Nasze świąteczne prezenty bardzo się Polakom przydały i na pewno będziemy robić dalsze zbiórki na pomoc rodakom na Wołyniu. Praktycznie nie ma dnia bez prośby od nich o potrzebne rzeczy – mówi nam Jerzy Zięty, radny miasta Krakowa, członek Stowarzyszenia NZS 1980.

Jerzy Zięty

Podczas wywiadu przed świętami Bożego Narodzenia zapytałem o nastroje panujące na Ukrainie – odpowiedział Pan, że odpowie po powrocie z wyprawy z darami dla Polaków mieszkających na Wołyniu. Niedawno Pan wrócił…

Tak, to był krótki wypad do Łucka i z powrotem. Na granicy nie było dużego ruchu, choć koledzy przed naszymi świętami stali i po 10 godzin. Nam się udało w 2 godziny, bo pojechaliśmy na mniejsze przejście, ale wciąż mam wrażenie, że wszystko tam idzie – szczególnie po ukraińskiej stronie – w strasznie żółwim tempie, nie rozumiem tego. Pierwsze, co widać we wsi za przejściem granicznym to ruiny kościoła.

Zamek w Łucku

Ludzie na Ukrainie są oczywiście zmęczeni – lęk o przyszłość, brak stałego prądu (jest 4 godziny, potem 4 go nie ma i tak w kółko – kto ma agregat ten żyje), niepewność.
Koło zamku – największej atrakcji Łucka – i katedry stoi bazar, jego główna hala (taka nasza Hala Mirowska) zastała niedawno spalona przez gangi. Kupcy nie chcieli zapłacić haraczu. Ludzie mówią, że jak się skończy wojna to trzeba zrobić drugi Majdan przeciwko oligarchom i bandytom.

Czy pojawiają się głosy, że wojna może się szybko skończyć?

Nie, ludzie znają ruski system i wiedzą, że jeśli Putin nie odpuści to nie ma co liczyć na szybki koniec. Na ukraińskich stacjach benzynowych sprzedają ciepłe napoje z napisem: „Oko za Oko!”. Sieć stacji też się tak nazywa, tzn. OKKO i co od razu rzuca się w oczy to wielu ludzi w mundurach. Kolega, który na Wołyniu był pierwszy raz stwierdził, że straszny tam roz… gardiasz!

Wyruszył Pan ze świątecznymi prezentami dla Polaków mieszkających na Ukrainie. Jak udała się zbiórka i z jakich prezentów najbardziej się cieszono?

Zbiórka była krótka, ale udało się zgromadzić ponad 20 tys. zł, co spokojnie wystarczyło na 89 paczek, bo o tyle poprosił nas szef Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej (czyli tamtejszej Polonii) – Walenty Wantulok. Prosił o polskie delikatesy i o latarki czołówki (sprezentowane przez krakowskie Wydawnictwo AA), które trzeba było zamawiać. Dorzuciliśmy do żywności kalendarze, świeczki i kartki z odręcznie pisanymi życzeniami, a także wkładki do butów. Paczki dowieźliśmy do Łucka – stolicy Wołynia – stamtąd rozeszły się do ludzi w mieście i po okolicznych wsiach.

Bardzo dziękujemy dwóm głównym sponsorom, tj. Fundacji Centrum Leczenia Szpiczaka i firmie PUHiT z Nowej Huty. Zbiórka udała się tak dobrze także dzięki górnikom z „Solidarności” kopalni „Knurów”. Poświęcili swój czas i zawieźli dary swoim busem, co bardzo usprawniło akcję. Przy okazji okazało się, że to fajni goście i że na Ślązaków można liczyć. Oczywiście jesteśmy także wdzięczni portalowi fpg24.pl za rozpropagowanie zbiórki charytatywnej dla Polaków na Ukrainie, a zwłaszcza jego czytelnikom.

Jak liczna jest grupa Polaków w Łucku?

Nieliczna. Pytałem: „Co was tak mało?”… „Panie! Wymordowali! A reszta wyjechała”. Tak wygląda tam sytuacja. Rano – o 8 – zahuczał alarm bombowy, ale na to już nikt nie reaguje, choć sklepy i urzędy muszą być na czas alarmu zamknięte. Odwołano go dopiero o 11.

Rok 2023 to okrągła rocznica Rzezi Wołyńskiej. Czy uważa Pan, że to, co się dzieje teraz między Polakami a Ukraińcami i to jak Polska pomaga Ukrainie, przyczyni się do zabliźnienia ran?

Polacy tam mieszkający, którzy niejedno już przeszli twierdzą, że takiego pozytywnego podejścia do Polaków nie było tu nigdy i jak my to zaprzepaścimy, to zgroza.

Czy planuje Pan następną wyprawę, a może dokładniej – kiedy następna podróż z darami?

Tak, na pewno wyprawa będzie, choć zmroziła nas historia Grażyny i Kamila – wolontariuszy z krakowskiego katolickiego stowarzyszenia „Klika”. Grażyna, która nam doradzała, co zabrać i co jest najbardziej Polakom na Ukrainie potrzebne, w ostrzale straciła nogę! Choć oni byli gdzie indziej – w oku cyklonu pod Bachmutem i dostali się pod ostrzał moździerza.

Czy zbiórka nadal jest potrzebna?

Jak najbardziej. Teraz przyszły prośby z Żytomierza o buty zimowe i opony do nissana, który wozi rannych na froncie, piecyki na drewno i silne lekarstwa przeciwbólowe. Właściwie nie ma dnia bez jakiejś prośby. Nadal więc zbieramy pieniądze na dary – konto NZS 1980 (37 1240 4722 1111 0010 2115 5551) z dopiskiem: pomoc dla Wołynia.

Jeszcze raz wielkie podziękowania dla czytelników FPG24 za wsparcie i gwarantuję, że pomoc dociera bezpośrednio do ludzi potrzebujących.

Fot. monitorwolynski.com
Poprzedni artykułOdkryto wielkie złoża metali ziem rzadkich
Następny artykuł„Polskie Oscary”, czyli filmowe Orły