Konserwatysta a zarazem orędownik ochrony środowiska i poszukiwania najlepszych, „zielonych” rozwiązań? To wydaje się nie iść ze sobą w parze. Roger Scruton, w swoim klasycznym już dziele „Zielona filozofia – jak poważnie myśleć o naszej planecie” udowadnia, że jest to jak najbardziej możliwe.

Lewica oraz rozmaite lewackie organizacje, fundacje i stowarzyszenia lubią zawłaszczać sobie obszar walki o klimat, o zieloną energie, o Ziemię. Chętnie stroją się w piórka „postępowości” i nowoczesności. Tropiąc z zapałem ślad węglowy w każdej niemal działalności człowieka pukają w końcu do drzwi zawiadowców publicznej kasy. Straszą domagając się – jak to określa Scruton – realizacji „daleko idących i wręcz niewyobrażalnych projektów rządowych, jak również fundamentalnych przemian w naszym sposobie życia”.

Tymczasem i jedno, i drugie to mrzonka. Nie tędy droga – uważa autor. Nawet najbardziej słuszne projekty, gdy tylko trafią do realizacji przez biurokratów, wymykają się już społecznej kontroli. Wydumane na kosztownych konwentach, konferencjach i międzynarodowych „szczytach” metody chronienia środowiska może nawet kierunkowo są słuszne. Realizowane jednak przez państwowych biurokratów, którzy działają „pod linijkę” ustaleń i pod naciskiem grup zielonych lobbystów, potrafią już tylko pogorszyć stan, który miały poprawić – chroniąc jedno, niszczą inne.

Przykłady? W 1993 roku amerykański rząd federalny zakazał prywatnym właścicielom ziemi robienia przecinek w kalifornijskim hrabstwie Riverside. Twierdzono bowiem, że zakłócają one spokój chronionych szczuroskoczków odosobnionych, które tam występowały. Kiedy hrabstwo opanowały ogromne pożary, zniszczeniu uległy zarówno domy, jak i szczuroskoczki.
Takich absurdów, wymuszanych przez różnych ekoterrorystów a realizowanych przez państwa, można oczywiście znaleźć znacznie więcej.
Jak zauważa autor, wielomiliardowe nakłady publiczne na różne zielone projekty często znacznie przewyższają korzyści zarówno materialne, jak i ekologiczne.

Scruton obnaża przy tym hipokryzję „ekologistów”, bo tak należy nazywać tych ludzi, gdyż nie są prawdziwymi ekologami. Pisze on, że często „ci sami ludzie, którzy obiecują wdrażanie dużych projektów dostarczających czystej energii i zmniejszających zanieczyszczenia, proponują zarazem rozległe projekty rozwoju lotnisk, budowy dróg i subsydiowania przemysłu motoryzacyjnego”. Naciskają na realizację takich projektów, jaki np. wdrożyła Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) „której codzienne zadanie polega wyłącznie na zakazywaniu, co tylko biurokratom przyjdzie do głowy”. Szacuje się, że koszty przepisów EPA dotyczących chlorku winylu wyniosły 4 mln dolarów za jedno ocalone życie – w porównaniu do 10 tys. dolarów za jedno ocalone życie w programie badań przesiewowych w wykrywaniu raka.

Jaki jest pomysł autora na skuteczne chronienie środowiska? Przede wszystkim trzeba powrócić do troski o tzw. oikos (dom). „Dom” rozumiany szerzej. Jako wspólnota sąsiedzka, lokalna, w naturalny sposób troszcząca się o otoczenie, w którym zamieszkuje. „Zamiast powierzać troskę o środowisko niewydolnym organizacjom pozarządowym i międzynarodowym komisjom, powinniśmy wziąć za nie osobistą odpowiedzialność. Ojkofilia to pojmowanie swojego otoczenia jako domu, „ujawniające się w tkwiących głęboko w naturze człowieka motywach działań na rzecz ochrony środowiska”. Oddziałują one korzystnie na autonomiczne stowarzyszenia obywatelskie – uważa Scruton.

Wspierając lokalne inicjatywy rzeczywiście można rozwiązać wiele problemów: zanieczyszczenia plastikiem, porzucania odpadów, wylesiania, agresywnej rozbudowy miast itd. itp.

Co jednak z dużymi, ponadnarodowymi problemami? Co z globalnym ociepleniem, wzrostem emisji C02? Scruton proponuje tu coś najprostszego: „Nie powinniśmy przydzielać praw do emitowania gazów cieplarnianych, reagując w ten sposób na specjalne interesy i lobbing grup ekologicznych i gałęzi przemysłu. Zamiast tych wszystkich regulacji powinniśmy wprowadzić jednolity podatek od emisji dwutlenku węgla. Im więcej emitujesz, tym więcej płacisz. Wysokooemisyjne produkty powinny być więc opodatkowane w takiej wysokości, która będzie odzwierciedlać ilość dwutlenku węgla wypuszczonego do atmosfery i to niezależnie od kraju ich wytworzenia”. Zebrany podatek powinien zaś zostać przeznaczony na dalsze i niezależne badania nad sposobami naprawdę skutecznej ochrony środowiska naturalnego przy zachowaniu prawa społeczności do dalszego rozwoju.

Może się okazać, że konserwatyzm ma o wiele większe od liberalizmu czy socjalizmu predyspozycje, by stawić czoło problemom związanym z ekologią. Z pewnością Roger Scruton w to głęboko wierzył.

„Zielona filozofia”, Wydawnictwo Z i S-ka, Poznań, 2017

Poprzedni artykułO co chodzi związkowcom z Solarisa?
Następny artykułUE zakaże sprzedaży starych domów?