Nie mogąc w tej sytuacji pyskować przeciwko „dążeniu” do reparacji od Niemiec, obóz zdrady i zaprzaństwa zaczął dworować sobie z otwarcia przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Czy słusznie? – o tym w najnowszym felietonie Stanisław Michalkiewicz.

Wstawiono klamkę na przystanku w Cisach. O Batorym grzmiały senatory. I był raut i telegram od króla Borysa: „Klamka cudo. Trzymajcie się. Borys. Tak poeta dobrodusznie pokpiwał sobie z sanacyjnych uroczystości, którym propaganda nadawała najwyższą rangę, niezależnie od rzeczywistego wymiaru wydarzenia. Ale wiadomo, że im gorzej, tym lepiej, to znaczy – że im mniej państwo ma sukcesów, tym bardziej nasila się propaganda, dzięki której obywatele myślą, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej.

Do niedawna wydawało się, że „dążenie” do prawdy co do przyczyn katastrofy smoleńskiej kompletnie się wypaliło, do czego przyczyniła się decyzja Naczelnika Państwa o ogłoszeniu „zwycięstwa”, w następstwie czego nawet ogłoszony stosunkowo niedawno raport Antoniego Macierewicza nie wywołał już żadnego rezonansu. Ale kiedy proklamowano nowy samograj do emocjonalnego rozhuśtywania obywateli w postaci „dążenia” do uzyskania od Niemiec reparacji wojennych w kwocie 1300 miliardów dolarów, najwyraźniej zirytowany kanclerz Olaf Scholz chyba uruchomił sekretne rezerwy, w związku z czym nagle okazało się, że nie tylko Sejm roi się od ruskich agentów, ale poza tym – że Antoni Macierewicz „zataił” najważniejszą informację z zamówionej za spore pieniądze ekspertyzy amerykańskiej, iż nie było żadnego wybuchu, tylko zwyczajna katastrofa.

Jeśli tak było rzeczywiście, to lepiej rozumiemy przyczyny, dla których Naczelnik ogłosił „zwycięstwo” na długo przed ogłoszeniem raportu. Być może jakimś sposobem dowiedział się, co zawiera ekspertyza, a w tej sytuacji jej ogłoszenie podważałoby fundamenty forsowanego przezeń kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Co innego bowiem, gdy został zamordowany, wszystko jedno – przez Putina, czy przez Tuska –  a co innego, gdy zwyczajnie rąbnął w ziemię razem z całym samolotem.

Tymczasem tajemnica została odkryta, a że stało się to przy udziale żydowskiej telewizji dla Polaków, czyli TVN, dodatkowo kieruje nasze podejrzenia w stronę Niemiec, z którymi strona żydowska od co najmniej 20 lat ściśle koordynuje politykę historyczną. Skoro Naczelnik postanowił wykorzystać sprawę „reparacji” dla zdobycia dodatkowych punktów dla swojej partii, to nic dziwnego, że niemiecki kanclerz zaczął mu się odwijać. Zaczął – bo myślę, że BND ma w zanadrzu jeszcze inne rewelacje, które stare kiejkuty przy pomocy swojej rozbudowanej agentury w swoim czasie puszczą w obieg. O ile jednak na terenie międzynarodowym sprawa „reparacji” nie wygląda różowo, to na froncie wewnętrznym pomysłodawca odniósł sukces. Poważna zastawka – jak mówią gitowcy – w postaci projektu uchwały sejmowej w sprawie reparacji zmusiła wszystkie kluby i koła do podwinięcia ogona i głosowania za, bo przeciwne zachowanie zostałoby uznane za zdradę narodu polskiego, który tak wiele wycierpiał. To pokazuje, że wirtuoz intrygi jednym susem ponownie wskoczył na miejsce obrońcy Ojczyzny. Jak Polska na tym wyjdzie – aaa, to całkiem inna sprawa, bo interes obozu „dobrej zmiany” wcale nie musi pokrywać się z interesem państwa, podobnie zresztą, jak interes obozu zdrady i zaprzaństwa, wodzonego za nos przez Volks Aledeutsche Partei.

Nie mogąc w tej sytuacji pyskować przeciwko „dążeniu” do reparacji od Niemiec, obóz zdrady i zaprzaństwa zaczął dworować sobie z otwarcia przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Przekop wykonany kosztem 2 miliardów złotych został uroczyście otwarty 17 września, w rocznicę „wkroczenia” Armii Czerwonej w granice Polski, żeby jeszcze bardziej uwypuklić oswobodzenie się od rosyjskiego dyktatu, polegającego na każdorazowej konieczności uzyskania pozwolenia przepływu przez Cieśninę Pilawską. Było to też przedstawione jako realizacja testamentu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wszystko przewidział, w związku z czym cały świat teraz pluje sobie w brodę, że go nie słuchał.

Ale sfera symboliczna to tylko jedna strona medalu, bo drugą stronę przekopania Mierzei Wiślanej stanowi aspekt gospodarczy. Propaganda przedstawiła ten przekop niemal jak uzyskanie przez Polskę dostępu do morza i zaślubin z Bałtykiem, a przy okazji rozsnuwane były oszałamiające perspektywy rozwoju regionu, przede wszystkim Elbląga, który – tylko patrzeć – jak wybije się na jeden z najważniejszych portów. Na razie jednak są ograniczenia, a właściwie jedno, ale za to bardzo ważne. Otóż głębokość przekopu to 4,5 metra, podczas gdy statki towarowe – z wyjątkiem płaskodennych barek – przeważnie mają zanurzenie większe. Dlatego konieczne jest pogłębienie toru wodnego, a na tym tle pojawiła się różnica poglądów między rządem, a władzami Elbląga – kto ma to robić. Problem polega na tym, że na jednorazowym pogłębieniu się nie skończy, bo po każdym sztormie, a zwłaszcza po większych sztormach zimowych, tor wodny będzie zamulony naniesionym przez morze piaskiem, który trzeba będzie stamtąd wydobyć, żeby przywrócić mu przynajmniej obecną głębokość 4,5 metra. Wymaga to permanentnej pracy pogłębiarek i wywożenia wydobytego piasku w bezpieczne miejsce, co oczywiście pociąga za sobą koszty, których ani Elbląg, ani rząd na razie nie chcą ponosić. Ale jeśli nikt tego nie będzie robić, to przez zamulony kanał będą mogły przepływać tylko jachty, co ostatecznie podważyłoby ekonomiczny sens przedsięwzięcia.

Pojawiają się w związku z tym pomysły, by port w Elblągu przejął Skarb Państwa, chociaż wcale nie jest oczywiste, że z tego powodu przez ten port będą przechodziły jakieś imponujące ładunki. Toteż prof. Włodzimierz Rydzkowski z katedry polityki transportowej Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Gdańskiego wyliczył, że ta inwestycja zwróci się… za 1000 lat – a i to pod warunkiem, że szacunkowa wartość zysków portu rzeczywiście osiągnie 2 mln złotych rocznie.

Jak widzimy, klamka na przystanku w Cisach jest dosyć kosztowna, ale kto by tam bawił się w takie małostkowe, malkontenckie wyliczenia, zwłaszcza, że podchwyciła je żydowska telewizja dla Polaków, czyli TVN. W rządowej telewizji natomiast demonstrowana jest nie tylko duma i optymizm, ale wychwalana jest też dalekowzroczność zarówno prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jak i kustosza jego pamięci i najwyższego kapłana kultu. Zamiast małostkowych, malkontenckich wyliczeń przytacza się tam telegramy od króla Borysa, z których wynika, iż cały świat podziwia inwestycyjny rozmach rządu „dobrej zmiany” i tylko patrzeć, jak na Mierzeję Wiślaną będą ciągnąć pielgrzymki, pragnące na własne oczy zobaczyć tę osobliwość w postaci gigantycznej wizji tytanów myśli.

Stanisław Michalkiewicz 

Poprzedni artykułKomisja Europejska chce mieć władzę dyktatorską nad biznesem!
Następny artykułGrozi nam zmniejszenie produkcji żywności?