, nie może już udawać poczty i otwierać się w siódmy, niehandlowy dzień tygodnia.

Ponieważ jednak rynek bywa źródłem niezwykle kreatywnych pomysłów taki np. sklep Intermarche w Cieszynie zaczął działać w „święty dzień” jako… dworzec autobusowy. Po nieprzychylnej reakcji Państwowej Izby Pracy porzucił tę koncepcję na rzecz uruchomienia czytelni. Gdyby i to się nie udało, może stanie się też wypożyczalnią sprzętu sportowego? Pomysłów może być bez liku. Pole do ich kreacji, także przez inne sieci handlowe, jest bardzo szerokie.

Inspekcja nie przepuści

Chyba jednak nie chodzi o taką grę w kotka i myszkę, do której zaangażowano także poważne siły Państwowej Izby Pracy. PIP oświadczyła, że już w pierwszych dniach po wejściu w życie nowych przepisów uszczelniających niektórzy przedstawiciele branży handlowej próbowali omijać zakaz niedzielnego handlu. Twierdzi też, że – o zgrozo – pojawiły się próby zatrudnienia pracowników w sklepach samoobsługowych, które tylko na pozór nie prowadziły handlu. Katarzyna Łażewska-Hrycko, Główny Inspektor Pracy, zaapelowała do przedsiębiorców, aby – jak to określiła – „rozważyli podjęte decyzje biznesowe pod kątem obowiązujących przepisów i nie prowadzili działalności pozorowanej”. PiP dostała rozkaz „z góry”: ma reagować, analizować i weryfikować nieprawidłowości i niezgodne z ustawą działania. Inspektorzy mają kontrolować przestrzeganie przepisów, a w razie stwierdzenia ich naruszenia podejmą „dostępne i określone środki prawne”. Inspekcja grozi karami finansowymi – nawet do 100 tysięcy złotych.

Pani Inspektor Katarzyna Łażewska-Hrycko i zwolennicy bezwzględnego zakazu handlu, obiecując zapewnienie zatrudnionym prawa do odpoczynku i spędzania niedzielnego czasu z rodziną, zdają się nie brać pod uwagę faktu, że nie wszyscy pracownicy tego po prostu chcą. Niektórzy woleliby popracować i dodatkowo zarobić. Ustawa eliminuje także możliwość dorabiania całej rzeszy studentom, którym niedziela otwierała kiedyś taką sposobność.

Zarabiać, póki jeszcze się da

Jest jeszcze jedna, rzadziej dostrzegana kwestia. Zakazywanie ludziom pracy może być klasycznym strzałem w kolano, jeśli chodzi o modelowanie rynku. Już teraz pracownicy są eliminowani na rzecz rosnącej liczby kas samoobsługowych. Przybywa placówek handlowych praktycznie niewymagających pracowników do bieżącej obsługi – z czasem i tych nielicznych zapewne zastąpią roboty. Handel prowadzi już dwadzieścia sześć Żabek Nano, w pełni autonomicznych placówek handlowych – bez kas i płacenia gotówką. Takich zautomatyzowanych, bezobsługowych marketów, będzie coraz więcej, bo i inne sieci handlowe mają świadomość, że obniża im to znacznie koszty pracy. Równolegle stale rośnie zdalna sprzedaż. Za lat kilka, kilkanaście, może okazać się, że ludzi do organizowania sprzedaży podstawowych produktów potrzeba naprawdę niewielu. Albo wcale. Warto i to wziąć pod uwagę.

Zamiast walczyć z rynkiem znacznie lepiej jest znaleźć racjonalne i satysfakcjonujące dla wszystkich wyjście z tej niezabawnej zgoła gry.

Poprzedni artykułKoronawirus spowolnił robotyzację gospodarki w UE. Z czego wynikają te spadki?
Następny artykułRekompensaty na granicy z Białorusią obejmą więcej firm