Opóźnienia w płatnościach doświadczane przez polskie przedsiębiorstwa wróciły do poziomów przedpandemicznych – wynika z badania Coface.

Raten-Kauf/Pixabay

Aktualnie średnie zaległości płatnicze w Polsce sięgają 56,7 dni, czyli o 9 dni dłużej niż pod koniec 2020 r., ale też na poziomie z 2019 r., kiedy było to 57,2 dni. W 2020 r. zatory były mniejsze, bo działały pakiety pomocowe poprawiające sytuację płynnościową przedsiębiorstw, ale w 2021 r. zaczęto je wygaszać, przez co zaległości uległy ponownemu wydłużeniu.

Najdłuższych opóźnień doświadczają budownictwo i transport, gdzie wynoszą one odpowiednio 84 i 89 dni. Z kolei w najlepszej sytuacji jest branża teleinformatyczna, gdzie opóźnienia sięgają 40 dni. Największego skrócenia opóźnień doświadczyła branża energetyczna (aż o 39 dni), a wydłużenia branża metalurgiczna — o 23 dni.

— Wpływ pandemii na polską gospodarkę nie stanowi już największego zagrożenia dla przedsiębiorstw, to podatki i inne opłaty fiskalne stały się ponownie najważniejszym ograniczeniem w działalności firm — powiedział Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface na Polskę i CEE. — W lutym, kiedy publikujemy nasze badanie, nie sposób nie zwrócić uwagi na kolejne po pandemii całkowicie niespodziewane czynniki zewnętrzne, które wpłyną na warunki konkurowania polskich firm. Wysokie ceny surowców i problemy z łańcuchami dostaw zostaną spotęgowane przez skutki wojny Rosja-Ukraina powodujące zawirowania na rynkach światowych. Wprowadzone sankcje, możliwe działania odwetowe Rosji, czy ograniczenia w rozliczaniu międzynarodowym wpłyną na handel światowy i zmienią prowadzenie transakcji handlowych na dotychczasowych warunkach. W efekcie możemy oczekiwać ponownie pogorszenia sytuacji płynnościowej części polskich firm — dodał analityk.

Źródło: ISBnews

Poprzedni artykuł„Wojna, wojna nigdy się nie zmienia”, a „Dobre czasy już były”
Następny artykułDotacje unijne wyłudzane na masową skalę