fbpx
sobota, 20 lipca, 2024
Strona głównaFelietonZbawienne strzały w stopę

Zbawienne strzały w stopę

Przysłowie powiada, że „człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi”, co dosłownie oznacza, że nie każda kula musi trafić w cel – ale ma to również znaczenie szersze – że mianowicie rozmaite ludzkie działania wywołują skutki zaplanowane i nieprzewidziane. To znaczy – niekoniecznie nieprzewidziane – bo mogą one być przewidziane, ale dokładnie zakonspirowane.

Tak bywa na przykład z rozmaitymi zbawiennymi reformami, które rządy, zwłaszcza przed wyborami, podejmują gwoli przychylenia nam nieba. Otóż te zbawienne reformy mają cele deklarowane i cele rzeczywiste. Cele deklarowane są z reguły bardzo zachęcające, czasami nawet patetyczne, ale tym się różnią od celów rzeczywistych, że wcale nie muszą się pojawić i z reguły się nie pojawiają. Natomiast rzeczywiste cele zbawiennych reform pojawić się muszą i z reguły pojawiają się już na samym początku.

Tak właśnie było z czterema wiekopomnymi reformami charyzmatycznego premiera Buzka. Objął on swoje stanowisko w roku 1997, kiedy to koalicja SLD–PSL musiała oddać władzę koalicji AW„S”–UW. Koalicja SLD–PSL była oskarżania, zresztą całkiem słusznie, że w latach 1993–1997 „zawłaszczyła państwo”, to znaczy obsadziła swoimi faworytami wszystkie możliwe synekury w sektorze publicznym. W dodatku tak, żeby faworytów nie mogła wysadzić z synekur nawet zmiana rządu. Toteż kiedy wybory w 1997 roku wygrała koalicja AW„S”–UW, okazało się, że faworytów obydwu formacji nie ma gdzie wsadzić na synekury. W tej sytuacji nie było rady – trzeba było przeprowadzić cztery wiekopomne reformy: administracji, ochrony zdrowia, ubezpieczeń społecznych i edukacji.

Reforma administracyjna polegała na utworzeniu dwóch dodatkowych szczebli władz samorządowych: samorządu powiatowego i wojewódzkiego. Reforma ochrony zdrowia polegała na utworzeniu 16 terenowych Kas Chorych i siedemnastej – mundurowej. Te Kasy miały przychylać obywatelom nieba w dziedzinie zdrowotności. Z kolei reforma ubezpieczeń społecznych polegała na utworzeniu trzech filarów: pierwszego, drugiego i trzeciego, z których dwa pierwsze były przymusowe, a trzeci – dobrowolny. Reforma edukacyjna zaś polegała na utworzeniu gimnazjów, które miały osobne dyrekcje oraz liceów, które też miały własne dyrekcje.

Deklarowane cele reform oczywiście nie zostały osiągnięte. Reforma administracyjna dodatkowo skomplikowała obywatelom życie, wystawiając ich na pastwę kolejnych biurokratycznych gangów. Ochrona zdrowia nadal wymagała od pacjenta końskiego zdrowia, jeśli by chciał się leczyć, bo dodatkowo uzależniła zakres usług medycznych od biurokratycznej struktury Kas Chorych. Jeśli chodzi o reformę ubezpieczeń społecznych, to przypomnę tylko audycję telewizyjną w Łodzi z udziałem pana ministra Hausera, pani minister Lewickiej, pani Ewy Tomaszewskiej i moim. Trójka specjalistów przerzucała się opowieściami o kolejnych filarach, a ja przysłuchiwałem się temu w milczeniu, aż pani redaktor zlitowała się nade mną i zapytała, czy przypadkiem nie chciałbym czegoś powiedzieć. Na to ja – że powiedzieć, to bym nic nie chciał, natomiast korzystając z obecności wśród nas pani Tomaszewskiej, którą znam jako uczciwą kobietę, chciałbym ją o coś spytać, bo ona powie nam prawdę. – Więc niech pan pyta – powiedziała pani redaktor, na co ja zapytałem pani Ewę, czyją własnością będą środki finansowe zgromadzone na drugim filarze. – Własnością ubezpieczonego – odpowiedziała pani Ewa. – Aha – ja na to – więc jeśli na przykład taki ubezpieczony wpadnie na pomysł odbycia podróży dookoła świata, pójdzie do swojego funduszu i poprosi o wypłacenie mu pieniędzy, to oni wypłacą mu je bez mrugnięcia okiem? – No nie – odparła pani Tomaszewska, na co ja ze zdumieniem: – Jak to? Właścicielowi na jego żądanie nie wypłacą jego pieniędzy? – Bo każdy by tak chciał – odpowiedziała pani Ewa.

Dalszy ciąg nastąpił w roku 2008, kiedy to Sąd Najwyższy uznał, że pieniądze na II filarze są „funduszami publicznymi”, a finał – gdy rząd Donalda Tuska po prostu wziął sobie część tych pieniędzy, co potem powtórzył rząd „dobrej zmiany”. Zatem żaden z celów deklarowanych nie został osiągnięty, natomiast cel rzeczywisty, w postaci skokowego zwiększenia liczby synekur w sektorze publicznym, objawił się natychmiast, podobnie jak skutek uboczny w postaci skokowego zwiększenia kosztów funkcjonowania państwa o 100 mld zł.

Nie zawsze jednak skutki są takie oczywiste ani też nie zawsze zamierzone. Tak na przykład bywa z zbawienną reformą w postaci wprowadzenia płacy minimalnej. Wprawdzie na pierwszy rzut oka wygląda ona na zbawienną i sprawiedliwą, ale co z tego, skoro – jak zauważył laureat Nagrody Nobla z ekonomii Milton Friedman – powoduje bezrobocie wśród młodzieży? Chodzi o to, że wartość pracy młodego człowieka, który dopiero wdraża się do zajęć, nie jest specjalnie duża, więc pracodawca zatrudniłby go, ale za wynagrodzenie niższe. Jeśli jednak musiałby wypłacać mu ustalone wynagrodzenie minimalne na wyższym poziomie, to zwyczajnie go nie zatrudni – i tyle. Zrozumienie tych zależności nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego, ale w systemie demokratycznym znacznie korzystniejsze dla polityków jest udawanie głupka i spełnianie rozmaitych oczekiwań wyborców, którzy rzeczywiście mogą myśleć, że to wszystko naprawdę.

A właśnie rząd „dobrej zmiany” na cztery miesiące przed wyborami  przeforsował w Sejmie regulacje będące skutkiem podpisania w Stalowej Woli porozumienia ze związkiem zawodowym „Solidarność”. Obejmują one m.in. uchylenie wygaszającego charakteru emerytur pomostowych, ale również przepisy przewidujące nakazanie pracodawcy dalszego zatrudniania pracownika podlegającego szczególnej ochronie. Takie zabezpieczenie będą stosowały niezawisłe sądy aż do momentu prawomocnego zakończenia postępowania. Ponieważ prawomocne zakończenie postępowania następuje u nas z reguły po kilku latach od jego wszczęcia, to znaczy, że pracodawca przez te kilka lat będzie musiał nie tyle może zatrudniać pracownika, ile wypłacać mu wynagrodzenie. Z punktu widzenia pracownika chronionego to wydaje się bardzo korzystne, ale przesadna ochrona pracowników może doprowadzić do emigrowania przedsiębiorców do krajów, które aż tak bardzo pracowników nie chronią. W rezultacie pracownik, którego nie można zwolnić, bo zostały mu już tylko 4 lata do emerytury, może stracić pracę wskutek likwidacji przedsiębiorstwa, które go zatrudnia. Podobny los może spotkać pracownika będącego działaczem związkowym.

Ale przed wyborami nikt się nad takimi skutkami nie zastanawia ani się nimi nie martwi, bo najważniejsze, żeby obywatele głosowali za rządem – no a potem jakoś to będzie.

Stanisław Michalkiewicz

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz
Jeden z najlepszych współczesnych polskich publicystów, przez wielu czytelników uznawany za „najostrzejsze pióro III RP”. Prawnik, nauczyciel akademicki, a swego czasu również polityk. Współzałożyciel i w latach 1997–1999 prezes Unii Polityki Realnej. Jego blog wygrał wyróżnienie Blog Bloggerów w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez onet.pl. Autor kilkudziesięciu pozycji książkowych, niezwykle popularnego kanału na YT oraz kilku wywiadów-rzek. Współpracował z kilkudziesięcioma tytułami prasowymi, kilkoma rozgłośniami radiowymi i stacjami TV.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Tak to Pan Bóg sprytnie wykorzystał prawo podaży i popytu

„Towarzyszu z Kanady, który zbożem palisz. To nieprawda, że mąki nikomu nie trzeba. Łopatą ziarna ty mnie od głodu ocalisz. Daj chleba!” – pisał dawno temu Antoni Słonimski w wierszu „Palenie zboża” . Chodziło o to, że zdarzyło się wtedy, iż gwoli podtrzymania cen na pszenicę, podobnie jak na kawę i bawełnę, w Kanadzie palono zboże, w Brazylii topiono w morzu kawę, a w południowych stanach Ameryki palono bawełnę.
5 MIN CZYTANIA

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA