fbpx
środa, 10 lipca, 2024
Strona głównaFelietonZadekretować postęp

Zadekretować postęp

To postawienie na głowie wszystkich zasad, jakie dotychczas rządziły rynkiem i rozwojem techniki... Zapraszamy na kolejny felieton Łukasza Warzechy.

Jak to się stało, że znikł transport konny?

Najpierw częściowo wyparły go maszyny parowe i pociągi, gdy idzie o przemieszczanie wielkich ilości ładunku lub ludzi na dłuższych trasach. Jednak stało się to dopiero wówczas, gdy wynalazcy konkretnych rozwiązań, używając do ich stworzenia własnych pieniędzy (swoich prywatnych lub przekazanych przez inwestorów), zdołali przekonać innych, że ich produkt jest opłacalny, praktyczny i przynosi wymierne korzyści. Nikt nie dopłacał z państwowej kasy twórcom pierwszych lokomotyw ani tym bardziej nie wprowadzał przepisów, które zmuszałyby ludzi do porzucenia transportu konnego na rzecz kolejowego. Przeciwnie – kolej musiała sobie wyrąbać miejsce na rynku siłą swojej opłacalności, przekonaniem, że warto w nią inwestować oraz praktyczną demonstracją swoich przewag nad końmi. Lecz pamiętać trzeba, że te przewagi, jakkolwiek niewątpliwe, dotyczyły określonych warunków: właśnie długich dystansów i masowych przewozów. Przy drobnych przewozach i krótkich dystansach konie musiały czekać na rywala w postaci silnika spalinowego i samochodu.

Tu było podobnie: automobile były początkowo mało praktyczną ciekawostką, lecz z czasem zaczęły prezentować swoją praktyczność. Coraz łatwiej było kupić benzynę, posiadanie samochodu było prestiżowe, ale też praktyczne: był szybszy, z czasem – coraz bardziej niezawodny, nie wymagał ciągłego karmienia. Jednak nikt nikogo nie zmuszał, żeby przesiadać się do pojazdów spalinowych i porzucać konie. Nikt nie dekretował, jak często mają stanąć stacje benzynowe (początkowo ich zresztą w ogóle nie było, a w Polsce benzynę do automobili kupowało się w aptekach). To się wydarzyło po prostu dlatego, że samochody były praktyczniejsze, nawet jeżeli wciąż droższe niż koń. W każdym razie był to naturalny proces rynkowy, któremu – to prawda – niezmiernie pomogła I wojna światowa, w trakcie której przemysł samochodowy dostał potężny impuls na całym świecie.

Czy przypominają sobie państwo deklarację z roku 1850, w której głowy europejskich państw zobowiązywały się do zastąpienia pociągami dalekobieżnego transportu konnego w ciągu 20 lat? A może pamiętają państwo deklarację z roku 1908, w której zapowiadano całkowite odejście od koni na rzecz samochodów w przeciągu lat 15? Nie? Ja też nie, bo takich deklaracji nie było. Nikomu wówczas nie przyszłoby do głowy tworzenie takich dokumentów, nie tylko dlatego, że świat był w mniejszym stopniu zorganizowany niż dzisiaj (aczkolwiek to też w dużej mierze pozory – struktury były mniej formalne i bardziej bilateralne, ale były), lecz przede wszystkim dlatego, że byłoby to postępowanie całkowicie wbrew logice. Jak można by było z góry zakładać, a nawet nakazywać, że jeden system transportu zastąpi całkowicie inny nie dlatego, że tak wybiorą ludzie – klienci, kupujący – ale dlatego, że ktoś ważny tak sobie wymyślił i uważa, że to jest słuszne? W tamtym czasie nie tak odbywał się rozwój technologii. Owszem, czasami udawało się zdobyć dla danego projektu czy rozwiązania przychylność władz – by przypomnieć wielką rywalizację pomiędzy producentami systemów prądu zmiennego i stałego – lecz władze trzeba było przekonać za własne pieniądze, wykazując praktyczność i sensowność proponowanego rozwiązania.

Wykonajmy teraz skok do 2021 r., do Glasgow, gdzie w ramach COP26 24 kraje, w tym Polska, podpisały deklarację o wycofaniu ze sprzedaży najdalej do 2040 r. samochodów spalinowych. To postawienie – nie po raz pierwszy – na głowie wszystkich zasad, jakie dotychczas rządziły rynkiem i rozwojem techniki.

Nie będę tutaj opisywał, jak problematyczna, niedoskonała i przede wszystkim niepraktyczna jest technologia aut na baterię w porównaniu z autami spalinowymi. Przypomnę tylko, że dzisiaj nie ma żadnych przesłanek, aby sądzić, że to się w przewidywalnym czasie zmieni. Mimo niewielkich ulepszeń nie ma szans – w dzisiejszym stanie wiedzy i praktyki – żeby samochód na baterię dorównał w realnym świecie zasięgiem i czasem ładowania zasięgowi i czasowi tankowania auta spalinowego.

Tymczasem przywódcy owych 24 krajów z przyczyn najczyściej ideologicznych uznali, że po prostu odbiorą obywatelom wybór. Samochód na baterię ma nie mieć alternatywy nie dlatego, że jest tak świetny, ale właśnie dlatego, że jest tak słabą ofertą. Przecież gdyby bronił się sam – ceną i praktycznością – nie potrzeba by było żadnych deklaracji, zakazów, dofinansowań.

Jeśli rozwój technologiczny ma być teraz dekretowany przez polityków, to słabo widzę dalszy ciąg. Pora chyba znowu sięgnąć po „Atlasa zbuntowanego” Ayn Rand.

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Jeden z najpopularniejszych komentatorów sceny politycznej w Polsce. Konserwatysta i liberał gospodarczy. Publicysta „Do Rzeczy", „Forum Polskiej Gospodarki”, Onet.pl, „Rzeczpospolitej", Salon24 i kilku innych tytułów. Jak o sobie pisze na kanale YT: „Niewygodny dla każdej władzy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Genius loci

Poprzednio byłem w Budapeszcie w marcu 2020 r. Już nadciągały czarne pandemiczne chmury, ale wciąż jeszcze wydawało się, że to będzie kolejna burza w szklance wody. Jak się stało – wiadomo. Wcześniej w drugiej stolicy Cesarstwa Austro-Węgierskiego bywałem wielokrotnie. Wyrobiłem sobie zatem jakiś jej własny obraz, a nawet coś więcej: trudne do dokładnego opisania i sprecyzowania wrażenie, które mamy, gdy trochę lepiej zapoznamy się z jakimś obcym miejscem.
5 MIN CZYTANIA

Znów nas okradną

Jeżeli za jakiś czas wszyscy pracujący na umowach cywilnoprawnych dostaną do ręki wynagrodzenia niższe o ponad 25 proc., to będą mogli podziękować w takim samym stopniu poprzedniej i obecnej władzy.
5 MIN CZYTANIA

Policja dla Polaków

Jednym z największych problemów polskiej policji – choć niejedynym, bo ta formacja ma ich multum – jest ogromny poziom wakatów: ponad 9,7 proc. Okazuje się, że jednym ze sposobów na ich zapełnienie ma być – na razie pozostające w sferze analiz – zatrudnianie w policji obcokrajowców. Czyli osób nieposiadających polskiego obywatelstwa. W tym kontekście mowa jest przede wszystkim o Ukraińcach, Białorusinach i Gruzinach.
3 MIN CZYTANIA